czwartek, 11 lipca 2019
środa, 10 lipca 2019
Natalia Bloch - Biegam w klapkach
Kolejną sprawą jest praca instruktorska. Co roku staram się stawiać sobie nowe wyzwania. Podczas wybierania materiału do pracy myślę o tym, co mogłabym przekazać uczestnikom moich zajęć. Jakich umiejętności jeszcze potrzebują do wzbogacenia swoich niespodzianek/sztuk/warsztatów. W tym roku postanowiłam skupić się na pracy z formą oraz jej tworzeniem. Podstawą był tekst Marty Guśniowskiej, dookoła którego stworzyliśmy świat papierowych zwierząt. Rolka grubego papieru malarskiego, taśma i nożyczki-tyle potrzebowaliśmy do stworzenia spektaklu lalkowego. Moim celem było uświadomienie młodym twórcom, że warstwa wizualna spektaklu jest szalenie ważna i do tego wcale nie trudna do zrobienia. I chyba mi się udało :) Wynikiem samodzielnej pracy w grupach były sztuki na podstawie "Bajek Robotów" Stanisława Lema. I to co zobaczyłam sprawiło, że cząstka mojego instruktorskiego serca zabiła mocniej! Ciekawe kostiumy, wyszukana scenografia, piękne kolorowe rekwizyty rodem z robotycznego świata przyszłości...Teatr jest miejscem w którym doskonale łączą się wszystkie inne dziedziny sztuki. Każdy instruktor proponuje uczestnikom coś innego - muzyka, ruch, plastyka, praca z tekstem... Na tegorocznym obozie doświadczyłam, że wszystkie to umiejętności Ogniskowicze doskonale łączą i wykorzystują w samodzielnej pracy.
I jest to szalenie miłe i budujące :)
wtorek, 9 lipca 2019
Małgorzata Czerwień - Zawartość kubka, walizek i pokoju
Herbata robiła się zimna i za
mocna, plecy coraz bardziej zgarbione, a kolejne litery wciąż na nowo znikały
pod mknącym w lewo kursorem. Tak upłynęły pierwsze godziny mojego
przygotowywania tego wpisu. Po tych cudownych dwóch tygodniach wróciłam do
rzeczywistości, a cień obaw już na mnie czekał. Wiedziałam, co chcę wyrazić,
ale wystraszyłam się, że może nie do wszystkiego powinnam się przyznawać.
W końcu zaparzyłam nową herbatę i
przypomniałam sobie drugą niespodziankę zrobioną przez naszą grupę. Długo
szukaliśmy pomysłu, aż odważyłam się przeczytać swoje opowiadanie. Wypowiadając na głos kolejne słowa, tak intymne
i zdradzające niemalże wszystko, nie wierzyłam, że to robię, że ci ludzie,
którzy jeszcze kilka dni temu byli mi zupełnie obcy, stworzyli przestrzeń, w
której mimowolnie się odważyłam. Później wielokrotnie dopadały mnie wątpliwości
i chciałam się wycofać, ale na szczęście już się nie dało. Każdy podarował tej
niespodziance całą swoją wrażliwość, jednocześnie traktując mój świat w
akwarium z wielką subtelnością i nie ujmując mu niczego. Jestem ogromnie
wdzięczna za to wszystko, co się wydarzyło, bo wtedy zrozumiałam, że nie zawsze
trzeba jeździć jednoosobową furgonetką i warto wpuszczać do siebie innych.
To wspomnienie sprawiło, że
zdecydowałam nie usuwać kolejnych linijek, ale do wszystkiego się przyznać.
Ostatnie kilka dni przed
przyjazdem na obóz było dla mnie bardzo trudne. Jednocześnie się bałam i nie
mogłam doczekać, a wszystko było podszyte wszechobecnym niepokojem. Od
października nie byłam w Ognisku. Weekendowe wyjazdy do Warszawy były dla mnie
czasem zebrania twórczej energii, inspirujących spotkań, przypomnieniem
priorytetów i przede wszystkim wymknięciem się rzeczywistości i szansą na
spędzenie czasu sama ze sobą, a rezygnacja z nich sprawiła, że przez cały rok
bardzo się miotałam. Wpadając z jednego szaleństwa w kolejne, czułam się jakbym
mieszkała w pokoju namalowanym przez Magritte'a, wypełnionym przez pęczniejące
jabłko, które uniemożliwia otwarcie drzwi, okien, nie da się go zjeść, a wciąż
rośnie. Chciałam uciec gdzieś bardzo daleko, najlepiej na księżyc, ale okazało
się, że mogę na obóz. W walizkach miałam przede wszystkim nadzieję, że nie będę
musiała wracać.
