sobota, 11 lipca 2020

Karolina Niewiadomska - Krzyki w parku



 Wszyscy znaleźliśmy się w nowej sytuacji, na którą przygotowany nie był absolutnie nikt. Zagubieni i zmartwieni, bezskutecznie próbowaliśmy opanować ten bałagan. U mnie skuteczne okazało się wbiegnięcie w jeszcze większy chaos, i pozwolenie, by ten mnie porwał. Ale od początku.
 Te wakacje miały być dla mnie niezwykle, szczególnie ze względu na obóz, na który (jak każdy Ogniskowicz) czekam cały rok. Kiedy okazało się, że w tym roku obozu nie będzie, myślałam, że moje wakacje będą po prostu puste, pozbawione ogniskowego ducha. I wtedy pojawiły się warsztaty.
6 lipca, przez okno mojego pokoju wpada lipcowe, słoneczne światło. Podekscytowana zrywam się z łóżka, i przy śpiewie ptaków jem śniadanie. Potem wybiegam z domu i w czarnej, nieprzyjemnej maseczce wsiadam do autobusu. W parku przy Wawelskiej jestem 40 minut wcześniej, więc siadam na ławce i wsłuchuję się w szum drzew, zupełnie nieświadoma, że zaraz rozpocznie się jeden z najlepszych tygodni w moim życiu, ponieważ już chwilę później krzyczę i płaczę tak głośno, że brak mi sił w płucach.

Myślę, że Ola zdecydowanie pomogła nam pokonać wiele barier i przełamać opory. W moim przypadku było to przekonanie o braku umiejętności tanecznych. I chociaż na początku moje ruchy faktycznie były okropnie koślawe i wybite z rytmu muzyki, to na pokazie udało mi się zatańczyć bezbłędnie cały układ
Ten tydzień był przepełniony śmiechem, ciężka pracą, inspirującymi rozmowami, ryzykownymi dziurami w trawie, niedorzecznymi impro oraz abstrakcyjnymi tłumaczeniami przed szefem, ale przecież właśnie takie jest Ognisko. Różnorodne, i to jest piękne.
Od razu po pokazie, kiedy emocje jeszcze nie opadły, do głowy niespodziewanie przyszło mi zaskakujące pytanie;  Jaki kolor mają wydarzenia z zeszłego tygodnia? I, jakby przypadkiem, zobaczyłam w trawie niebieski samochodzik. Niebieski jak niebo, pod którym tak dużo mówiłyśmy o emocjach. Nieograniczone, tajemnicze, piękne i inspirujące. Zupełnie jak 12 młodych kobiet, którym udało się stworzyć coś niesamowitego.








czwartek, 9 lipca 2020

Co czytamy w wakacje?



Ala Rasztawicka i Kala Siudek o swoich wakacyjnych wyborach literackich:

