czwartek, 14 sierpnia 2025

Tymek Gliszczyński - Warsztaty pokazania siebie






Ogniskowe Warsztaty, czyli etiuda teatralna, w której każdy ogniskowicz, może wyrazić siebie przez sztukę. Fascynujące, że żaden warsztat nie jest taki sam, nawet jeśli wybrany tekst jest. Ponieważ interpretacje są różne, pogląd na temat utworu też i to jest piękne! Moc pokazania części siebie w kilku lub kilkudziesięciu minutach spektaklu! I nie zawsze musi wyjść. Nie zawsze musi być idealnie, niczym Szekspir. Bo w ognisku jest miejsce, na popełnianie błędów i próbowanie nowych rzeczy, stylów. Wyjście poza swoją strefę komfortu. Jak się nie uda, to nic. Nie będzie to tragedia na masową skalę. To jest fascynujące...

Kiedyś zapytałem pewną osobę.

- Dlaczego robisz 4 warsztat, przecież wystarczy zrobić 3, żeby dostać dyplom ukończenia ogniska!

- Robię 4, bo to świetna zabawa! 

Właśnie, zabawa! Tworzenie scenografii, scenariusza i przede wszystkim praca ze swoją obsadą, to wielka frajda. Szczególnie, kiedy powierza się rolę, komuś, kogo nie znamy. Dzięki temu, możemy odkryć ogromny potencjał kolejnego ogniskowicza! Czy to nie jest piękne? Taka praca, czasami ze starszymi ludźmi od siebie, a czasem z młodszymi. Wyciągnięcie z tego, nawet najmniejszej lekcji, jest już krokiem do przodu! Kolejna siła warsztatów.



Ale pojawiają się trudy, łzy. Pomimo tego, że właściwie nie jest nigdzie powiedziane, że stanie się coś strasznego, jeśli warsztat nie wyjdzie, to i tak wszystkim zależy. Każda osoba, chce pokazać się z jak najlepszej strony. Niestety, nie zawsze jest to możliwe. Taki ból, można by powiedzieć, porażki, bądź co bądź, też jest potrzebny. Zawsze się śmieję, że jak się inaczej uczyć, niż nie na błędach? Jest to cholernie wymagające. Jeśli wkłada się w coś tyle pracy, to dlaczego nie wychodzi? Załamania przychodzą i nie odchodzą, to my stajemy się silniejsi. Aby później wyciągnąć wnioski i nie powtórzyć tego samego błędu ❤️


środa, 13 sierpnia 2025

Lena Wróblewska - Nieprzewidywalna przewidywalność


 

Tego roku, spacerując po Wildze, czułam zadziwiającą pustkę. Było to jednak doznanie pozytywne, jakby brak wypełniał mnie od środka. Przecież wszystko było na swoim miejscu, obfitujące w uśmiech. Budziłam się wśród ukochanych osób, które poranne niepokoje zamieniały w radość. Zewsząd dochodził rytm muzyki, entuzjastyczne okrzyki i gwar rozmów. Każdy dzień odbywał się według ustalonego, międzypokoleniowego porządku, gdzie komedia goniła farsę, a tragedia wychylała się tylko na chwilę. Ja jednak uporczywie szukałam problemu, który powinien mnie dopaść i stresować, a tu, jak na przekór, wszystko przychodziło ze względnym spokojem. Odpuściłam więc poszukiwania i dałam się ponieść przyświecającemu obozowi haśle ,,tu i teraz”. Dopiero dzisiaj, gdy chlipam nad minionym wyjazdem, zdaję sobie sprawę, jakiego figla spłacili mi Ogniskowicze. W końcu zagadkowy ład nabrał dla mnie sensu. Wilga stała się dla mnie rutyną, pełną niezapisanych zasad i zaufanych ludzi. Nawet jeśli kogoś spotkałam po raz pierwszy, bo wiedziałam, że myślą i działają w ogniskowym duchu.