Nawet nie chcę sobie wyobrażać, co
bym teraz przeżywała, gdyby mój plan się powiódł.
Kiedy Pani Ania wybrała mnie do
swojej grupy, a później powiedziała, że na zajęciach będziemy zajmować się
rozmową z samym sobą, wpadłam w panikę, ale szybko pojawiła się ufność – ta
niezbędna do wykonywania kolejnych zadań i ufność samej sobie, swoim
przeczuciom. Siedząc trzy godziny w pokoju, próbując opisać siebie za pomocą
obrazów, co chwilę dochodziłam na skraj wytrzymałości i prawie wybuchałam
histerycznym płaczem. Gdy po powrocie do domu zerknęłam na kartkę, którą wtedy
zapisałam, wątpliwości na niej zawarte wydały mi się bardzo odległe. Pierwszy
raz od dawna udało mi się wysłuchać siebie i odbić się w przyjętym kierunku,
zamiast wpadać w czeluści roztrząsania, przesadnych analiz i rozpaczy.
Kolejnego dnia, gdy robiłam mapę
marzeń, patrzyłam na wciąż mnożące się niewiadome ze spokojem, dając sobie czas
na przemyślenie, bo czułam, że udało mi się ponownie odnaleźć mój kierunek i
nie potrzebuję już cudzych póz, w których chowałam się jak w pożyczonych, za
dużych bluzach. W moich koszulach jest mi do twarzy i wkrótce wszystko się
ułoży. Najbardziej zaskoczyło mnie to, że zatrzymanie nie oznaczało ucieczki ze
świata - wręcz przeciwnie, kipiało działaniami, a zajrzenie w głąb siebie
potęgowało tylko czujność na wszystkich wokół.
Wydaje mi się, że to była
najpiękniejsza i najważniejsza szansa, jaką dostałam i chcę w pełni z niej
czerpać. Z tą myślą jeszcze łatwiej było mi wykorzystywać wszystkie
mikrookazje, które inni codziennie mi stwarzali.
Wyzwaniem był też monolog
przygotowany na pokaz instruktorski. Cieszę się, że Pani Ania skłoniła mnie do
napisania go i tym bardziej samodzielnego powiedzenia ze sceny. Wcześniej zawsze oddawałam swoje słowa innym siadając
bezpiecznie na widowni, ale obawy zniknęły bardzo szybko. Wszystkie wyzwania
podejmowałam tym razem z wyjątkową łatwością i lekkością, z każdego czerpałam
przyjemność.
Przed obozem bałam się roli jednej
z najstarszych Ogniskowiczek, odpowiedzialności za dobre wspomnienia tych,
którzy są pierwszy raz, konieczności panowania nad pracą w grupie... zupełnie
niepotrzebnie. Już po paru minutach rozmowy zrozumiałam, że mam wielkie
szczęście uczestniczyć w czymś absolutnie niezwykłym – synergia, która
zaiskrzyła z połączenia tak silnych i różnorodnych osobowości była
oszałamiająca i cały czas nas uskrzydlała. Chcieliśmy iść wspólnie coraz dalej.
Instruktorzy cały czas nas w tym wspierali, a poza lekcją pracy ze scenografią
i kostiumem, każde z nas nauczyło się, że warto sięgać głębiej i się nie bać.
Urzekło mnie to, że Nela i Piotrek poświęcili nam wtedy całe swoje
zaangażowanie i siły i poczułam, że ja też chcę dawać z siebie jak najwięcej.
Świeżość pomysłów, otwartość, wykorzystywanie swoich talentów i przede
wszystkim piękne rozmowy podczas spotkań grupy sprawiły, że wszystko na tym
obozie ekscytowało mnie tak silnie, jakby był to mój pierwszy, a jednocześnie
byłam już spokojna i pewna, że jestem we właściwym miejscu i wśród właściwych
ludzi, którym jestem niewyobrażalnie wdzięczna.
Teraz, kiedy siedzę już w domu i
wzruszam się czytając wpisy w książce, jestem szczęśliwa, że wykorzystałam
swoją szansę. Herbata znowu jest niewypita i zimna, bo między kolejnymi
literami, nie było chwili na pauzę. Rzeczywistość mnie aż tak nie przeraża.
