wtorek, 9 lipca 2019

Małgorzata Czerwień - Zawartość kubka, walizek i pokoju




Herbata robiła się zimna i za mocna, plecy coraz bardziej zgarbione, a kolejne litery wciąż na nowo znikały pod mknącym w lewo kursorem. Tak upłynęły pierwsze godziny mojego przygotowywania tego wpisu. Po tych cudownych dwóch tygodniach wróciłam do rzeczywistości, a cień obaw już na mnie czekał. Wiedziałam, co chcę wyrazić, ale wystraszyłam się, że może nie do wszystkiego powinnam się przyznawać.

W końcu zaparzyłam nową herbatę i przypomniałam sobie drugą niespodziankę zrobioną przez naszą grupę. Długo szukaliśmy pomysłu, aż odważyłam się przeczytać swoje opowiadanie.  Wypowiadając na głos kolejne słowa, tak intymne i zdradzające niemalże wszystko, nie wierzyłam, że to robię, że ci ludzie, którzy jeszcze kilka dni temu byli mi zupełnie obcy, stworzyli przestrzeń, w której mimowolnie się odważyłam. Później wielokrotnie dopadały mnie wątpliwości i chciałam się wycofać, ale na szczęście już się nie dało. Każdy podarował tej niespodziance całą swoją wrażliwość, jednocześnie traktując mój świat w akwarium z wielką subtelnością i nie ujmując mu niczego. Jestem ogromnie wdzięczna za to wszystko, co się wydarzyło, bo wtedy zrozumiałam, że nie zawsze trzeba jeździć jednoosobową furgonetką i warto wpuszczać do siebie innych.

To wspomnienie sprawiło, że zdecydowałam nie usuwać kolejnych linijek, ale do wszystkiego się przyznać.

Ostatnie kilka dni przed przyjazdem na obóz było dla mnie bardzo trudne. Jednocześnie się bałam i nie mogłam doczekać, a wszystko było podszyte wszechobecnym niepokojem. Od października nie byłam w Ognisku. Weekendowe wyjazdy do Warszawy były dla mnie czasem zebrania twórczej energii, inspirujących spotkań, przypomnieniem priorytetów i przede wszystkim wymknięciem się rzeczywistości i szansą na spędzenie czasu sama ze sobą, a rezygnacja z nich sprawiła, że przez cały rok bardzo się miotałam. Wpadając z jednego szaleństwa w kolejne, czułam się jakbym mieszkała w pokoju namalowanym przez Magritte'a, wypełnionym przez pęczniejące jabłko, które uniemożliwia otwarcie drzwi, okien, nie da się go zjeść, a wciąż rośnie. Chciałam uciec gdzieś bardzo daleko, najlepiej na księżyc, ale okazało się, że mogę na obóz. W walizkach miałam przede wszystkim nadzieję, że nie będę musiała wracać.

Nawet nie chcę sobie wyobrażać, co bym teraz przeżywała, gdyby mój plan się powiódł.

Kiedy Pani Ania wybrała mnie do swojej grupy, a później powiedziała, że na zajęciach będziemy zajmować się rozmową z samym sobą, wpadłam w panikę, ale szybko pojawiła się ufność – ta niezbędna do wykonywania kolejnych zadań i ufność samej sobie, swoim przeczuciom. Siedząc trzy godziny w pokoju, próbując opisać siebie za pomocą obrazów, co chwilę dochodziłam na skraj wytrzymałości i prawie wybuchałam histerycznym płaczem. Gdy po powrocie do domu zerknęłam na kartkę, którą wtedy zapisałam, wątpliwości na niej zawarte wydały mi się bardzo odległe. Pierwszy raz od dawna udało mi się wysłuchać siebie i odbić się w przyjętym kierunku, zamiast wpadać w czeluści roztrząsania, przesadnych analiz i rozpaczy.

Kolejnego dnia, gdy robiłam mapę marzeń, patrzyłam na wciąż mnożące się niewiadome ze spokojem, dając sobie czas na przemyślenie, bo czułam, że udało mi się ponownie odnaleźć mój kierunek i nie potrzebuję już cudzych póz, w których chowałam się jak w pożyczonych, za dużych bluzach. W moich koszulach jest mi do twarzy i wkrótce wszystko się ułoży. Najbardziej zaskoczyło mnie to, że zatrzymanie nie oznaczało ucieczki ze świata - wręcz przeciwnie, kipiało działaniami, a zajrzenie w głąb siebie potęgowało tylko czujność na wszystkich wokół.

Wydaje mi się, że to była najpiękniejsza i najważniejsza szansa, jaką dostałam i chcę w pełni z niej czerpać. Z tą myślą jeszcze łatwiej było mi wykorzystywać wszystkie mikrookazje, które inni codziennie mi stwarzali.