CO CZYTAMY W WAKACJE?
W Literacki Czwartek Ogniska spotkałyśmy się na chwilę na Zoomie, żeby porozmawiać o książkach wakacyjnych. Do głowy przyszło nam mnóstwo różnorodnych pozycji- od form krótkich do wielotomowych powieści. Dla tych, którzy przegapili- przedstawiamy krótki, bardzo subiektywny przewodnik o tym, co czytamy w wakacje!
GRA W KLASY J. Cortazar -  Powieść, którą można czytać w nieskończoność, na różne sposoby, czytelnik lub czytelniczka decyduje który rozdział zamierza przeczytać, w jakiej kolejności i ile. Wydaje nam się, że nigdy cała historia nie zostanie całkowicie odsłonięta, mamy jako odbiorcy i odbiorczynie wspaniałą możliwość wchodzenia w życie bohatera i obserwowania z innej perspektywy jego życia, jak i osoby.
DROGA C. McCarthy - postapokaliptyczna powieść, świat tuż przed zniknięciem, ostatni ludzie, rośliny, zwierzęta. Relacja ojca z synem i obrzydliwa rzeczywistość w tle, a my jako widzowie i widzki z zapartym tchem, z każdą skończoną kartką, rozdziałem, chcemy więcej i więcej.
PRAWIEK I INNE CZASY O. Tokarczuk – opowieść o wielopokoleniowej rodzinie, przemijaniu, miłości i wydaję mi się, że dla każdego o czymś innym, co czyni ów powieść wspaniałą
ŚWIAT ZOFII J. Gaardner – powieść o filozofii i dorastaniu dla dzieci i dorosłych, o urzekającym klimacie
NORMALNI LUDZIE S. Rooney – o miłości nastoletniej, o cechach i usposobieniach naszego pokolenia.
KIEŚLOWSKI. ZBLIŻENIE – do przeczytania przy seansie filmów Kieślowskiego. Książka, która pozwala dostrzec jeszcze więcej w jego twórczości, a reżyser daje się nam poznać nie tylko jako twórca, ale człowiek
PROWADŹ SWÓJ PŁUG PRZEZ KOŚCI UMARŁYCH O. Tokarczuk – thriller, w którym dla ludzi- najbardziej groźni i przerażający są oni sami, skromnym zdaniem naszej trójki- najlepsza, i chyba najbardziej zaskakująca książka Olgi Tokarczuk
BIEGUNI O. Tokarczuk – o tym, czym naprawdę jest podróżowanie. Pojawiła się w nas myśl, że tak naprawdę nigdy nie zaznałyśmy prawdziwej podróży- a Tokarczuk daje nam jej trochę w tej książce zasmakować
W POSZUKIWANIU STRACONEGO CZASU M. Proust – do tych siedmiu tomów chciałabym usiąść właśnie w wakacje, gdy będę miała czas trochę się w nich zatracić, skupić i poświęcić im odpowiednią ilość czasu, ale też móc rozsmakować w każdym z nich.
STO LAT SAMOTNOŚCI G. Marquez – realizm magiczny to zabieg, którym jesteśmy zafascynowane. Niesamowicie jest czytać książkę, która przez swoją baśniowość i fantastykę, jest jeszcze bardziej realistyczna i przedstawia ludzi w tak prawdziwy, wrażliwy sposób
Czytajmy dużo, czytajmy bardzo różne książki! Zwłaszcza w tak sprzyjającym czytaniu czasie jak wakacje!








czwartek, 25 czerwca 2020

NAGRODY 2020


21 czerwca odbyło się zakończenie roku w Ognisku na zoomie w strojach wieczorowych! 
Nagrodę za kostium podczas tego wydarzenia otrzymał Mieszko Świerzbiński za uroczy kapelusz. 
A oto lista nagrodzonych za rok zajęć 2019/2020 - każdy otrzymuje świetną książkę oraz gromkie brawa !!!

TEKST NA BLOGA
Wyróżnienie: Bianka Rucińska – „W zaistniałej sytuacji”

Nagroda za najlepszy tekst: Konrad Czapski – „Autoportret”

NAGRODA ZA AKTYWNOŚĆ
Dla Toli Niedziałkowskiej za świetny ogniskowy debiut, za wspaniałą energię i niespotykane zaangażowanie
Dla Hani Szczepankowskiej za szczególnie kolorowe poszukiwania oświetleniowe
Dla Kasi Kroszki za bycie tam gdzie trzeba, wtedy kiedy trzeba i zapamiętywanie tego co trzeba, aby projekt szedł do przodu
Dla Wiktorii Borowieckiej za wszelkie codzienne działania samorządowe i zwłaszcza w czasach kwarantanny i przygotowań do matury!

JESTEM W TEARZE
Wszyscy, którzy w tym roku prowadzili nasz instagramowy profil jestem_w_teatrze zasługują na ogromne oklaski, zajrzyjcie i sprawdźcie ile tam ciekawych i ważnych postów!
NAGRODA dla Marysi Wróbel za cykl grafik prezentujących twórczość polskich reżyserów


 SEN NOCY LETNIEJ
Z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru Ogniskowicze stworzyli wizualne interpretacje szekspirowskiej komedii, a nagrody za najciekawsze zdjęcia otrzymały:
Wyróżnienie
Alicja Rasztawicka i Maria Kresa (Helena i Hermia w sidłach miłości)



2 miejsce: Kalina Siudek („Helena: Piękną mnie zowiesz? Odwołaj nazwanie...)