Czuję, że wracam z kilkoma dodatkowymi walizkami rozmów, wspomnień, pokonanych
wyzwań, które mogę dodawać do swoich stylówek każdego dnia, zamiast pożyczać
cudze myśli. Magritte'owskie jabłko, które zasłaniało mi twarz, zmieniło się w
gołębia, a jego lot kieruje moje spojrzenie w stronę nowych inspiracji. Jestem
gotowa ze wszystkim się zmierzyć i iść własnym krokiem w kierunku, który
wyznaczyłam już wewnętrznym kompasem.
czwartek, 4 lipca 2019
Chyba w końcu założyliśmy...
Założyliśmy siostrzeństwo
sympatyków zaginionych furgonetek
nasza furgonetka z lodami
Tuż po losowaniu grup Benio
powiedział „mamy świetną grupę”, a my patrzyliśmy po sobie.
Maciek Bisiorek zastanawia
się, gdzie są furgonetki z lodami
Stajemy obok siebie, w większości
tacy znajomi nieznajomi, których pewnie widywałem czasem w Ognisku. W mojej
głowie już tworzą się obrazy tych osób. Jak zwykle, moje wyobrażenia niszczą
się, gdy tylko zaczynamy rozmawiać. Mamy wymyślić nazwę naszej grupy i
przygotować jakaś etiudę na jej temat. Od pierwszych minut widzę, że może wyjść
z tego coś ciekawego. Z przyjemnej pogawędki rozmowa przechodzi w kopalnie
dziwnych, nieszablonowych myśli. Do końca obozu wydobywanych surowców nigdy nie
zabrakło. Szybko podejmowaliśmy decyzje, o czym chcemy opowiedzieć. Tworząc
następne pokazy każdy dokładał własny puzzel do reszty. Zaskakująco, kolejne
części idealnie pasowały, tworząc unikalną całość, zawierającą cząstkę każdego
z nas. Zaczęliśmy działać jak jeden organizm, którego każdy organ jest zupełnie
inny, ale dąży do jednego.
Julia Dominiak i wspólne
spotkanie przy furgonetce
Z początku myślałam, że nie będę
w stanie przedstawić swoich poglądów, czy nawet swojego charakteru. Pierwszego
dnia każdy się poznawał, więc i ja każdego poznałam. Spotkałam kilka osób,
które mi dawały najlepszy przykład Ogniskowicza na obozie, więc co by się
stało, gdyby ich nie było? Nasza grupa nie ma ścisłych zasad, a mimo to
jesteśmy zawsze sprawni, nawet w najgorszych momentach. Każda osoba daje coś od
siebie, i od każdego wymaga, może to dlatego nie szukamy innej rozrywki?
Lila Sajnok o tym, dokąd
prowadzą furgonetki
Już przy pierwszej rozmowie z
grupą poczułam świetna atmosferę. Wszyscy otwarcie opowiadali o sobie. Od razu
zawiązała się między nami relacja i wiedziałam że będzie nam się dobrze
pracowało. Każdy miał jakąś swoją wizję i
z nich wyciągaliśmy najlepsze pomysły. Mogliśmy znaleźć wspólny środek i
stworzyć coś niezwykłego. Każdy był
bardzo zaangażowany w tworzenie naszych pokazów. Podczas wspólnej pracy każdy
zdobył nowe umiejętności od innych członków grupy. Nauczyliśmy się tańczyć,
udawać marionetki i robić makijaże. Każdy członek grupy wniósł do niej coś
wartościowego bez czego nie moglibyśmy stworzyć tak różnorodnych pokazów. Praca
z taką grupą była ogromną przyjemnością i nie pojawiały się między nami
kłótnie. Zawsze wspólnie podejmowaliśmy
decyzję i nikt nie narzucał swojego zdania.