Wyzwaniem był też monolog przygotowany na pokaz instruktorski. Cieszę się, że Pani Ania skłoniła mnie do napisania go i tym bardziej samodzielnego powiedzenia ze sceny. Wcześniej  zawsze oddawałam swoje słowa innym siadając bezpiecznie na widowni, ale obawy zniknęły bardzo szybko. Wszystkie wyzwania podejmowałam tym razem z wyjątkową łatwością i lekkością, z każdego czerpałam przyjemność.

Przed obozem bałam się roli jednej z najstarszych Ogniskowiczek, odpowiedzialności za dobre wspomnienia tych, którzy są pierwszy raz, konieczności panowania nad pracą w grupie... zupełnie niepotrzebnie. Już po paru minutach rozmowy zrozumiałam, że mam wielkie szczęście uczestniczyć w czymś absolutnie niezwykłym – synergia, która zaiskrzyła z połączenia tak silnych i różnorodnych osobowości była oszałamiająca i cały czas nas uskrzydlała. Chcieliśmy iść wspólnie coraz dalej. Instruktorzy cały czas nas w tym wspierali, a poza lekcją pracy ze scenografią i kostiumem, każde z nas nauczyło się, że warto sięgać głębiej i się nie bać. Urzekło mnie to, że Nela i Piotrek poświęcili nam wtedy całe swoje zaangażowanie i siły i poczułam, że ja też chcę dawać z siebie jak najwięcej. Świeżość pomysłów, otwartość, wykorzystywanie swoich talentów i przede wszystkim piękne rozmowy podczas spotkań grupy sprawiły, że wszystko na tym obozie ekscytowało mnie tak silnie, jakby był to mój pierwszy, a jednocześnie byłam już spokojna i pewna, że jestem we właściwym miejscu i wśród właściwych ludzi, którym jestem niewyobrażalnie wdzięczna.

Teraz, kiedy siedzę już w domu i wzruszam się czytając wpisy w książce, jestem szczęśliwa, że wykorzystałam swoją szansę. Herbata znowu jest niewypita i zimna, bo między kolejnymi literami, nie było chwili na pauzę. Rzeczywistość mnie aż tak nie przeraża. Czuję, że wracam z kilkoma dodatkowymi walizkami rozmów, wspomnień, pokonanych wyzwań, które mogę dodawać do swoich stylówek każdego dnia, zamiast pożyczać cudze myśli. Magritte'owskie jabłko, które zasłaniało mi twarz, zmieniło się w gołębia, a jego lot kieruje moje spojrzenie w stronę nowych inspiracji. Jestem gotowa ze wszystkim się zmierzyć i iść własnym krokiem w kierunku, który wyznaczyłam już wewnętrznym kompasem.




czwartek, 4 lipca 2019

Chyba w końcu założyliśmy...


Założyliśmy siostrzeństwo sympatyków zaginionych furgonetek


                                                                        nasza furgonetka z lodami

Tuż po losowaniu grup Benio powiedział „mamy świetną grupę”, a my patrzyliśmy po sobie.

Maciek Bisiorek zastanawia się, gdzie są furgonetki z lodami
Stajemy obok siebie, w większości tacy znajomi nieznajomi, których pewnie widywałem czasem w Ognisku. W mojej głowie już tworzą się obrazy tych osób. Jak zwykle, moje wyobrażenia niszczą się, gdy tylko zaczynamy rozmawiać. Mamy wymyślić nazwę naszej grupy i przygotować jakaś etiudę na jej temat. Od pierwszych minut widzę, że może wyjść z tego coś ciekawego. Z przyjemnej pogawędki rozmowa przechodzi w kopalnie dziwnych, nieszablonowych myśli. Do końca obozu wydobywanych surowców nigdy nie zabrakło. Szybko podejmowaliśmy decyzje, o czym chcemy opowiedzieć. Tworząc następne pokazy każdy dokładał własny puzzel do reszty. Zaskakująco, kolejne części idealnie pasowały, tworząc unikalną całość, zawierającą cząstkę każdego z nas. Zaczęliśmy działać jak jeden organizm, którego każdy organ jest zupełnie inny, ale dąży do jednego.

Julia Dominiak i wspólne spotkanie przy furgonetce
Z początku myślałam, że nie będę w stanie przedstawić swoich poglądów, czy nawet swojego charakteru. Pierwszego dnia każdy się poznawał, więc i ja każdego poznałam. Spotkałam kilka osób, które mi dawały najlepszy przykład Ogniskowicza na obozie, więc co by się stało, gdyby ich nie było? Nasza grupa nie ma ścisłych zasad, a mimo to jesteśmy zawsze sprawni, nawet w najgorszych momentach. Każda osoba daje coś od siebie, i od każdego wymaga, może to dlatego nie szukamy innej rozrywki?