1 miejsce: Natalia Wanot ("Wariat, zakochany i poeta, wszyscy trzej z wyobraźni są utkani.")



BOHATEROWIE DZIECIŃSTWA
Z okazji Dnia Dziecka Ogniskowicze przygotowali album ze zdjęciami siebie jako bohaterowie z czasów dzieciństwa, a nagrody otrzymali:
Benedykt Chromiński
 Karolina Gosk

SKRZYDŁA
Podczas zajęć Ogniskowicze zmierzyli się z wyzwaniem stworzenia swoich skrzydeł, najciekawsze skrzydła przygotowały:
Basia Dąbrowska
 Marysia Kamińska
 Vesna Leszczyńska


 ART CHALLENGE
Każdy z Ogniskowiczów mógł wziąć udział w wyzwaniu w ciemno losując jedną ze znanych postaci i w 15-sekundowym filmiku zaprezentować jej styl. Laureatki wybrał dramatopisarz, reżyserii prezes PO ASSITEJ Adam Biernacki:
2 miejsce: Sarah Bernhardt w wykonaniu Heleny Tokarz
1 miejsce: Janis Joplin w wykonaniu Wiktorii Borowieckiej

TWORZENIE Z PRZEDMIOTÓW
Kilka zupełnie przypadkowych przedmiotów, tarka do warzyw, nożyczki i 15 minut i postać gotowa. Dwa najciekawsze projekty wybrała kierowniczka działu Animacji i Organizacji Spotkań w Domu Spotkań z Historią i absolwentka Ogniska Weronika Komorowska:
Natalia Wanot – „Złośliwośc w sercu i za pasem”

Olga Sobolewska – „Szermierz z płonącym sercem”

PLAKAT NA TEMAT WOLNOŚCI
Podczas zajęć oglądaliśmy projekty plakatów teatralnych, filmowych, społecznych z różnych części świata i z różnych epok, a na koniec projektowaliśmy swój własny plakat na temat wolności, ponieważ zajęcia odbywały się w weekend w 31 rocznicę wyborów 4 czerwca 1989. Najciekawsze projekty wybrała pisarka i poetka Agata Tuszyńska, która w tym roku gościła w naszym projekcie „Trzy Warszawy”
3 miejsce: Pola Jędraszczyk

2 miejsce: Natalia Walewska

1 miejsce: Bianka Rucińska

AUTORPOTRET CZASÓW KWARANTANNY
W czasie zamknięcia z powodu światowej pandemii mieliśmy przestrzeń, by przyjrzeć się sami sobie, swoim odczuciom, pragnieniom, marzeniom. To ważny czas przemyśleń, który zaowocował projektem „Autoportret w kwarantannie”. Najciekawsze zdjęcia wybrała pisarka i poetka Agata Tuszyńska, która w tym roku gościła w naszym projekcie „Trzy Warszawy”
5 miejsce – Maria Kamińska

4 miejsce – Lena Lipert

3 miejsce – Zosia Ziółkowska

2 miejsce – Marianna Pawlisz

1 miejsce – Natalia Walewska



OGNISKO MALUJE
To był nasz pierwszy projekt czasów pandemii, w pierwszy weekend, gdy nie było zajęć stacjonarnych natychmiast zorganizowaliśmy wspaniałą zabawę w odtwarzanie słynnych obrazów stylem „domowym”. Najciekawsze interpretacje obrazów wybrała polska operatorka filmowa, która pracuje w Hollywood Magdalena Górka. Oprócz nagród książkowych Ogniskowicze będą mogli przeprowadzić rozmowę międzykontynentalną z operatorką wielu filmów, reklam (z Ronaldo!) i teledysków (dla Kate Perry i Eltona Johna!)
Ania Mazur

Natalia Sygocka

Zuzia Polichnowska

Sebastian Królikowski

Dodatkowe wyróżnienie za aktywność całych rodzin z podziękowaniami za współtworzenie Ogniska przyznała Anna Kozłowska
Rodzina Bianki Rucińskiej

Rodzice Wiktorii Bartmińskiej

Rodzina Tomka Jaskowskiego

 OGNISKO CZYTA KSIĄŻKI Z DZIECIŃSTWA
Nagrody w tym roku wybrała i przyznała w postaci książek i audiobooków ufundowanych przez Wydawnictwo Jung-Off-Ska absolwentka Ogniska Edyta Jungowska, bardzo gorąco dziękujemy !!!