Gosia Czerwień wysiada z
furgonetki jednoosobowej
Jednym ze szczególnych momentów
podczas wspólnej pracy było dla mnie przygotowywanie drugiej niespodzianki –
moment mnóstwa zaskoczeń. Pierwsze nastąpiło, gdy odważyłam się wyciągnąć swoje
opowiadanie, zawsze zdawało mi się zbyt intymne i zbyt dużo ujawniające, a
teraz poczułam, że nie muszę się przy nich bać, chociaż znamy się tylko kilka
dni. Kiedyś chciałam przerobić to opowiadanie na warsztat, ale zabrakło mi
odwagi, a teraz, po przeczytaniu go grupie, nie mogłam się już wycofać, bo
ilekroć dopadały mnie wątpliwości i chciałam wcisnąć je ponownie do szuflady,
wszyscy mówili „robimy!”. Byłam zdumiona tym jak szybko i łatwo, a przy tym z
wielką delikatnością, wszyscy zanurzyli się w moim świecie i wzbogacili go
swoimi pomysłami i wrażliwością. Świat, który istniał zamknięty w mojej głowie
nagle się zmaterializował dzięki skupieniu i zaangażowaniu wszystkich i mam
wrażenie, że dzięki temu mi też udało
się w pewien sposób z niego wyjść. Nie boję się, że inni ludzie mnie pochłoną
lub zabiorą coś ze mnie, chcę pozwalać im się zaskakiwać, bo tylko wtedy
wszystko wokół iskrzy i to co zdawało się niemożliwe i nieprawdopodobne, może
nagle istnieć.
Benedykt Chromiński o idealnej
symulacji
Brak zrozumienia prowadzi do
niczego. Kiedy taka sytuacja się dzieje, wszystko staje się trudniejsze dla
grup w czasie pracy. Nasza praca skupiła się na zrozumieniu, które zaprowadziło
nas do udanej sztuki. Tematem naszej sztuki była relacja człowieka i maszyny,
która wcale nie prowadzi nas do udoskonalenia świata. Skupiliśmy się na formie,
powodującej symulacyjny charakter u widza. Dzięki zaangażowaniu doświadczonych
i młodszych, udało się to wykonać. Mogę tylko pogratulować i życzyć mojej
grupie takich samych ludzi wokół.
Iga Szczygielska za kierownicą
furgonetki
Minuty przed sztuką. Ostatnie
nerwowe przygotowania. Ukradziony przeze mnie głośnik głośno gra muzykę. To
'Don't stop me now' Queen. Wszyscy biegają, krzyczą, tańczą. Parę piosenek
później wchodzi Nela, puszczam 'Hit the road Jack'. Wszyscy skaczą, śpiewają,
tańczą, rozgrzewamy się. Wołam wszystkich, aby stanęli na miejscach i siadam za
konsolą, Bianka wprowadza ludzi. Rzucam ostatnie spojrzenie po wszystkich, już
gotowych i w rolach. Zalewa mnie duma. Odwaliliśmy kawał dobrej roboty i mamy
zamiar wcisnąć publiczność w siedzenie. Puszczam muzykę.
Niech rozpocznie się sztuka!
Niech rozpocznie się sztuka!
Bianka Rucińska o przełamaniu
lodów
To wspaniałe, że znamy się niecałe
dwa tygodnie, a jesteśmy już tak zgrani. Pewnego dnia nagle się poznaliśmy i
zaczęliśmy rozmawiać jakbyśmy znali się od lat. Każdy pomysł, nawet głupi (a
takich nie ma) jest rozważony. Kiedy ktoś kogoś potrzebuje to zawsze się
znajdzie ktoś do pomocy. Nie mamy problemu ze spotkaniami, wszyscy są
punktualni i nie ma problemów z komunikacją.
Julka Kucińska szukając
furgonetki
Tutaj każdy mógł pracować w swoim
tempie. Nie było pośpieszania krzykiem. Przy choćby najmniejszym zamieszaniu
razem dążyliśmy do spokoju. Każda praca była tak samo ważna. Zawsze mieliśmy
dziewięć odmiennych poglądów, a wykorzystywaliśmy je tworząc porozumienie.
Wychodziło nam to zaskakująco sprawnie. Troszczyliśmy się o siebie nawzajem. Udało
nam się stworzyć świetną atmosferę.
Pola Hojka o odjeździe
furgonetki
Cieszę się, że trafiłam do tak
wspaniałej grupy na moim pierwszym obozie. Wszyscy są mili, pełni energii, a
przede wszystkim doświadczeni. Zawsze dobrze na się współpracuje (np. słuchanie dobrej energicznej muzyki to taka nasza
terapia). Jestem naprawdę wdzięczna za wiedzę, którą od nich zdobyłam ponieważ
będę mogła ją wykorzystywać w kolejnych latach Ogniska.