Lila Sajnok o tym, dokąd prowadzą furgonetki
Już przy pierwszej rozmowie z grupą poczułam świetna atmosferę. Wszyscy otwarcie opowiadali o sobie. Od razu zawiązała się między nami relacja i wiedziałam że będzie nam się dobrze pracowało. Każdy miał jakąś swoją wizję i  z nich wyciągaliśmy najlepsze pomysły. Mogliśmy znaleźć wspólny środek i stworzyć coś niezwykłego.  Każdy był bardzo zaangażowany w tworzenie naszych pokazów. Podczas wspólnej pracy każdy zdobył nowe umiejętności od innych członków grupy. Nauczyliśmy się tańczyć, udawać marionetki i robić makijaże. Każdy członek grupy wniósł do niej coś wartościowego bez czego nie moglibyśmy stworzyć tak różnorodnych pokazów. Praca z taką grupą była ogromną przyjemnością i nie pojawiały się między nami kłótnie. Zawsze  wspólnie podejmowaliśmy decyzję i nikt nie narzucał swojego zdania.

Gosia Czerwień wysiada z furgonetki jednoosobowej
Jednym ze szczególnych momentów podczas wspólnej pracy było dla mnie przygotowywanie drugiej niespodzianki – moment mnóstwa zaskoczeń. Pierwsze nastąpiło, gdy odważyłam się wyciągnąć swoje opowiadanie, zawsze zdawało mi się zbyt intymne i zbyt dużo ujawniające, a teraz poczułam, że nie muszę się przy nich bać, chociaż znamy się tylko kilka dni. Kiedyś chciałam przerobić to opowiadanie na warsztat, ale zabrakło mi odwagi, a teraz, po przeczytaniu go grupie, nie mogłam się już wycofać, bo ilekroć dopadały mnie wątpliwości i chciałam wcisnąć je ponownie do szuflady, wszyscy mówili „robimy!”. Byłam zdumiona tym jak szybko i łatwo, a przy tym z wielką delikatnością, wszyscy zanurzyli się w moim świecie i wzbogacili go swoimi pomysłami i wrażliwością. Świat, który istniał zamknięty w mojej głowie nagle się zmaterializował dzięki skupieniu i zaangażowaniu wszystkich i mam wrażenie, że dzięki temu  mi też udało się w pewien sposób z niego wyjść. Nie boję się, że inni ludzie mnie pochłoną lub zabiorą coś ze mnie, chcę pozwalać im się zaskakiwać, bo tylko wtedy wszystko wokół iskrzy i to co zdawało się niemożliwe i nieprawdopodobne, może nagle istnieć.

Benedykt Chromiński o idealnej symulacji
Brak zrozumienia prowadzi do niczego. Kiedy taka sytuacja się dzieje, wszystko staje się trudniejsze dla grup w czasie pracy. Nasza praca skupiła się na zrozumieniu, które zaprowadziło nas do udanej sztuki. Tematem naszej sztuki była relacja człowieka i maszyny, która wcale nie prowadzi nas do udoskonalenia świata. Skupiliśmy się na formie, powodującej symulacyjny charakter u widza. Dzięki zaangażowaniu doświadczonych i młodszych, udało się to wykonać. Mogę tylko pogratulować i życzyć mojej grupie takich samych ludzi wokół.

Iga Szczygielska za kierownicą furgonetki
Minuty przed sztuką. Ostatnie nerwowe przygotowania. Ukradziony przeze mnie głośnik głośno gra muzykę. To 'Don't stop me now' Queen. Wszyscy biegają, krzyczą, tańczą. Parę piosenek później wchodzi Nela, puszczam 'Hit the road Jack'. Wszyscy skaczą, śpiewają, tańczą, rozgrzewamy się. Wołam wszystkich, aby stanęli na miejscach i siadam za konsolą, Bianka wprowadza ludzi. Rzucam ostatnie spojrzenie po wszystkich, już gotowych i w rolach. Zalewa mnie duma. Odwaliliśmy kawał dobrej roboty i mamy zamiar wcisnąć publiczność w siedzenie. Puszczam muzykę.
Niech rozpocznie się sztuka!