 



Nieprzewidywalna przewidywalność dnia, który, choć toczył się zgodnie z plakatem, miał pole do szaleństwa, niespodziewanych inwencji, niewinnych wypadków i najprostszej uciechy z bycia razem. Okazało się, że wszechobecne bezpieczeństwo w tworzeniu, przeżywaniu, rozmawianiu, interpretowaniu oraz każdej innej czynności, zajęło całą przestrzeń, jaką na co dzień męczy niepokój. Pewna mądra i bliska mi osoba, opisała w książce idealnie to zjawisko: ,,Dziś pani Ania mówiła o komforcie i poczuciu bezpieczeństwa wśród ludzi - przy tobie czuję, że nawet gdyby budynek zawalił mi się na głowę, byłabym spokojna.” Wychodząc szerzej, wyrażam poczucie, że w Ognisku zawsze jestem otulona wolnością, którą dają mi równie otwarci ludzie. Możnością wystawiania przed innymi siebie i swojej sztuki, odsłaniania lęków i pragnień, a w zamian otrzymywania klucza do serca innych. Śmiania się do rozpuku i płakania jak bóbr. Spadania tylko z wysokiego konia i latania tak wysoko, jak przystało na orły. Jednym słowem, Ognisko to sztuka próby, dawania szansy, która ważniejsza jest niż sukces.

Czasami tylko, gdy moja głowa próbowała uciec w mroczne zakątki, a uśmiech opadał, przypominałam sobie, gdzie jestem, z kim i co mnie jeszcze czeka. Wtedy szczęście samo dawało się we znaki.



czwartek, 14 listopada 2024

Lena Wróblewska - Patriotyzm przez sztukę

 


Jestem osobą wrażliwą, może nawet trochę nadwrażliwą. Wszystko, co do mnie dociera, odczuwam dogłębnie. Nawet jeśli to lekcja historii. Przyznaję, że zdarza mi się wzruszyć nad podręcznikiem, ale nie z powodu niemocy nauczenia się, tylko bezradności wobec opisanych zdarzeń. Taka wrażliwość dziejowa dopada mnie zwłaszcza wtedy, kiedy zbliżają się patriotyczne święta. Nachodzi mnie refleksja o genezie mojej empatii, więc środowisku, w którym się wychowałam. Oczywista duma z bycia Polką pochodzi z opowieści moich dziadków, ale bardziej zaciekawiający wydaje mi się ten współczesny patriotyzm, oparty na aktywnym udziale w życiu kraju. A moim przypadku jest to aspekt artystyczny i społeczny Polski. I kiedy myślę, skąd we mnie zainteresowanie sztuką i ludźmi, nasuwa mi się Ognisko. Miejsce, w którym dwie wyżej wymienione wartości zdają się najważniejsze.

Trafiłam tutaj jeszcze jako dziewczynka, która nie do końca wiedziała, jak wyrażać swoją wrażliwość. Ba, najpewniej nie była nawet świadoma jej istnienia. Przychodziłam więc i chłonęłam całą sobą. Cotygodniowa dawka wiedzy o polskiej sztuce, podawana angażująco i niekonwencjonalnie stała się podstawą mojej tożsamości narodowej. Instruktorzy, którzy z ogromną pasją i entuzjazmem opowiadali mi o rodakach-artystach, inspirowali mnie do bycia świadomą naszej historii. Przekazali nam tę werwę, a dla nas, Ogniskowiczów, zupełnie naturalnym tematem stało się dzielenie doświadczeń z poznawania kultury. Mamy nawet taką tradycję, że zajęcia zaczynamy od dzielenia się tym, ,,co kto widział, co kto słyszał”. I myślę, że idealnie poświadcza to o naszej chęci eksplorowania i dyskutowania o aktualnościach kraju. Kultywowania stworzonego dorobku, szerzenia jego wartości oraz potrzeby dalszej obecności. Tym samym odczuwam pewną powinność współtworzenia go dalej, bycia jego częścią. Chcę wiedzieć, co wystawia się teraz na deskach teatrów, o czym piszą polscy pisarze i co filmują nasi reżyserzy. Czuję ciągły obowiązek poszukiwania i dowiadywania się. I taką formę patriotyzmu zaszczepiło we mnie Ognisko. Bo przecież trudno mi sobie wyobrazić niedzielę, podczas której odpowiadam: ‚,Nic nie widziałam, nic nie słyszałam”.