Wyróżnienia
4 wyróżnienie: Sonia Baranowska (audiobook "Pippi Pończoszanka")

3 wyróżnienie: Marysia Wysocka (audiobook "Pippi Pończoszanka")

2 wyróżnienie: Bianka Grodzka (audiobook "Rasmus i włóczęga")

1 wyróżnienie: Gabriela Szmel (audiobook "Bracia Lwie Serce)


NAGRODY
3 miejsce: Anna-Maria Żuchowska (audiobook "Dlaczego kąpiesz się w spodniach wujku" z autografem Edyty Jungowskiej i audiobook "Rasmus i włóczęga")

2 miejsce: Marysia Wróbel (książka i audiobook "Mania czy Ania" z autografem Edyty Jungowskiej)

1 miejsce: Max Walewski (książka i audiobook "35 maja" z autografem Piotra Fronczewskiego)


NAGRODA IM. DOROTY WOLSKIEJ 2020
Aleksandra Roguska




poniedziałek, 22 czerwca 2020

Kasia Kroszka - Próbuję




 Czy inni też tak mają, że po zajęciach, obozie, czy ogniskowych rozmowach mają przypływ energii, motywacji i czują, że muszą coś tworzyć? Ognisko niesie dla mnie taką magiczną moc, ale to uczucie często szybko mija i zawsze zastanawiam się co zrobić, aby tego kopa adrenaliny nie tracić. Teraz – po zakończeniu roku – bez normalnych obozów w Wildze na horyzoncie i trzymiesięczną przerwą od zajęć, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że nareszcie znalazłam sposób, aby zachować to wspaniałe uczucie. Odpowiedź(w moim przypadku) jest tak prosta, że dostrzeżenie jej zajęło mi trochę czasu – należy działać, należy próbować.
  Ognisko od zawsze kojarzy mi się z działaniem: rozmawiamy i wyciągamy wnioski, aby coś z nich stworzyć, uczymy się wierszy, aby je recytować, czytamy teksty, aby je wystawiać. Jednak dopiero uświadamiam sobie, że ważniejsze niż to co zrobimy na zajęciach, jest to jak one na mnie wpłyną oraz jak ja dzięki temu wpłynę na innych. Na zajęciach z panią Anią na temat pomników i ich znaczeń odpowiadaliśmy sobie na pytania, które tak naprawdę nie odkryły nic czego wcześniej nie wiedziałam, ale ułożyły moje myśli w nowy kształt. O czym ważnym dla ciebie chciałabyś mówić publicznie? Myśli, są jak litery, które nie znaczą nic oddzielnie. Co jest ważne dla twojego pokolenia? Dopiero w dobrej kolejności i porządku nabierają znaczenia. O czym świat powinien się dowiedzieć? Chociaż odpowiedzi na te pytania są dla mnie tylko częścią poznawania siebie, wydają się być kamieniem milowym. To jest właśnie sedno sprawy. Chcę mieć cel. Chcę zmieniać świat. Chcę próbować zmieniać świat. Nie musi to być od razu (albo kiedykolwiek) cały świat. „Świat” dla każdego może też oznaczać co innego, od zmęczonej pszczoły, po całe narody, ale nie jest aż tak ważne kogo zmieniamy, póki zachodzi jakaś zmiana. Dzisiaj napiszę na bloga, jutro obejrzę film i porozmawiam o nim z przyjacielem, a pojutrze poprawię komuś humor.
  Lecz nie chodzi tutaj tylko o to, co ja w sobie odkryłam. Chodzi też o to, że przyjęcie wsparcia, podpowiedzi albo nawet komplementu, nie jest pójściem na łatwiznę. Pójściem na łatwiznę, poddaniem się, jest nie próbowanie. Ludzie w Ognisku pomogli mi otworzyć się na innych i mam zamiar próbować oddać innym, którzy tego potrzebują, to co sama otrzymałam. Nie będzie to proste, ale o to przecież chodzi, żeby próbować. Mogę pomóc zmienić czyjeś życie, więc spróbuję. Mogę stworzyć coś wspaniałego, więc spróbuję. Może też mi się coś nie udać, ale próbuję mimo to, bo o to przecież chodzi, żeby próbować.  
  Czytając siódmy i ósmy raz to co napisałam znowu zaczynam wpadać w spiralę myśli, że to za personalne, że nikogo nie interesuje, że za krótkie, że za długie, i tak dalej, i tak dalej. Dlatego dodam już ostatnią myśl na koniec. Nie mogę powiedzieć, że ludzie w Ognisku (jak i poza nim) nie będą Cię oceniać, ponieważ jest to nieodłączny element działań twórczych, ale mogę z pewnością powiedzieć, że będzie to zdrowa ocena, która ma na celu pomagać i rozwijać, a jeśli nie, to nie warto się na niej skupiać.
  W jaki sposób chcę dzisiaj wpłynąć na innych? Mam nadzieję, że już to zrobiłam.
A przynajmniej spróbowałam.
Kasia Kroszka




