sobota, 19 sierpnia 2023
Sky Jan Wojciechowski - Botticelli, Meksyk, Juliusz Słowacki, kubizm i 201
czwartek, 27 lipca 2023
Stanisław Malicki - Co to znaczy „kochać”.
„Czym jest miłość? Dziecko nie rań mnie, nie rań mnie.” – Rzekł kiedyś poeta. Na jego pytanie nie byłem dotychczas w stanie znaleźć odpowiedzi, ale też nie powiem, że jakoś usilnie jej szukałem. Wystarczało mi holywoodzkie wytłumaczenie, że miłość to motyle latające w brzuchu. Jak te motyle miały się tam znaleźć? Nie miałem pojęcia i nie przejmowałem się tym. Szedłem przed siebie i z gracją unikałem strzał amora. Jednak od kiedy zacząłem jeździć na obozy skubaniec zaczął trafiać coraz bliżej, aż w końcu mu się udało, o czym zorientowałem się dopiero na ostatnim obozie. Chciałbym uściślić, że nie chodzi mi tutaj o stricte romantyczną miłość, tylko o coś znacznie większego. W przedostatni dzień wyjazdu po wydarzeniu, o którym nie wolno mi wspominać, podszedłem do mojego nowo poznanego przyjaciela, z którym przez ostatnie 2 tygodnie pracowałem razem w grupie. Przeżył właśnie bardzo wycieńczający dzień zarówno fizyczne, psychicznie jak i emocjonalnie. Popatrzyliśmy na siebie po czym on przytulił się do mnie i powiedział, że mnie kocha, a ja bez zawahania odpowiedziałem mu, że ja też. Staliśmy tak w milczeniu okazjonalnie przerywam pociągnięciem nosa i chyba właśnie wtedy zrozumiałem, co to znaczy kochać drugiego człowieka. Odpowiedź na pytanie znalazła mnie.
Jestem więc w stanie powiedzieć już całkowicie
świadomie, że kocham was wszystkich! Przez cały obóz razem myśleliśmy,
śmialiśmy się, płakaliśmy, biegaliśmy wokół ośrodka do muzyki i na chwilę
zapomniałem o świecie poza Wilgą. Najważniejsi byliście dla mnie wy. Chciałem,
żeby te chwile z wami się nie kończyły, chciałem, żebyście czuli się
bezpiecznie i chciałem, żebyście się cieszyli. Czułem, że mam u was
nieskończone wsparcie i chciałem odwdzięczyć się tym samym. Ufałem każdemu z
was bezgranicznie i byłem ciekaw każdego, nawet najmniejszego artystycznego
wybryku waszego autorstwa. Byliśmy wyrozumiałą wspólnotą emanującą empatią i
odważną wrażliwością. Nikt nie wstydził się rozmawiać o emocjach i rozwiązywać
pokojowo problemy. Byłem z wami szczerze szczęśliwy, a na wypowiedzenie (czy
napisanie ) takich słów rzadko przydarza się okazja. Nawet czasami czułem te
nieszczęsne motyle. Chyba właśnie o to wszystko chodzi w miłości. Co prawda to
pierwszy raz kiedy w ogóle postanowiłem opisać to uczucie, więc mogę się mylić,
ale czym by ono nie było, wydaje mi się piękne, a każdy kto był choć raz na
obozie wie o czym mówię.
Niestety, zauważyłem jego znaczący brak poza Wilgą.
Pełno jest natomiast jego odwrotności – nienawiści, szyderstwa, skrytości i
pogardy dla drugiego człowieka. Chyba dlatego powrót z obozu jest dla nas taki
ciężki. Musimy z naszego błogiego świata ogniskowej miłości z powrotem
dostosować się do bezwzględnej rzeczywistości. Przydałoby się ją jakoś zmienić.
poniedziałek, 24 lipca 2023
Maria Nikonowicz - Nie, nie jestem w domu, bo nie ma mnie w Wildze
Jak tu wytrzymać po powrocie? Pierwszy poranek bez „Za co
kochasz kobiety?”, przykładania głośnika do ucha i wołania na kolację zamiast
śniadania uderza inaczej. Gdzie inwencje, które nigdy nie szły mojemu pokojowi?
Gdzie Adam, który nazwie moje łóżko Karpatami? A przede wszystkim gdzie hymn?
Jak tak można!? Nie można.