Abym teraz mogła odnajdywać się i angażować społecznie, musiałam nauczyć się najpierw żyć w mniejszej wspólnocie, jaką stało się dla mnie Ognisko. To tutaj otrzymałam wzór na współistnienie z innymi ludźmi, postawę pełną otwartości, tolerancji i zrozumienia. Napełniono mnie ciekawością wobec inności i umiejętnością łączenia się we wspólnym celu. Praca w grupie i ciągłe improwizowanie w kontaktach międzyludzkich nie byłoby dla mnie tak normalne, gdyby nie oswojenie mnie z tym w teatrze. Czuję, że tworząc w nim, w atmosferze empatii i wrażliwości, chcę przekładać to na inne grona. Staram się zarażać ogniskową energią ludzi spoza, bo to ona jest fundamentem mnie i moich przekonań. To miejsce stało się dla mnie jakąś wizją świata, według której chcę żyć, której nigdy nie chcę w sobie zatracić. Dało pole do wyrażania wartości w mój własny sposób, który jest prosty i codzienny, ale niesie dla mnie wiele znaczenia. Ognisko poprzez sztukę ukształtowało we mnie bycie dla Polski, aby ona była dla mnie i we mnie. I to nazywam patriotyzmem.



wtorek, 20 sierpnia 2024

Karol Żytkowicz - Szklane oczy

 


             Minął tydzień odkąd wróciłem z najbardziej kreatywnego miejsca na ziemi. Wilga od trzech lat jest dla mnie stolicą teatru, choć zapewne mieszkańcy nie mają pojęcia jak blisko są od ośrodka, w którym wydarzyło się tyle wspaniałych rzeczy. Jestem pewny, że niektóre inwencje, niespodzianki i warsztaty będę pamiętał do końca życia. Zawsze mocno płakałem kiedy musiałem wracać do domu. Ciche, pełne zieleni miejsce zamienić trzeba na głośną i brudną Warszawę. Jednak teraz było inaczej. Zastanawiałem się dlaczego teraz było inaczej. W końcu to był mój ostatni obóz (matura!). Z sentymentem patrzyłem na każdą rzecz jaką zrobiłem. Pokroju warsztatu jak i ostatniego przebrania na obiad więc dlaczego nie płakałem? Chyba w końcu dotarło do mnie, że to naprawdę chodzi o ludzi. Choć często było to powtarzane najwidoczniej ta myśl musiała we mnie dojrzeć. Zorientowałem się, że bardziej niż za inwencjami będę tęsknił za burzą myśli, która doprowadziła do jakiegoś śmiesznego, porannego tworu. Bardziej niż za niespodziankami będę tęsknił za siedzeniem wspólnie z grupą myśląc co chcemy przekazać i jak to zrobić. W procesie tworzenia warsztatów zawsze najbardziej kochałem próby. Mimo, że czasem stresujące, bo na przykład nie byłem w stanie dobrze pokazać strachu przed duchem. To jednak częściej były przepełnione śmiechem i poczuciem, że naprawdę robi się coś ciekawego. Miejsce do którego będę często wracał myślami tworzyli ludzie. Jak bardzo będę tęsknił za formą obozów to wiem, że bardziej będę tęsknił za Ogniskowiczami. Nie płacze, ponieważ wiem, że z tymi z którymi chcę utrzymywać kontakt będę utrzymywał kontakt. Przynajmniej będę robił wszystko, żeby znajomość wciąż była żywa. Pisząc to nie płaczę, ale mam szklane oczy wiedząc, że coś dużego się jednak kończy. Na twarzy uśmiech - wiedząc, że jeszcze się z tymi pozytywnie zakręconymi ludźmi zobaczę.