środa, 26 czerwca 2019
Biuro myśli znalezionych na obozie / Wilga 2019
DOSTRZEGANIE
PIĘKNA
My Ogniskowicze
idąc ulicą nie widzimy drzewa, tylko korę, gałęzie i pojedynczy, spadający
liść, wiewiórkę w koronie i robaka przy korzeniach. Nie słyszymy szumu ulicy -
słyszymy samochody, ptaki, rozmawiających ludzi czy grajka na ławce. Nie tylko
zauważamy wszystkie te szczegóły, ale potrafimy dostrzec ich wartość i
przekazywać innym to piękno.
Vincent Van Gogh
Zdumiewa
i ciekawi nas każda gwiazda, która tworzy niebo
RADOŚĆ I ENERGIA
Czasami ma się wrażenie,
że warsztaty teatralne Ogniska to jedyna ostoja w otaczającym nas świecie,
gdzie możemy na chwilę odsapnąć, roześmiać się i nie udawać kogoś, kim nie
jesteśmy. Ogniskowicze wokół nas posiadają zaraźliwą skłonność do działania,
która bierze się z czystej radości tworzenia i poszerzania granic naszej
wyobraźni. Pomimo niewyspania, wątpliwości i stresu uśmiechamy się do siebie
często dzieląc się wsparciem i życzliwością, co pozwala ładować się wzajemnie
energią do podejmowania kolejnych wyzwań i czerpania siły i inspiracji nawet z
momentów trudnych. Chcemy być w przyszłości poważnymi ludźmi, ale obecnie
jesteśmy tylko nastolatkami, kumuluje się w nas mnóstwo energii, którą możemy
pozytywnie spożytkować na scenie i wokół niej, a wracając do rzeczywistości
łatwiej nam znaleźć powód do uśmiechu.
Paul
Klee
Nawet gdy codzienność wydaje się ciemna i przerażająca mamy w sobie
radość, energię i odwagę by się wyróżniać, płynąć wciąż naprzód, a czasem pod
prąd
ZAUFANIE
Znajomości w Ognisku zaczynają się od niepisanej umowy,
polegającej na wzajemnym zaufaniu. Nie zważając na różnice, przy pierwszym
spotkaniu mamy wrażenie, że witamy starego przyjaciela. Nie boimy angażować się
w rozmowę i ją pogłębiać, ponieważ wiemy, że kiedy otworzymy się na drugą
osobę, ona jednocześnie otworzy się na nas.
Już przy pierwszym
spotkaniu idziemy w tango
ROBIENIE CZEGOŚ Z NICZEGO
Często mówimy o tym jak w
Ognisku wszystkie pomysły potrafią brać się znikąd. Nie mając podanego tematu,
nagle po godzinie prezentujemy całą etiudę, która posiada wszystkie niezbędne
detale, dokładnie przekazuje emocje i dodatkowo inspiruje innych do dalszego
działania. Wątpliwości „czy tym razem dam radę?” znikają, gdy tylko zaczynamy
rozmawiać, bo źródłem tych iskrzących energią zdarzeń jest potencjał, który
każdy z nas otwiera przed innymi wkładając w pracę całe swoje zaangażowanie.
Giuseppe Arcimboldo
W zwyczajnych rzeczach widzimy piękno
i potrafimy wspólnie stworzyć
z nich coś niezwykłego
PRZEŁAMYWANIE
SIĘ
Każdy z nas ma jakieś ograniczenia, a przełamywanie ich nie
przychodzi z łatwością. Najprościej byłoby zostać w łóżku i nie wyjść na scenę,
ale co dalej? Przekraczając granice poznajemy siebie i odkrywamy nowe
umiejętności oraz możliwości. Nie ma większej satysfakcji niż wygranie wyścigu
z samym sobą.
Frida Kahlo
Każdy z nas ma jakieś
ograniczenia, ale czerpiemy ogromną satysfakcję z pokonywania ich
CZUJNOŚĆ
Każdy z nas po warsztacie,
obozie czy zajęciach przyznaje, jak wiele się w nim wydarzyło, jak dużo dostał
impulsów, wrażeń, bodźców, ale obdarowywanie się w Ognisku jest zawsze
wzajemne. Nie nurzamy się patetycznie we własnych uczuciach, ale czujnie
obserwujemy ludzi wokół i przyjmując ich wrażliwość i potencjał sami możemy się
bogacić. Najistotniejsze momenty to jednak te, kiedy obserwacja przechodzi w
reakcję, pcha nas do rozmowy, która okazuje się zdumiewająca, czy do gestu,
który sprawi, że inny Ogniskowicz również wróci do domu przepełniony energią i
odwagą. Odczytując z pozoru niewidoczne sygnały i biorąc wszystko, co oferuje
druga osoba uczymy się tej czujności od siebie nawzajem. Żaden z nas nie
przechodzi obojętnie wobec płaczącego człowieka, niezależnie od tego, czy są to
łzy wzruszenia, czy smutku.