Wczoraj dobiegł końca mój pierwszy obóz w Ognisku i dziś
dopiero odkryłam co oznacza szara rzeczywistość. Zwykłe czynności nigdy nie
były TAK BARDZO wyprane z kolorów. Pierwszy raz nie chciałam skądś wracać.
Oderwałam się właśnie od czytania, już kolejny raz, wpisów do mojej książki.
Nigdy nie pomyślałabym, że w przeciągu 2 tygodni mogłabym poznać przyjaciół, a
co dopiero RODZINĘ. Ten obóz był dla mnie najcudowniejszym przeżyciem i
zrobiłabym wszystko, aby trwał wiecznie. Pierwszy raz poczułam, że gdzieś jest
moje miejsce - odnalazłam je w Ognisku.
W Wildze zostawiłam: bardzo wiele łez - wzruszenia,
szczęścia, wyzwolenia, dumy; barierę do mówienia o sobie; jedną słuchawkę, ale
nie chcę tam wracać po nią, tylko po wspomnienia, których nikt nie odbierze.
Stało się to dla mnie miejscem szczególnym. Miejscem, w którym odkryłam kim chcę
być. Nie w kontekście kariery zawodowej, ani jakiegoś małżeństwa. Wiem, że chcę
być w Ognisku tak długo, jak tylko będę mogła.
Wilga nie jest tylko miejscem. Wilga to ludzie, dzięki
którym poczułam się kochana i których pokochałam. Nie jestem w stanie wyrazić
tego, jak bardzo jestem wdzięczna za te cudowne chwile. Gdyby nie ten wyjazd
tkwiłabym nadal w bańce własnej traumy i nie umiałabym się z niej wydostać.
Nauczyłam się robić wszystko ODWAŻNIEJ. Dziękuje, choć to za mało powiedziane,
wszystkim, którzy się do tego przyczynili.
niedziela, 23 lipca 2023
Karolina Jagielak - Ognisko w moim serduszku
Minęło osiem lat, odkąd mała dziewczynka przyszła do Ogniska, przerażona, bardzo nieśmiała, do tego stopnia, że praktycznie nic nie mówiła. Ta dziesięcioletnia dziewczynka jest już pełnoletnia i zmieniła się diametralnie. Gdyby ktoś mi powiedział, że Ognisko stanie się dla mnie tak ważną częścią mojego życia nie uwierzyłabym.
Teraz po ośmiu latach zajęć w Ognisku i wielu obozach mogę
stwierdzić, że dzięki spotkanym ludziom stoję tu, w tym miejscu i mam siłę oraz
motywację by iść dalej. To oni ukształtowali mnie jako człowieka, przekazali mi
życiową wiedzę i swoje mądrości. Samo słowo DZIĘKUJĘ nie wystarczy, by
powiedzieć jak wdzięczna jestem.
Tegoroczny obóz był pod wieloma względami wyjątkowy. Po ośmiu latach w
końcu zrobiłam trzeci warsztat, z którego jestem naprawdę dumna, dlatego w tym
miejscu chciałabym podziękować wszystkim ludziom którzy w nim zagrali, bo bez
was by nie powstał.
W momencie, którym piszę minął jeden dzień od końca obozu i
nie spodziewałam się jak bardzo będę tęsknić za moją ogniskową rodziną. Gdy
pierwszego dnia dowiedziałam się, że zostałam komendantką byłam zarazem
zachwycona i przerażona, bo wiedziałam, ile pracy mnie czeka. Jednak z wami to
była czysta przyjemność. Wiedziałam, że gdy będę potrzebować z kimś porozmawiać
o moich problemach, niepewnościach taka osoba się znajdzie. Staliśmy się jedną
wielką rodziną, która była gotowa sobie pomagać. Stworzyłam wiele wspomnień,
które zostaną na całe życie. Śmiałam się, płakałam, złościłam, ale zawsze byłam
z wami i przy was. Cieszę się, że zostałam tak miło przyjęta mimo tego, że
znałam niecałe 10 osób przed rozpoczęciem obozu.
Przedostatni dzień obozu (kto wie ten wie) wywołał we mnie wiele smutku, ponieważ zrozumiałam, że jest to najprawdopodobniej koniec pewnego rozdziału. Nie wiem, co będzie dalej. Skończyłam liceum i czas bowiem na studia, nowy początek, nowe przygody. Kto wie, czy może w przyszłym roku będę chodzić do Ogniska, czy nie, i czy pojadę na kolejny obóz. Jednak wiem jedno, jeśli był to bowiem ostatni obóz i rok, cieszę się, że wyglądał on właśnie tak, bowiem nie zamieniłabym go, ponieważ był idealny, a to wszystko dzięki wam. Kocham was mocno całym moim serduszkiem. Ognisko w głębi mego serduszka na zawsze pozostanie i będzie wielką częścią mnie.