 





wtorek, 13 sierpnia 2024

Filip Pardyak - Dziękuję, że jeszcze tu będziecie

 

        


            Wróciliśmy. Nasz dwutygodniowy sen został przerwany przez dalej istniejącą rzeczywistość. Na warsztatach zapomniałem na chwilę o polityce, smutkach życia, szarej codzienności. Moje życie przez ostatni czas opierało się na tworzeniu, ważnych rozmowach, treningu samego siebie i rozwijaniu kreatywności. Po raz ostatni mogłem doświadczyć halinizmu w takim natężeniu. A to zostanie mi na zawsze. Życiowo jestem w momencie zmian - studia, zdany egzamin dojrzałości, decyzję co dalej. Wszyscy poczuliśmy się bardzo dorośli oraz odpowiedzialni za siebie. Podobnie mam w Ognisku, ponieważ poza byciem komendantem na obozie dostałem możliwość poprowadzenia swojej pierwszej grupy instruktorskiej. W obu sytuacjach mógłbym pomyśleć "Wow, jestem taki dojrzały i samowystarczalny". A to fałsz. Ułudne myślenie młodego umysłu, który myśli, że ma wszystko aby zdobywać świat. Bowiem nie ważne co i jak - zawsze najważniejsi są ludzie. Na obozie wydarzyło się dużo sytuacji, na które pomimo moich wielkich starań nie mogłem być przygotowany - jak to w życiu. Gdy sytuacja wydawała się nie do rozwiązania, a ja w moich oczach stawałem się potwornym komendantem i tragicznym instruktorem, na pomoc przychodzili ludzie. Najbardziej ogniskowa rzecz w życiu, czyli pomocna dłoń, współpraca, nie myślenie o sobie i swoim, ale o wspólnym dobru. I na te pomocne dłonie mogłem liczyć na każdym kroku, czy to od starszych bardziej doświadczonych pań instruktorek, które mnie przeprowadziły przez wszystko, co ważne w takiej pracy oraz od moich najlepszych przyjaciół, którzy się pojawiali zawsze gdy ich potrzebowałem. Moi kochani, co mogę zrobić poza napisaniem DZIĘKUJĘ. 

            Podziękowania to moja myśl przewodnia w tym wpisie, gdyż usłyszałem na tym obozie wiele takich słów. Czy to za moją pracę, czy za radę albo nawet za rzeczy, których nie jestem świadomy. W tym słowie ukryte jest wszystko, czyli wdzięczność, życzliwość i docenienie - wszystko, co ogniskowe. Najbardziej dziękuję każdej osobie, która chce przez sztukę poznawać i kształtować siebie i swoje środowisko. Każdemu, który poprzez swoją wrażliwość sprawia, że życie jest lepsze. Dziękuję każdemu, który postanowił, że jeśli on jest w Ognisku to Ognisko jest w nim. Ten obóz pokazał mi, że bez ludzi obok siebie życie nie ma wartości ani sensu. I za to wam wszystkim DZIĘKUJĘ.




poniedziałek, 12 sierpnia 2024

Barbara Danasiewicz - Dostałam w kopercie zielone serce

 