piątek, 17 kwietnia 2020

Małgorzata Czerwień - Latarnia morska




Mieszkam na bezludnej wyspie. Niewiele ma jednak wspólnego z pęcławskimi palmami, serocką plażą, ani akwarium w Wildze. Codziennie, prowadzona słońcem, okrążam ją wpatrując się w horyzont. Czuję się, jak na dnie klepsydry. Piasek odmierza kolejne dni, każdy podobny do poprzedniego, czasem tylko trochę gorszy. Czasem mnie przysypuje całkowicie i wydaje mi się, że już nigdy nie odetchnę, potem klepsydra się odwraca i zamyka mnie w szklanej, przezroczystej pustce. Wtedy wydaje mi się, że już wolę piasek, chociaż jest sypki, bez koloru, bezkształtny i suchy, ale zasypana marzę tylko o oknie ze szkła.  Często wyciągam szyję i mrużę oczy z nadzieją, że na horyzoncie coś dostrzegę, że coś przyciągnie mój wzrok.  Nie nadpływa żadna tratwa z rozbitkiem, chociaż wiem, że inni rozbitkowie są gdzieś tam na pewno. Żadnego ratunkowego helikoptera, ani promu, na którym życie toczy się normalnie. Nie wiem, co będzie. 

Jedyne, co mam to butelki i papier. Rozbitek powinien pisać. Najlepsze historie są zapamiętane dzięki temu, że rozbitek pisze. Nie ma lepszej okazji do pisania niż kiedy się jest rozbitkiem na bezludnej wyspie.  Niekoniecznie od razu to musi rozbitka  uratować. Powinien pisać dla potomnych. Powinien pisać.

Jestem trochę onieśmielona tą przełomową (albo tylko taką nam się wydaje, bo chcemy uczestniczyć w rzeczach wielkich) chwilą, ale posłusznie próbuję pisać.

Najczęściej listy w butelkach wrzucane w fale Internetu do rozbitków, którzy utknęli na własnych wyspach. Fale niezawodnie i bardzo szybko przekazują kolejne wiadomości. Wysyłam je codziennie, ale mam wrażenie, że rzucam na oślep. Zapominam twarzy, głosów, wspólnych wzruszeń z tymi, którzy jeszcze niedawno niepodważalnie bliscy, teraz stają się wyobrażonymi tylko rozbitkami na wyobrażonych wyspach. Zapominam się. Wokół tylko szumiące fale, których nie da się wyregulować jak radia. Nie słyszę głosów.  Nie widzę tych, z którymi rozmawiam, ale przyzwyczajenie wrzucania kolejnych butelek do wody jest wystarczające silne, żeby każde z nas podtrzymywało rozmowę. Czasami mam w głowie taki błysk, że rzucam się do wody i płynę, płynę i się spotykamy, ale rozsądek unieruchamia moje stopy piaskiem. Czasami mam dość fal. Gdyby zniknęły, zniknęłyby wyspy, moglibyśmy do siebie biec i się w końcu spotkać. Gdyby zniknęły, żadna butelka z wiadomością nie dobiłaby do właściwego brzegu.