Bianka Rucińska o przełamaniu lodów
To wspaniałe, że znamy się niecałe dwa tygodnie, a jesteśmy już tak zgrani. Pewnego dnia nagle się poznaliśmy i zaczęliśmy rozmawiać jakbyśmy znali się od lat. Każdy pomysł, nawet głupi (a takich nie ma) jest rozważony. Kiedy ktoś kogoś potrzebuje to zawsze się znajdzie ktoś do pomocy. Nie mamy problemu ze spotkaniami, wszyscy są punktualni i nie ma problemów z komunikacją.

Julka Kucińska szukając furgonetki
Tutaj każdy mógł pracować w swoim tempie. Nie było pośpieszania krzykiem. Przy choćby najmniejszym zamieszaniu razem dążyliśmy do spokoju. Każda praca była tak samo ważna. Zawsze mieliśmy dziewięć odmiennych poglądów, a wykorzystywaliśmy je tworząc porozumienie. Wychodziło nam to zaskakująco sprawnie. Troszczyliśmy się o siebie nawzajem. Udało nam się stworzyć świetną atmosferę.

Pola Hojka o odjeździe furgonetki
Cieszę się, że trafiłam do tak wspaniałej grupy na moim pierwszym obozie. Wszyscy są mili, pełni energii, a przede wszystkim doświadczeni. Zawsze dobrze na się współpracuje (np. słuchanie  dobrej energicznej muzyki to taka nasza terapia). Jestem naprawdę wdzięczna za wiedzę, którą od nich zdobyłam ponieważ będę mogła ją wykorzystywać w kolejnych latach Ogniska.


środa, 26 czerwca 2019

Biuro myśli znalezionych na obozie / Wilga 2019


DOSTRZEGANIE PIĘKNA
My Ogniskowicze idąc ulicą nie widzimy drzewa, tylko korę, gałęzie i pojedynczy, spadający liść, wiewiórkę w koronie i robaka przy korzeniach. Nie słyszymy szumu ulicy - słyszymy samochody, ptaki, rozmawiających ludzi czy grajka na ławce. Nie tylko zauważamy wszystkie te szczegóły, ale potrafimy dostrzec ich wartość i przekazywać innym to piękno.


Vincent Van Gogh 
Zdumiewa i ciekawi nas każda gwiazda, która tworzy niebo

  
RADOŚĆ I ENERGIA
Czasami ma się wrażenie, że warsztaty teatralne Ogniska to jedyna ostoja w otaczającym nas świecie, gdzie możemy na chwilę odsapnąć, roześmiać się i nie udawać kogoś, kim nie jesteśmy. Ogniskowicze wokół nas posiadają zaraźliwą skłonność do działania, która bierze się z czystej radości tworzenia i poszerzania granic naszej wyobraźni. Pomimo niewyspania, wątpliwości i stresu uśmiechamy się do siebie często dzieląc się wsparciem i życzliwością, co pozwala ładować się wzajemnie energią do podejmowania kolejnych wyzwań i czerpania siły i inspiracji nawet z momentów trudnych. Chcemy być w przyszłości poważnymi ludźmi, ale obecnie jesteśmy tylko nastolatkami, kumuluje się w nas mnóstwo energii, którą możemy pozytywnie spożytkować na scenie i wokół niej, a wracając do rzeczywistości łatwiej nam znaleźć powód do uśmiechu.

Paul Klee
Nawet gdy codzienność wydaje się ciemna i przerażająca mamy w sobie radość, energię i odwagę by się wyróżniać, płynąć wciąż naprzód, a czasem pod prąd
  
ZAUFANIE
Znajomości w Ognisku zaczynają się od niepisanej umowy, polegającej na wzajemnym zaufaniu. Nie zważając na różnice, przy pierwszym spotkaniu mamy wrażenie, że witamy starego przyjaciela. Nie boimy angażować się w rozmowę i ją pogłębiać, ponieważ wiemy, że kiedy otworzymy się na drugą osobę, ona jednocześnie otworzy się na nas.

Już przy pierwszym spotkaniu idziemy w tango

ROBIENIE CZEGOŚ Z NICZEGO
Często mówimy o tym jak w Ognisku wszystkie pomysły potrafią brać się znikąd. Nie mając podanego tematu, nagle po godzinie prezentujemy całą etiudę, która posiada wszystkie niezbędne detale, dokładnie przekazuje emocje i dodatkowo inspiruje innych do dalszego działania. Wątpliwości „czy tym razem dam radę?” znikają, gdy tylko zaczynamy rozmawiać, bo źródłem tych iskrzących energią zdarzeń jest potencjał, który każdy z nas otwiera przed innymi wkładając w pracę całe swoje zaangażowanie.