„Nic nie może przecież wiecznie trwać”, a ja bym chciała żeby trwało. Ten rok jest dla mnie rokiem ostatnich i pierwszych razów. Matura. Egzaminy na studia. Łódzka Filmówka. Niestety obóz w Wildze przyszło mi przeżyć po raz ostatni. Gdy dojechałam na miejsce, za bramą ośrodka zostawiłam to co szare, a przed moimi oczami pojawiły się kolory, uśmiechy pięknych ludzi, którzy tak jak ja nie idą nigdy na skróty. Ludzi, którzy słuchają, rozmawiają, wspierają, inspirują siebie nawzajem. Oni mnie ładują każdego dnia swoją energią i pomysłami. Wszyscy przez te dwa tygodnie pracy nad niespodziankami, dniami porządkowymi, sztukami odpalamy wrotki naszej kreatywności, które niosą nas w nieznane odmęty naszej wyobraźni. Zakładamy halinistyczne okulary, które sprawiają, że nie widzimy problemów tylko rozwiązania. Wiążemy buty, by móc skakać przez przeszkody, które kochamy. Przypinamy skrzydła, by stać się orłami, które lecą coraz wyżej. Uczymy się o ciężkiej sztuce porażki, która nas wzmacnia na naszą życiową podróż do Santiago, a może nawet dalej? Jesteśmy ludźmi niesamowicie uprzywilejowanymi. Możemy wyrażać siebie przez sztukę, a na widowni są oczy, które chcą to oglądać. Wystawiłam na tym obozie swoje 2 ostatnie, ale przede wszystkim bardzo osobiste warsztaty. W tej formie udało mi się wyrzucić z siebie pewne bóle, przemyślenia i okazać wdzięczność ludziom, którzy mnie stworzyli. Fala rozmów, które po nich odbyłam dała mi wiele satysfakcji i skłoniła do dalszych przemyśleń, bo Ognisko to nie jestem ja w sztuce, ale ja przez sztukę. W jednym z warsztatów dosłownie oddałam całe swoje serce w listach. Na koniec obozu dostałam kopertę z nowym sercem, które jest zielone i bije w rytm hymnu ogniska. Zaśpiewałam go wczoraj po raz ostatni, z moich oczu wylało się trochę łez, a dusza napełniła się wdzięcznością. Wróciłam i już tęsknie, ale teraz mam siłę i serce, by wsiąść na rower i pojechać przez Łódź na koniec świata.





niedziela, 11 sierpnia 2024

Zofia Tyszkiewicz - Na koniec zostaje wdzięczność


Pożegnania są zawsze najtrudniejsze i najciężej wymawia się właśnie te ostatnie słowa. Wczoraj wróciłam z mojego ósmego, a zarazem ostatniego obozu w Wildze. Zrobiłam czwarty, a zarazem ostatni warsztat, ostatnią niespodziankę, ostatni dzień porządkowy i ostatnią sztukę. I już teraz tęsknię.

Odchodzę. Skończyłam liceum i mój czas słodkiej sielanki w Wildze niestety dobiegł końca, jednak Ognisko na zawsze już zajęło szczególne (i szczególnie duże) miejsce w moim sercu. Jadąc na ten obóz wiedziałam, że przysporzy mi on niesamowitych emocji i nie myliłam się. Był to dla mnie niewątpliwy sprawdzian odpowiedzialności i kreatywności. Odbyłam wiele bardzo ważnych rozmów i wierzę, że to jeszcze nie koniec. Obozy Ogniska to przeżycie absolutnie spirytualne – dwa tygodnie zamknięcia z ludźmi, którzy słuchają, którzy są otwarci i po prostu im się chce. Po każdym wyjeździe wracałam z czymś innym – teraz wracam z niepewnością. Nie wiem, co szykuje dla mnie przyszłość, ale wiem, że dzięki wpływowi Ogniska nie będę kroczyła w nią sama. Bo my w Ognisku możemy liczyć na siebie, niezależnie od wszystkiego.

Jeśli mogłabym kogoś przekonać jednym zdaniem do Ogniska, to powiedziałabym, że nigdzie wcześniej, nigdzie pomiędzy i zapewne nigdzie później nie będzie mi tak dobrze, jak z tymi ludźmi. Angażujcie się, rozmawiajcie i twórzcie. Korzystajcie póki możecie.