Mam wrażenie, że to będzie najdziwniejszy - jak do tej pory - z moich wpisów na ogniskowym blogu. 

Wczoraj doświadczyłam najdziwniejszych zajęć Ogniskowych, na jakich miałam szansę się znaleźć. Dla mnie Ognisko zawsze wiązało się z podróżą. Pamiętam wszystkie sobotnie poranki w pociągach, kiedy mój wzrok był jednocześnie dalej zaspany i gotowy na chłonięcie wszystkiego co wokół. Pamiętam kilkugodzinne podróże samochodem z bagażnikiem pełnym najdziwniejszych rekwizytów, które w obozowym szaleństwie są niezbędne,  i z głową pełną pomysłów na wspólne twórcze działania. Tym razem wystarczyło kliknąć w link i już. Teleportacja. Zrozumiałam, że chociaż często marzyłam, żeby odległość między moim domem a Warszawą magicznie stopniała, to jednak bardzo te podróże lubiłam. Kliknęłam. I już. Wokół pełno znajomych, serdecznych twarzy.  Obok punkowego koncertu transmitowanego na Facebooku to było jedno z najbardziej bizarnych doświadczeń ostatniego miesiąca. Wszystko mnie zdumiewa, ale nie chcę przywyknąć. Najbardziej boję się przywyknąć do dystansu.

Wczoraj pierwszy raz od dawna nie odbiłam się od ekranu. Początkowy zachwyt ilością filmów, spektakli, oprowadzań po galeriach, koncertów, wywiadów - dostępnych teraz na wyciągnięcie myszki - już od kilku tygodni mnie przytłacza i smuci. Bezdotykowe ekrany przerażają. Jednak  tym razem zatopiłam się w tej serdeczności, w opowieściach o ważnych lekturach i przypomniałam sobie, że w pokonywaniu tej przeszkody też mogę znaleźć coś, co pokocham. Utknęłam w zaczętych projektach, które zostały wstrzymane; w niejasnych znajomościach, które zacierają się w wirtualnych falach; w rozkroku między planami “dorosłego życia”, które miało się zacząć po maturze, a domem… I nie pozostaje nic innego niż wziąć głęboki oddech i z tego rozkroku nauczyć się robić szpagat, a potem znaleźć kolejne wyzwania. Może odkryję nowy talent?

Widząc tyle ważnych dla mnie osób, ogniskowych przyjaciół, instruktorów, zrozumiałam, że nas - rozbitków - jest więcej. Że potrzebujemy swoich listów w butelkach, musimy pisać do siebie o tym, co faluje - wokół i w nas. I już mniej się boję, bo mam przeczucie, że po wszystkim, znajdziemy latarnię morską, która pomoże nam obrać właściwy kierunek i spotkamy się - tak naprawdę - na jednej z plaż.


wtorek, 31 marca 2020

Bianka RuBi Rucińska - W zaistniałej sytuacji...







W zaistniałej sytuacji odwołujemy... W zaistniałej sytuacji zamykamy... W zaistniałej sytuacji wyłączamy, anulujemy, przerywamy, usypiamy...
W zaistniałej sytuacji z takimi początkami zdań spotykamy się praktycznie na każdym kroku, których i tak robimy bardzo mało. Na szczęście jednak nie wszystko usypiamy. #nieusypiamywyobraźni. Ten hashtag od jakiegoś czasu widnieje na facebooku i instagramie Ogniska oraz w głowach kreatywnych Ogniskowiczów. Od samego początku samoizolacji Ognisko pracuje zdalnie i pozwala nam rozwijać swoją wyobraźnię indywidualnie, nie wychodząc z domu, a nasze ostatnie projekty były bardzo rozwijające.
Ognisko na ogół jest o tym, żeby być sobą i po swojemu. Ale czy to znaczy, że czasem nie można być kimś innym po swojemu? Otóż: w Ognisku mogę wszystko! Dwa z trzech naszych epidemicznych projektów na tym właśnie polegały. Zamieniamy się w kogoś innego, w jakąś znaną postać, i odtwarzamy ją po swojemu.
W pierwszym projekcie miałam okazję być Jackiem Malczewskim malującym obraz „Hamlet polski” (obraz w wykonaniu uwięzionej ze mną rodziny). Przy obrazie cała rodzina była zaangażowana w pracę. Każdy szukał dla siebie kostiumu i razem ustawialiśmy aranżację. Zeszło nam na tym może z godzinkę i bawiliśmy się świetnie.