 Giuseppe Arcimboldo 
W zwyczajnych rzeczach widzimy piękno i potrafimy wspólnie stworzyć 
z nich coś niezwykłego

PRZEŁAMYWANIE SIĘ
Każdy z nas ma jakieś ograniczenia, a przełamywanie ich nie przychodzi z łatwością. Najprościej byłoby zostać w łóżku i nie wyjść na scenę, ale co dalej? Przekraczając granice poznajemy siebie i odkrywamy nowe umiejętności oraz możliwości. Nie ma większej satysfakcji niż wygranie wyścigu z samym sobą.


                                                      Frida Kahlo 
                 Każdy z nas ma jakieś ograniczenia, ale czerpiemy ogromną                                                              satysfakcję z pokonywania ich

CZUJNOŚĆ
Każdy z nas po warsztacie, obozie czy zajęciach przyznaje, jak wiele się w nim wydarzyło, jak dużo dostał impulsów, wrażeń, bodźców, ale obdarowywanie się w Ognisku jest zawsze wzajemne. Nie nurzamy się patetycznie we własnych uczuciach, ale czujnie obserwujemy ludzi wokół i przyjmując ich wrażliwość i potencjał sami możemy się bogacić. Najistotniejsze momenty to jednak te, kiedy obserwacja przechodzi w reakcję, pcha nas do rozmowy, która okazuje się zdumiewająca, czy do gestu, który sprawi, że inny Ogniskowicz również wróci do domu przepełniony energią i odwagą. Odczytując z pozoru niewidoczne sygnały i biorąc wszystko, co oferuje druga osoba uczymy się tej czujności od siebie nawzajem. Żaden z nas nie przechodzi obojętnie wobec płaczącego człowieka, niezależnie od tego, czy są to łzy wzruszenia, czy smutku.

Caspar David Friedrich 
Wzruszenia i sztukę kontemplujemy zawsze wspólnie, dzieląc się wrażeniami 
i wzruszeniami, bo wiemy, że nie musimy się ich wstydzić

OPIEKA NAD MŁODSZYMI
Każdy obóz jest czyimś pierwszym, a naszym zadaniem, jako starszych, jest zadbanie, aby nie był również ostatnim. Próbujemy poprowadzić, stworzyć jak najlepsze wspomnienia osobom, które jeszcze nie czują się zbyt pewnie. Inspirujemy ich do podtrzymywania chęci dzielenia się swoimi przeżyciami z kolejnymi ogniskowymi pokoleniami.

René Magritte 
Chociaż podczas obozów jesteśmy zupełnie pochłonięci twórczą pracą, w której się zatracamy, po powrocie do domu gołąb inspiracji leci dalej i kieruje nasze spojrzenia w nowe strony, a podążając jego śladem nie możemy się zatrzymać

OTWARTOŚĆ
Każdy z nas jest wypełniony poglądami, wspomnieniami i upodobaniami, o których nie rozmawia otwarcie na co dzień w obawie przed krytyką. W Ognisku znajdujemy przestrzeń na uwolnienie siebie, ale szybko przestaje nam to wystarczać. Ciekawość budzi w nas chęć poznawania oraz słuchania innych, aby dać się zaskoczyć i zainspirować. 


My Ogniskowiczki z Biura mysli znalezionych / Wilga 2019
Maria Głownia, Daria Potrzebowska, Wiktoria Borowiecka,
Stefania Zajdel, Małgorzata Czerwień, Marianna Kalinowska


niedziela, 23 czerwca 2019

Katarzyna Grzegorzewska - wszystko, co serwuje życie



fot. Max Walewski

Długo zastanawiałam się, która część zdania: "Nagrodę imienia Doroty Wolskiej, za dawanie od siebie, pomimo trudów życiowych otrzymuje Kasia Grzegorzewska" jest najważniejsza. Tymi słowami zostałam wywołana na forum, kiedy odbierałam to wyróżnienie. I stwierdziłam, że zdecydowanie "pomimo trudów życiowych".
Od 10 miesięcy zmagam się z leczeniem nowotworu kości. Kiedy postawiona została diagnoza, nie mogłam w to uwierzyć. W sumie nadal nie wierzę. I to mi pomaga. To, że nie czuję się chora i moje otoczenie traktuje mnie jako osobę całkowicie zdrową, daje mi siłę. A wiadomo, że jeśli jest się całkowicie zdrowym to ma się energię na udział w zajęciach i dodatkowe sprawy. Uważam, ze to właśnie dzięki Ognisku się nie poddaję i idę dalej. W moim przypadku powiedzenie "Jesteście orłami, nie zniżajcie lotu" i stosowanie się do niego ma niesamowite znaczenie. Wydaje mi się, że w dobie techno-życia wszyscy mamy tendencję do odkładania spraw na później, załatwiania wszystkiego na ostatnią chwilę i "na odwal się". Sentencja Pani Haliny przypomina, że trzeba dawać z siebie coraz więcej, a ja bardzo zachęcam wszystkich, by czerpać z tego przyjemność. W końcu to takie świetne uczucie kiedy jakiś projekt pójdzie po naszej myśli i wszystko będzie dopięte na ostatni guzik. Nie zważając na problemy i niedogodności trzeba brnąć w życie dalej bo absurdalne jest myślenie w stylu "nie pójdę, bo boję się, że upadnę".
Nagroda imienia Doroty Wolskiej znaczy dla mnie niesamowicie dużo, bo jest to podsumowanie halinistycznych sentencji, których bardzo staram się trzymać. Zachęcam każdego, by nigdy się nie poddawał, działał na rzecz innych, przyjmował wszystko, co serwuje mu życie i obracał to w pozytyw. Mimo kłopotów, Ognisko to miejsce, w którym zapomina się o problemach i trwa w sztuce i halinizmie. Moja dewiza - pomimo trudów życiowych, nie zniżam lotu.