Maja Minor - Druga rodzina
Do Ogniska dołączyłam pod
koniec kwietnia tego roku, czyli całkiem niedawno. Właściwie już na pierwszych
zajęciach poczułam, że to moje miejsce. Gdy dowiedziałam się o możliwości
wspólnego wyjazdu na obóz koniecznie chciałam wziąć w nim udział. Miałam w
sobie ogromną ciekawość, radość, ekscytację, ale też przychodził stres i
niepewność, czy dam radę, bo przecież jeszcze nie zdążyłam poznać całej swojej
grupy warsztatowej, tradycji ogniskowych i obozowych.
Czekałam...
Gdy nadszedł dzień wyjazdu z
pozytywnym nastawieniem ruszyłam do Wilgi. Na miejscu zobaczyłam mnóstwo nowych
twarzy, ale też kilka już mi znanych z zajęć. Jakikolwiek stres, który ze mną
przyjechał, rozpłynął się.
A potem już się działo...
Podział na grupy w różnych
konfiguracjach, wymyślanie nazwy i jej prezentacja, pokłady kreatywności
wybuchające z każdej strony, mnóstwo śmiechu i dobrej zabawy.
Pierwszy dzień, a ja już
czułam się jak członek rodziny. Każdy kolejny to nowe wyzwania, zaskakujące
zwroty akcji, poznawanie innych Ogniskowiczów z wielu stron i przede wszystkim
siebie samej. Tutaj nie trzeba być idealnym. Liczą się pomysły, bycie sobą,
chęć współpracy i pozytywne nastawienie. Dla mnie ogromną wartością było
poczucie bezpieczeństwa i bycie ważną częścią społeczności, właśnie tak, jak ma
to miejsce wśród najbliższych, w rodzinie.
Mnóstwo przeprowadzonych
rozmów bardzo zbliżało nas do siebie.
Było wiele słów wsparcia,
konstruktywnej krytyki, śmiechu. To wszystko bez nadęcia, uszczypliwości i bez
prób ustawiania kogokolwiek w szeregu. Każdy był tu ważny, doceniany, zachęcany
i oklaskiwany. Ja również.
Te dwa tygodnie w Wildze, to
tworzenie się bliskich relacji nie tylko
z uczestnikami, ale też z instruktorami.
W dniu wyjazdu było ogromne
wzruszenie, łzy szczęścia i już tęsknoty za ludźmi i klimatem obozu. Na szczęście świadomość, że od września znów
będziemy wspólnie tworzyć, robić burze mózgów, wciągać siebie nawzajem w swoje
światy, a potem nadejdzie czas intensywnej i szalonej pracy na zimowisku i
obozie, daje siłę i ogromną radość.
Ognisko u Machulskich (w tym
spotkania pomiędzy zajęciami i wyjazdy wakacyjne), to miejsce, w którym tworzą
się niesamowite więzi.
Bardzo potrzebowałam takiego
„swojego kąta”, dlatego jestem wdzięczna Pani Ani, instruktorom, których do tej
pory poznałam, że mimo bycia wiekiem już „na wylocie” mogłam jeszcze dołączyć
do Ogniskowiczów i czerpać pełnymi garściami z tego cudnego miejsca.
sobota, 22 kwietnia 2023
Ola Kabala - Pragnąc więcej
Jest
tak wiele wartości, które Ognisko we mnie zaszczepiło, tak wiele doświadczeń,
scen, haseł pamiętam, które są ze mną do dzisiaj i które w ogromnej mierze mnie
ukształtowały.
Chciałam
napisać, że moja przygoda z Ogniskiem zakończyła się kilkanaście lat temu, żeby
nadać pewien kontekst temu tekstowi. Jednak jak to przeczytałam, zdałam sobie
sprawę, że takie stwierdzenie byłoby jedną z największych bzdur. Prawdą jest,
że kilkanaście lat temu zakończył się mój udział w zajęciach w Ognisku, ale nie
przygoda z Ogniskiem, bo tej nigdy się nie kończy. Nawet jeśli nie uczestniczy
się aktywnie w Ogniskowym życiu, oddala się od jego centrum, zaczynają
pochłaniać Cię zupełnie inne tematy, odnajdujesz nowe pasje, zajmuje Cię już
coś zupełnie nowego, to wciąż masz tę niezwykle wibrującą cząsteczkę Ogniska w
sobie. Ona zostaje w człowieku już na zawsze.