Caspar
David Friedrich
Wzruszenia i sztukę kontemplujemy zawsze wspólnie, dzieląc
się wrażeniami
i wzruszeniami, bo wiemy, że nie musimy się ich wstydzić
OPIEKA NAD MŁODSZYMI
Każdy obóz jest czyimś pierwszym, a naszym zadaniem, jako
starszych, jest zadbanie, aby nie był również ostatnim. Próbujemy poprowadzić,
stworzyć jak najlepsze wspomnienia osobom, które jeszcze nie czują się zbyt
pewnie. Inspirujemy ich do podtrzymywania chęci dzielenia się swoimi przeżyciami
z kolejnymi ogniskowymi pokoleniami.
René Magritte
Chociaż podczas obozów jesteśmy zupełnie
pochłonięci twórczą pracą, w której się zatracamy, po powrocie do domu gołąb
inspiracji leci dalej i kieruje nasze spojrzenia w nowe strony, a podążając
jego śladem nie możemy się zatrzymać
OTWARTOŚĆ
Każdy z
nas jest wypełniony poglądami, wspomnieniami i upodobaniami, o których nie
rozmawia otwarcie na co dzień w obawie przed krytyką. W Ognisku znajdujemy
przestrzeń na uwolnienie siebie, ale szybko przestaje nam to wystarczać.
Ciekawość budzi w nas chęć poznawania oraz słuchania innych, aby dać się
zaskoczyć i zainspirować.
My Ogniskowiczki z Biura mysli znalezionych / Wilga 2019
Maria Głownia, Daria Potrzebowska, Wiktoria Borowiecka,
Stefania Zajdel, Małgorzata Czerwień, Marianna Kalinowska
Maria Głownia, Daria Potrzebowska, Wiktoria Borowiecka,
Stefania Zajdel, Małgorzata Czerwień, Marianna Kalinowska
niedziela, 23 czerwca 2019
Katarzyna Grzegorzewska - wszystko, co serwuje życie
fot. Max Walewski
Długo zastanawiałam się, która część zdania:
"Nagrodę imienia Doroty Wolskiej, za dawanie od siebie, pomimo trudów
życiowych otrzymuje Kasia Grzegorzewska" jest najważniejsza. Tymi słowami
zostałam wywołana na forum, kiedy odbierałam to wyróżnienie. I stwierdziłam, że
zdecydowanie "pomimo trudów życiowych".
Od 10 miesięcy zmagam się z leczeniem nowotworu kości.
Kiedy postawiona została diagnoza, nie mogłam w to uwierzyć. W sumie nadal nie
wierzę. I to mi pomaga. To, że nie czuję się chora i moje otoczenie traktuje
mnie jako osobę całkowicie zdrową, daje mi siłę. A wiadomo, że jeśli jest się
całkowicie zdrowym to ma się energię na udział w zajęciach i dodatkowe sprawy.
Uważam, ze to właśnie dzięki Ognisku się nie poddaję i idę dalej. W moim
przypadku powiedzenie "Jesteście orłami, nie zniżajcie lotu" i
stosowanie się do niego ma niesamowite znaczenie. Wydaje mi się, że w dobie
techno-życia wszyscy mamy tendencję do odkładania spraw na później, załatwiania
wszystkiego na ostatnią chwilę i "na odwal się". Sentencja Pani
Haliny przypomina, że trzeba dawać z siebie coraz więcej, a ja bardzo zachęcam
wszystkich, by czerpać z tego przyjemność. W końcu to takie świetne uczucie
kiedy jakiś projekt pójdzie po naszej myśli i wszystko będzie dopięte na
ostatni guzik. Nie zważając na problemy i niedogodności trzeba brnąć w życie
dalej bo absurdalne jest myślenie w stylu "nie pójdę, bo boję się, że
upadnę".