Drugą postacią, w którą się wcieliłam, był sam Król Rock’n’Rolla. Zabawa z Elvisem Presleyem była jeszcze ciekawsza od Malczewskiego. Uczenie się jego ruchów, tekstu piosenki i skopiowanie jego stylu (co wcale nie było proste, mimo, że jest on tak ikoniczny) zajęło mi cały dzień. Potem, razem z Tatą, zachwyconym możliwością choćby otarcia się o pracę sceniczną podczas kwarantanny, ustawiliśmy całe studio nagraniowe. Po nagraniu (i zmyciu z włosów 2l lakieru) zakończyliśmy dzień  filmem - dla odmiany filmem Elvisa :) Obejrzeliśmy „Follow that dream” czyli „Dogonić marzenie”. Swoją drogą fajny film, polecam.
Tak więc, w zaistniałej sytuacji nie panikujcie, #zostańwdomu i szukajcie ciekawych wyzwań. Macie przecież czas.




środa, 18 marca 2020

Lidka Wołk-Karaczewska (Kucza) - Zaczęło się od "Dużej Pchły"





Do „Dużej Pchły” przywiódł mnie w 1972 roku udział w konkursie recytatorskim, którego jurorka Halina Machulska zaproponowała mnie, wówczas 14-letniej uczennicy warszawskiej SP nr 10, swoje opiekuńcze skrzydła. I tak zaczęła się ta cudowna przygoda! Trafiłam do zespołu skupiającego tak fantastyczne osoby jak Bogdan Szczesiak, Wojtek Królikiewicz, Małgosia Modrakowska, Iwona Nawrocka, Monika Kaźmierczyk, Piotr Runowski, Janusz Zadurowicz, Ewa Gąsiorowska. W większości byliśmy dzieciakami z Ochoty. Statystowaliśmy w „dorosłym” przedstawieniu TO – „Uciekła mi przepióreczka”, dumni, że możemy pokazać się z naszymi aktorskimi idolami, dyżurowaliśmy w Teatrze podczas spektakli, ale przydawaliśmy się i na co dzień, w drobnych sprawach, które były do załatwienia i ogarnięcia. Było zupełnie naturalne pomagać tam w wolnym czasie. Pani Halina opracowała z nami pamiętną „Pchłę Szachrajkę”. W roli tytułowej produkowała się wówczas moja klasowa koleżanka, drobniutka Iwonka Nawrocka. Później pracowaliśmy nad fragmentami „Ślubów panieńskich”, które pokazywane były tu i ówdzie. Bardzo leżała mi postać Klary, nad którą mocno pracowałam. Na obozie w Nidzicy zrecenzował nas wielki Bohdan Korzeniewski, który obejrzane sceny skwitował uwagą rzuconą do pani Haliny, że w „Ślubach” należy obsadzać właśnie nastolatki, a nie zmęczone życiem matki dzieciom, targające siaty z zakupami… Ależ byliśmy wtedy dumni! Żałujcie, że nie dane Wam było zobaczyć Wojtka Królikiewicza w roli Gucia, zawzięcie toczącego słowne boje z Radostem (Bogdanem Szczesiakiem)! Zderzono nas także z rzeczywistością telewizyjną, albowiem z satyrycznym spektaklem „Co o was myślimy” zaproszono nas do słynnego „Ekranu z bratkiem” do pana Zimińskiego na Woronicza. To była jeszcze telewizja na żywo, więc graliśmy nasze scenki, które szły od razu na antenę. Zdarzyła nam się wpadka tekstowa, ale chyba nikt poza nami jej nie zauważył… A zawsze i wszędzie czuwała nad nami pani Halina, surowa i kochająca zarazem.
To był taki czas bez smartfonów, kilkudziesięciu kanałów telewizyjnych i wszystkich innych pokus, ale mieliśmy siebie. Byliśmy paczką przyjaciół, spędzającą ze sobą cały wolny czas, nawet wakacje. Siedzieliśmy na dyżurach w teatrze, chodziliśmy na basen Gwardii, zawieraliśmy między sobą braterstwo krwi…