poniedziałek, 17 czerwca 2019

Natalia Fingas - nie byle jakie skrzyżowanie





Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę, że pisanie to nie tylko uduchowione klepanie w klawiaturę uwieńczone triumfalnym popijaniem kawy/herbaty/kakao/czegokolwiek co się lubi, podczas gdy nasze oczy w poczuciu samospełnienia przemykają po tuzinach wirtualnych kartek zapełnionych małymi wężykami tekstu. O, nie.
Istnieje także faza pierwsza czyli szukanie inspiracji i układanie historii w głowie. Większość „hobbystycznych” pisarzy zgodna jest co do faktu że faza ta, jakkolwiek obiecująco by nie brzmiała, jest nie raz prawdziwym koszmarem. „Zbyt przewidywalne, za długie, za nudne, po prostu niesmaczne...” Problemom i niedociągnięciom nie ma końca.
Dlatego więc, kiedy mój laptop znalazł się w bezpośrednim zagrożeniu zostania pierwszą ofiarą moich pisarskich frustracji, postanowiłam jakoś pokonać beznadziejną nicość goszczącą w mojej wyobraźni. Ktoś musiał mi „otworzyć głowę” i musiał zrobić to w tempie ekspresowym. Szkoda by przecież było tracić całkiem sprawnego laptopa, wyrzucając go przez okno po kolejnym nieudanym wątku. Przez lata służył mi oddanie i nie byłby to sprawiedliwy koniec.
Ta kryzysowa sytuacja doprowadziła mnie po generalnym śledztwie wśród przyjaciół do Ogniska. Od momentu kiedy po raz pierwszy stałam na deszczu, próbując przypomnieć sobie kod do wejścia do drzwi, wiedziałam czego oczekuję. Otwórzcie mi głowę. Nauczcie mnie rzucać nowymi pomysłami na historie na prawo i lewo, bez tygodni głowienia się nad najdrobniejszym szczegółem. Poświęcę swój czas, determinację i wszystko inne, tylko pokażcie mi jak zmusić zardzewiałe koła zębate mózgu do ponownego ruchu.
Miałam swój cel do osiągnięcia. Zawsze jest dobrze zaczynać z jasno wyznaczoną ścieżką po której chce się wędrować, prawda? Niby tak. Ale nikt nigdy nie obiecuje, że ścieżka ta nie ulegnie gwałtownym zmianom. W ciągu jednego roku ze ścieżki zrobiło się skrzyżowanie mnóstwa najróżniejszych dróg. I to nie byle jakie skrzyżowanie. Prawdziwy moloch, cywilizacyjne centrum metropolii gdzie tuzin ulic spada z góry, wyskakuje z dołu, biegnie naprzeciw siebie żeby spotkać się w jednym miejscu. Zniknął gdzieś mój prosty zamysł: „ognisko - inspiracja - zysk”. Pojawili się wspaniali ludzie, wspólne burze mózgu, improwizacje, żarty... Wyjścia do teatru, kolektywne omawianie filmów po seansie w Komunie (nazwa jednej z sal, lecz z tego co wiem nie planujemy rewolucji). Czas płynął, a zajęć i pomysłów tylko przybywało.
Teraz, kiedy z bólem kończę już swoją wędrówkę z innymi Ogniskowiczami, kiedy staję wreszcie na końcu tej ścieżki w moim życiu i obracam się, żeby spojrzeć za siebie, na miejsce, z którego zaczęłam, do głowy pcha mi się tylko jedna myśl: „Ale to jest cholernie daleko.” Dobrze, że droga była tylko w mojej głowie, bo już dawno zdarłabym całkowicie podeszwy butów.
Zadowolona szczerzę zęby i ruszam dalej. Nie ma co się zatrzymywać na dłużej, kiedy taka kreatywna przyszłość przede mną.