Tę
wibrującą Ogniskową cząsteczkę można porównać do nowej komórki, która na stale
zapisuje się w ciele każdego Ogniskowicza. Ma bardzo wiele barw i nosi w sobie
różny ładunek w zależności od tego, w czyim ciele się zapisała. Trochę tak jak
jesteśmy różni jako ludzie, tak też każdy otrzymuje i bierze z Ogniska coś
innego, coś wyjątkowego i potrzebnego tylko dla siebie.
Wydaje
mi się, że to, co jest uniwersalne i mocno wybrzmiewa w tej Ogniskowej cząsteczce
zapisanej w nas na zawsze, to niezgoda na przeciętność, mierność, nijakość,
bylejakość, lichotę, banalność, płytkość, bezbarwność, średniactwo,
nieciekawość, mizerność, bezwartościowość. Bo przecież wiemy, że „bez tej
miłości można żyć, mieć serce puste jak orzeszek, malutki los naparstkiem pić”,
tylko po co?! I ta niezgoda ma swój unikalny wydźwięk praktycznie w każdym
obszarze życia, zarówno w sposobie spędzania wolnego czasu, jak również w
relacjach, wyborze książki, filmu, sztuki teatralnej czy nawet swojej ścieżki
zawodowej.
Jestem
niezwykle wdzięczna, że również ja posiadam tę cząsteczkę a wraz z nią potrzebę
szukania, a gdy wciąż czegoś brakuje, to nie poddawania się i jeszcze raz
szukania i jak trzeba to dalej szukania. Towarzyszy mi nieustający brak
akceptacji na tzw. półśrodki. Jak to w życiu, czasem muszą się pojawić, ale staram
się, by nie trwały zbyt długo. Szukanie, szukanie, aż wreszcie po wielu trudach
dochodzi do poczucia spełnienia i można krzyczeć wokół całemu światu, że „mam
to”! Nareszcie mam to!
Ludzie
wokół mają dziwną tendencję podcinania skrzydeł, mówią po co Ci to? I co z tego
będziesz mieć? Raczej to dziwne, zdarza im się wyśmiewać pewne pomysły i
decyzje, bo nie rozumieją. Pytają, skąd masz energię, żeby jeszcze po pracy i
to takiej naprawdę wymagającej, odpowiedzialnej i stresującej jeździć na
studia, na kolejne kursy i warsztaty zupełnie niezwiązane z tym, co wykonujesz
na co dzień zawodowo. A Ty niejednokrotnie nie masz energii, miewasz momenty
zwątpienia, czasem Ci się nie chce, musisz rezygnować z wielu przyjemności,
czasem masz też po prostu dosyć, ale wiesz, że najzwyczajniej w świecie
potrzebujesz czegoś więcej, bo inaczej uschniesz.
I
tak właśnie w wieku 33 lat odnalazłam swoją własną rozwojową i pomocową ścieżkę
pracy somatycznej, czyli pogłębiania świadomości ciała m.in. przez pracę z
oddechem, improwizację ruchową, relaksację, taniec intuicyjny i kreatywny,
ucieleśnianie, ergonomię ruchu. Teraz tą radością, którą można czerpać z ruchu
i tańca dzielę się wokoło. Ciało często wie wcześniej niż umysł. Warto nauczyć
się go słuchać i być bogatszym o informacje i odczucia czerpane z sygnałów
płynących prosto z ciała.
Najciekawsze
jest to, że mam takie poczucie, że w spirali mojego życia zatoczył się właśnie
jeden z niedomkniętych pięknych kręgów, który wędruje wyżej i wyżej odsłaniając
nowe drogi i kolejne zawiłości. Kończę już teraz studia z somatyki w tańcu i
terapii na Akademii Muzycznej w Łodzi, ale w ciągu tych dwóch lat niejednokrotnie
przypominały mi się zajęcia w Ognisku z niesamowitą Zosią Dowjat, w których
miałam niepowtarzalną okazję uczestniczyć. Pamiętam szalone rozgrzewki, gdy
poruszał się dosłownie każdy milimetr ciała jednocześnie, oddawanie ciężaru,
zabawy ruchowe na kreatywność i zaufanie, pierwsze moje ćwiczenia relaksacyjne,
improwizacje ruchowe, w których nie było pojmowania, że coś jest lepsze czy gorsze,
wszystko było genialne, bo było własne, autorskie, ciekawe, niepowtarzalne. I
te szczere rozmowy i śmiech i luz. Cudowne!