Z zachwytem wpatrywaliśmy się w starsze koleżanki i kolegów, którzy tyle wiedzieli o teatrze, o świecie, o życiu… Do dziś pamiętam głos Andrzeja Pitrusa – „Konia”, niezwykle zdolną Zosię Badowską-Manowiecką, „Kurczaka”, Danusię Szczukę, Honoratę, Grażynkę Krokowską-Żaczek (naszą dzielną i czasem groźną „komendantkę”), panią Ewę Arcinowską, projektującą scenografię, a w chwilach wolnych malującą nasze olejne portrety. Z przejęciem ćwiczyliśmy świeżo skomponowany hymn KMT do wiersza Szymborskiej „Gawęda o miłości do ziemi ojczystej”; dużo zresztą śpiewaliśmy. Pamiętam, że bardzo przejęci byliśmy wizytą Adama Hanuszkiewicza i Zofii Kucówny na obozie. Mam przed oczami obrazki z plenerowych prób młodziutkiej Ani Judy i Tadzia Kosikowskiego do „Romea i Julii”, którym my obozowicze mogliśmy się przyglądać. Pękaliśmy ze śmiechu oglądając występy kabaretu „Pod Pachą”, w którym produkowali się Julek Machulski, Rysiek Zatorski, Tomek Budyta. Na półkach stoją zdobyte na obozach książki ze wzruszającymi wpisami innych uczestników. Wspomnień z tych pierwszych lat jest tak wiele, że nie sposób ich ująć w krótkiej formie.

W późniejszych latach nasze drogi się tu i ówdzie przecinały. Julek Machulski studiował reżyserię dwa lata wyżej ode mnie w łódzkiej filmówce, z Rysiem Zatorskim byliśmy na tym samym roku reżyserii, z Wojtkiem Królikiewiczem równolegle – on na wydziale aktorskim. Tomek Budyta – mój ówczesny idol (o czym nie wiedział, bo byłam nieśmiała) – był na fantastycznym aktorskim roku rok wyżej od nas. A później spotykaliśmy się czasem w pracy zawodowej. Może Bogdan Szczesiak pamięta, jak Zofia Dybowska-Aleksandrowicz zaangażowała go do postsynchronów do serialu „Przyłbice i kaptury”, w którym pracowałam jako drugi reżyser, i spotkaliśmy się w studiu w Warszawie? Z Piotrem Runowskim mam kontakt do dziś, dzwonimy czasem do siebie. Po 48 latach!
Życie nie szczędziło mi zakrętów i pod koniec lat 80. z konieczności musiałam pożegnać się z moim ukochanym filmem. Dziś zajmuję się czymś zupełnie innym – jestem tłumaczką wyspecjalizowaną w niemieckim języku prawniczym. Ale w Teatrze Ochoty, w Kole Miłośników Teatru, w „Pchle” zawsze wpajano nam, że cokolwiek robisz, możesz to robić po prostu dobrze, w tym twoje całe bogactwo. I wiecie co? Chyba wszyscy się tego trzymamy!

I trwa ta sztafeta pokoleń – cudowna Zuzia Falkowska jest wszak córką Ewy Krawczyk i Konrada Falkowskiego, wychowanków Teatru Ochoty i KMT. Moja córka Nina, zachęcona opowieściami z przeszłości, sama jako 15-latka po egzaminie trafiła do Ogniska, prowadzonego już przez wychowankę pani Haliny Anię Kozłowską, i została w nim przez trzy lata. Byłam szczęśliwa, oglądając jej warsztaty reżyserskie i wprawki aktorskie na obozach! I to Ognisko też już na zawsze w niej zostanie…


Ściskam wszystkich członków rodziny Machulskich – wszyscy do niej należymy!
Lidka Wołk-Karaczewska (Kucza)