piątek, 12 kwietnia 2019

Spotkania z absolwentami: Ewa Ratkowska




Z absolwentką Ogniska Ewą Ratkowską producentką teatralną związaną zawodowo z Teatrem Polonia w Warszawie rozmawia Anna Kozłowska

zdjęcia: Teatr Polonia




Co najważniejszego wyniosłaś z Ogniska?
Po latach muszę przyznać, że najważniejszą wartością paradoksalnie wcale nie są umiejętności warsztatowe, tylko te osobowościowe. W Ognisku przeżyłam ważny moment odkrywania siebie. Gdy masz 15, 16, 17 lat, to jesteś pogubionym młodym człowiekiem i przede wszystkim szukasz siebie. Ale też wzorów i autorytetów. Tacy byli pedagodzy w Ognisku. Pomagali nam odkrywać nasze dobre strony. W czasie różnych działań dowiadywaliśmy się, co jest naszą siłą, w czym jesteśmy najlepsi i potem to w nas pielęgnowano. Procentuje na całe późniejsze życie.
A czego się nauczyłaś?
Przede wszystkim organizacji w grupie, co zawsze się przydaje niezależnie od uprawianego zawodu. Ale też wrażliwości na drugiego człowieka, myślenia o innych, nie tylko o sobie. Te umiejętności zdobyłam w Ognisku. W szkole podstawowej byłam po prostu nastolatką w szarym tłumie. W Ognisku nikt nie był anonimowy, każdy z nas był „jakiś” i tę różnorodność się akcentowało. Nigdy nie byłam szczególnie zainteresowana aktorstwem, zresztą dosyć szybko właśnie Ognisko uświadomiło mi, że nie mam talentu w tym kierunku. Wtedy wydobyto ze mnie cechy organizacyjne,  umiejętność  „myślenia z zewnątrz” oraz zwracanie uwagi na innych. Nauczyłam się realizować siebie poza sceną. Wtedy postanowiłam, że muszę być po tej drugiej stronie, choć kompletnie nie wiedziałam jeszcze jak.
Bo wtedy jeszcze nie było takiego zawodu.
Otóż to! Ale już w Ognisku usłyszałam, że ty świetnie słuchasz innych, wydobywasz z nich dobre rzeczy, potrafisz rozmawiać i potrafisz kogoś do czegoś zachęcić, zmotywować -  i tam jest mój zawodowy początek.
Dziś jesteś producentką teatralną, przygotowujesz ogromne projekty, twoje spektakle jeżdżą po świecie. Z jakich umiejętności nabytych na zajęciach w Ognisku najczęściej korzystasz w swoim zawodzie?
Na pewno z pracy w grupie i takiej baczności na drugiego człowieka. Organizacji, myślenia 3-4 kroki do przodu, planowania. Otrzymałam dużo wiedzy warsztatowej, jak skonstruować przedstawienie, wciągnąć do tego ludzi. Poprzez praktykę zdobywaliśmy techniczną wiedzę. Ale też bardzo mi się przydały te miękkie umiejętności, jak pracować z ludźmi. Wtedy to zakiełkowało i do dziś wykorzystuję.