Historie
Ogniskowiczów są bardzo różne, wybieramy bardzo różne ścieżki zawodowe, ale w
mniejszym lub większym stopniu pozostajemy w kontakcie ze sztuką. I to jest
piękne. Miłość do sztuki czy to teatralnej, filmowej, malarskiej, muzycznej,
tanecznej pozostaje. Pozostaje radość z czerpania z piękna, brzydoty, kreatywności
i szeroko rozumianej kultury. A doświadczenia z improwizacji niejednokrotnie
przydają się w codziennym życiu.
Ściskam wszystkich z mojej dawnej
grupy Wieczór Trzech Króli i grup, z którymi spotykaliśmy się na korytarzu i
mieliśmy wspólne wydarzenia: Burza, Jak Wam się podoba i Sen nocy letniej oraz
wszystkich instruktorów. Wszystkiego dobrego! Przyjemnie było napisać tekst na
ogniskowego bloga!
środa, 8 marca 2023
Jan Wojciechowski - Ważne jest kilka tych chwil, które razem spędzamy
Zima to dla mnie czas samotności. Mało wychodzę z
domu, zdarza mi się zachorować, mniej mi się chce, poza tym czas zabiera mi
przygotowanie do styczniowych egzaminów. Czas mi się dłuży i już chcę do
wiosny- do ciepła, spacerów i częstszych spotkań. Ale czekam, nie mam przecież
wyboru. Wreszcie następuje luty, a z nim odrodzenie - jedziemy na zimowisko.
Dla mnie ten wyjazd to otulenie nadzieją, że niedługo znowu będzie lepiej,
radośniej, cieplej- fizycznie i metaforycznie. Jak zwykle przyjeżdżam zmęczony
życiem i czekam na nowe wrażenia. A czekać nie trzeba długo - już od progu otulają
mnie głośne powitania, pytania, gdzie kto mieszka, i ogólny chaos związany z
przyjazdem prawie czterdziestu nastolatków do ośrodka wypoczynkowego. Kolejny
tydzień, jak zwykle, miał w sobie coś niesamowitego. Przeżycia artystyczne i
edukacja (bo przecież jesteśmy na wyjeździe edukacyjnym!) to jedno, ale drugie,
i dla mnie o wiele ważniejsze, to ludzie. Trudno opisać wszystko, ale jest w
tej Wildze coś, co sprawia, że otwieramy się na drugiego człowieka. Wspólna
praca nad moim trzecim warsztatem napełniła mnie masą przemyśleń o człowieku, a
jeszcze więcej dały mi rozmowy z moimi aktorkami tuż przed. Rozważania na temat
granych postaci przeplatały się z odniesieniami do własnych doświadczeń i
plotkami o sąsiadach z pokoju obok. Cudowna jest ta wolność w poruszanych
tematach, bo właśnie stąd w najbardziej niespodziewanych momentach wyskakuje
inspiracja. Z resztą tu nie ma tak, że jedne osoby są bardziej albo mniej
wartościowe- omówienia warsztatów, rady na temat wystawienia niespodzianki,
wspomnienia z dzieciństwa przywoływane zdecydowanie zbyt późno w nocy- z każdej
wyciągamy coś o drugiej osobie. Bo tu, w pokoju numer 3 i okolicach, język jest
jakiś bardziej giętki (nie tylko dzięki rozgrzewkom Marty) i łatwiej mu
powiedzieć, co pomyśli głowa. Mam skłonność do analizowania i mogę szukać
godzinami, dlaczego tak właśnie jest, ale pierwsza odpowiedź w tym przypadku
wydaje się najlepsza. Chodzi o zaufanie - o to, jak bycie w Ognisku
"magicznie" nas łączy. Szkoda, że o znalezieniu ludzi dla nas
właściwych mówi się "magia", ale taki mamy klimat. Dobrze, że
przynajmniej w tym klimacie mamy wilżańskie ciepło i siebie nawzajem.