Nagroda imienia Doroty Wolskiej znaczy dla mnie
niesamowicie dużo, bo jest to podsumowanie halinistycznych sentencji, których
bardzo staram się trzymać. Zachęcam każdego, by nigdy się nie poddawał, działał
na rzecz innych, przyjmował wszystko, co serwuje mu życie i obracał to w
pozytyw. Mimo kłopotów, Ognisko to miejsce, w którym zapomina się o problemach
i trwa w sztuce i halinizmie. Moja dewiza - pomimo trudów życiowych, nie zniżam
lotu.
poniedziałek, 17 czerwca 2019
Natalia Fingas - nie byle jakie skrzyżowanie
Niewielu
ludzi zdaje sobie sprawę, że pisanie to nie tylko uduchowione klepanie w
klawiaturę uwieńczone triumfalnym popijaniem kawy/herbaty/kakao/czegokolwiek co
się lubi, podczas gdy nasze oczy w poczuciu samospełnienia przemykają po
tuzinach wirtualnych kartek zapełnionych małymi wężykami tekstu. O, nie.
Istnieje
także faza pierwsza czyli szukanie inspiracji i układanie historii w głowie.
Większość „hobbystycznych” pisarzy zgodna jest co do faktu że faza ta,
jakkolwiek obiecująco by nie brzmiała, jest nie raz prawdziwym koszmarem. „Zbyt
przewidywalne, za długie, za nudne, po prostu niesmaczne...” Problemom i
niedociągnięciom nie ma końca.
Dlatego
więc, kiedy mój laptop znalazł się w bezpośrednim zagrożeniu zostania pierwszą
ofiarą moich pisarskich frustracji, postanowiłam jakoś pokonać beznadziejną
nicość goszczącą w mojej wyobraźni. Ktoś musiał mi „otworzyć głowę” i musiał
zrobić to w tempie ekspresowym. Szkoda by przecież było tracić całkiem
sprawnego laptopa, wyrzucając go przez okno po kolejnym nieudanym wątku. Przez
lata służył mi oddanie i nie byłby to sprawiedliwy koniec.
Ta
kryzysowa sytuacja doprowadziła mnie po generalnym śledztwie wśród przyjaciół
do Ogniska. Od momentu kiedy po raz pierwszy stałam na deszczu, próbując
przypomnieć sobie kod do wejścia do drzwi, wiedziałam czego oczekuję. Otwórzcie
mi głowę. Nauczcie mnie rzucać nowymi pomysłami na historie na prawo i lewo,
bez tygodni głowienia się nad najdrobniejszym szczegółem. Poświęcę swój czas,
determinację i wszystko inne, tylko pokażcie mi jak zmusić zardzewiałe koła
zębate mózgu do ponownego ruchu.
Miałam
swój cel do osiągnięcia. Zawsze jest dobrze zaczynać z jasno wyznaczoną ścieżką
po której chce się wędrować, prawda? Niby tak. Ale nikt nigdy nie obiecuje, że
ścieżka ta nie ulegnie gwałtownym zmianom. W ciągu jednego roku ze ścieżki
zrobiło się skrzyżowanie mnóstwa najróżniejszych dróg. I to nie byle jakie
skrzyżowanie. Prawdziwy moloch, cywilizacyjne centrum metropolii gdzie tuzin
ulic spada z góry, wyskakuje z dołu, biegnie naprzeciw siebie żeby spotkać się
w jednym miejscu. Zniknął gdzieś mój prosty zamysł: „ognisko - inspiracja -
zysk”. Pojawili się wspaniali ludzie, wspólne burze mózgu, improwizacje,
żarty... Wyjścia do teatru, kolektywne omawianie filmów po seansie w Komunie
(nazwa jednej z sal, lecz z tego co wiem nie planujemy rewolucji). Czas płynął,
a zajęć i pomysłów tylko przybywało.
Teraz,
kiedy z bólem kończę już swoją wędrówkę z innymi Ogniskowiczami, kiedy staję
wreszcie na końcu tej ścieżki w moim życiu i obracam się, żeby spojrzeć za
siebie, na miejsce, z którego zaczęłam, do głowy pcha mi się tylko jedna myśl:
„Ale to jest cholernie daleko.” Dobrze, że droga była tylko w mojej głowie, bo
już dawno zdarłabym całkowicie podeszwy butów.
Zadowolona
szczerzę zęby i ruszam dalej. Nie ma co się zatrzymywać na dłużej, kiedy taka
kreatywna przyszłość przede mną.
Subskrybuj:
Posty (Atom)