Jako nastolatka zetknęłaś się z silną osobowością Haliny Machulskiej. Od lat pracujesz z Krystyną Jandą – charyzmatycznym człowiekiem orkiestrą. Szukałaś podobnie mocnego lidera?
Na każdym etapie szukasz wzoru, a takim wzorem dla nas wszystkich była Halina Machulska. Kiedy się coś się kończy, to naturalnie poszukujesz ciekawej kontynuacji. Nie wiedziałam, jak się moje życie zawodowe ułoży. Nie wszystko co się wydarzyło, było zamierzone, choć może podświadomie…
A ja właśnie o tę podświadomość pytam. Doskonale odnalazłaś pod silnymi skrzydłami.
Dążyłam do tego, żeby być w teatrze i na szczęście akurat otwierała się Fundacja Krystyny Jandy na rzecz kultury. W 2005 roku pokazywano spektakle na małej scenie, byłam zafascynowana i już wiedziałam, że to musi być to! W 2006 roku udało mi się dobić do zespołu. Silne osobowości bardzo mobilizują, są wzorem, do którego dążysz i na każdym etapie wiele cię uczą. Jestem tu już od 13 lat! A moje początki były w Ognisku, nawet nie jestem w stanie do końca zanalizować, ile i od kogo najwięcej wzięłam, ale mam nadzieje, że kiedyś innym to przekażę.
Pamiętasz jakąś ważną radę od Haliny Machulskiej?
Nie pamiętam żadnej konkretnej, pamiętam raczej atmosferę, która panowała w Ognisku. Każdy z nas był indywidualny. Pani Halina była bardzo empatyczną osobą i wierzyła w jednostkę. A wówczas oprócz rodziców nikt we mnie specjalnie nie wierzył. Ona dawała wiarę, żeby robić, to co chcesz. Masz potencjał, nie masz się co zastanawiać i wycofywać. Jak masz 17 lat to potrzebujesz kogoś, kto ci to powie. Halina Machulska  była tą osobą.
O jakie ogniskowe wartości należy w dzisiejszym świecie zawalczyć?
Zespołowość, dbanie o siebie nawzajem. W teatrze lub innej instytucji, w której pracujesz, żeby nie być samemu. Taka wzajemna wrażliwość na siebie, brak egoizmu. Dziś są czasy: „Ja, i ja idę po swoje”, a w Ognisku ważna jest wspólnotowość, korzystanie z siebie nawzajem. Ty masz to, a ja mam to, zróbmy coś razem! Teatr, w którym jestem takich ludzi łączy. Jeśli ktoś zaczyna za bardzo odstawać albo ignorować innych to wypada stąd w naturalny sposób. W Ognisku zespołowość jest bardzo ważna, bo nikt nic nie robi tylko dla siebie. A to uczy bycia razem w jakimkolwiek działaniu i jest wartością na całe życie. 






niedziela, 17 marca 2019

Aleksandra Roguska - Dziękuję





27 stycznia zamykając za sobą drzwi mojego domu i wyjeżdżając na zimowisko, spodziewałam się wielu pięknych, twórczych doświadczeń, które Ognisko zawsze nam funduje. Byłam gotowa na intensywną pracę, ważne rozmowy, zachwyty, wzruszenia i na wejście w ten uzależniający, kolorowy świat. Jednak to kolejny wyjazd, który udowodnił, że nie ma możliwości przygotowania się na coś tak oszałamiającego.

Nie pamiętam, kiedy ostatnio przeżyłam tyle wspaniałych chwil. Jest to dla mnie coś nierealnego, że mogę być w gronie ludzi tak zdolnych, twórczych i empatycznych, mogę oglądać ich dzieła, a co więcej brać w nich udział. Jeszcze bardziej nierealne jest to, że sama mogę tworzyć coś, co potem obejrzą ci wspaniali ludzie. No, a już szczytu fantazji sięga fakt, że zrobią to z własnej woli i chęci. W najskrytszych marzeniach nie wierzyłam, że będę taką szczęściarą, żeby doświadczać rzeczy tak magicznych.

Przez tydzień było mi dane żyć w świecie, gdzie nie ma błędów, złych pomysłów, gdzie jeśli masz ochotę wyjść i zaśpiewać, to możesz to zrobić i potem jeszcze dostaniesz brawa niezależnie, czy fałszowałeś czy nie. W każdym momencie możesz porozmawiać, pożartować, pomilczeć z kim masz ochotę. A gdy nachodzi cię stres, gorszy moment, to zanim się obejrzysz już ktoś cię przytula i uspokaja. A na deser dostajesz dawkę sztuki, która dotyka takich obszarów emocjonalnych, o których istnieniu nie miałeś pojęcia. I nie boisz się płakać, śmiać, krzyczeć, milczeć, bo czujesz się bezpiecznie w każdym tego słowa znaczeniu.

Niestety w końcu nadchodzi moment, kiedy wchodzisz do domu, zamykasz drzwi i nachodzi cię ogromna pustka. Myślisz, że jedynym wytłumaczeniem piękna, jakie doświadczyłeś jest to, że śniłeś, ale szczypiesz się i dalej stoisz z walizką w ręku. Zaczynasz wynajdować 1000 różnych sposobów na powrót, jednak dochodzi do ciebie fakt, że moc teleportacji, cofania czasu opuściła cię razem z końcem zimowiska. Załamujesz się, wyczuwasz nadejście końca świata. I w tym momencie znajdujesz listy z poczty francuskiej, nagrody za warsztaty, inwencję, konkursy, dostajesz powiadomienia o postach Ogniskowiczów na grupach facebookowych. I znów czujesz, że twoi bohaterowie są. I to wystarcza, żeby byli, bo o to właśnie w tym wszystkim chodzi, o magiczne używanie swojej obecności. I nie mogę znaleźć odpowiednich słów, żeby pokazać, jak wdzięczna za to jestem, wiec powiem tylko dziękuję, dziękuję, dziękuję.