piątek, 27 stycznia 2023

Jan Wojciechowski - Nadzieja matką dobrych

 



"Zadam wam jedno pytanie, jak nie dostanę odpowiedzi to wyjdę. Kim był Jan Karski?" Takie słowa usłyszeliśmy w zeszłą niedzielę od pani Ani. Zapadła po nich cisza. Na szczęście nie skutkowała ona wyjściem ani, co gorsza, pozostawieniem bez odpowiedzi. Więc czym? Wieczorem pełnym silnych emocji, elegancji, ważnych historii, ale przede wszystkim nadziei. Dostaliśmy zaproszenie na spektakl "Zapamiętaj. Świadectwo Jana Karskiego"- amerykański monodram wyjątkowo wystawiany w Teatrze Dramatycznym dzięki Fundacji Edukacyjnej Jana Karskiego. Kilkanaście osób, które wcześniej o Karskim słyszało dwa akapity pod koniec zajęć (chyba że ktoś poczytał sobie o nim dwa więcej na Wikipedii czy innej pierwszej lepszej stronie) miało nagle przeżyć 100 minut teatru poświęconego jego postaci. I w pewnym stopniu nasza niewiedza była atutem, bo mogliśmy poznać tę postać beż żadnych założeń, zwyczajnie zaufać reżyserom (Clark Young, Derek Goldman) i aktorowi (David Strathairn), że sprawnie przeprowadzą nas przez jego życiorys. Tak właśnie było. David wchodzi na scenę, rozgląda się po publiczności i zaczyna mówić o Karskim. Kończy wstęp, w tle pojawia się fragment wywiadu z samym Karskim a on już stoi przed nami w osobie Davida. Tu muszę pochwalić grę głosem aktora - drobne zmiany w akcencie, sposobie przeciągania głosek sprawiły, że od razu wiadomo było, czy mamy do czynienia z Polakiem, Francuzem czy prezydentem Stanów Zjednoczonych. Strathairn opowiedział nam ważną historię i choć był jedynym aktorem na scenie, to światło było jakoby drugim bohaterem spektaklu. Grało to latarkę, to więzienie, to karabin, to znowu było partnerem w dialogu, gdy oświetlało widownię albo specyficzny punkt na scenie. I w ten sposób człowiek i kilkanaście reflektorów opowiedzieli o osobie pełnej poczucia winy, niepewności, lecz również determinacji. O zapomnianym, zignorowanym, którego życiorys dopiero dekady potem mamy szansę poznać. Tuż po spektaklu mieliśmy okazję uczestniczyć w rozmowie z autorami i aktorem, bardzo ważnej z powodu tego, jak dużo dodała do wydźwięku całego wydarzenia. Po samym spektaklu miałem poczucie bezsensu, bo tyle przecież jest na świecie Rooseveltów i Churchillów. Rozmowa potem przypomniała mi o wszystkich Karskich. O tym, żeby iść w przyszłość z nadzieją, z dobrem i z przekonaniem o tym, że to, co robimy, jest ważne. Czas spędzony na bankiecie w foyer po spektaklu tym razem nie był tylko uprzyjemnieniem wieczoru i przypomnieniem o randze Teatru Dramatycznego. Rozmowy z innymi widzami utwierdziły mnie w przekonaniu o wartości teatru na żywo i ludzi, którzy mają coś do powiedzenia. Zwieńczeniem była szansa na rozmowę z samym Davidem Strathairnem. Jednak przydaje się dobrze mówić po angielsku - Ogniskowicze wybrali mnie na reprezentanta i miałem szansę zamienić z nim kilka zdań. Podziękowałem mu więc za daną nadzieję na naszą przyszłość. A jego życzenia i szczera wiara w to, że my też mamy dużo przekazania zrobiły dla mojej wiary w siebie tyle, co godziny zapewnień rodziców o tym, że będzie dobrze, bo przecież robię to to to i tamto. Karski w spektaklu wiele razy podkreśla, że jest tylko jednym człowiekiem. Tak naprawdę jest aż jednym człowiekiem. Bo takie płynie przesłanie ze spektaklu - o sile jednej osoby. Jednego aktora, jednego sprawozdawcy cierpienia w Polsce. I o nadziei, która w nas pozostanie, nadziei na to, że skoro oni mogą, to my też. Z taką myślą idę podbijać sesję, zimowisko, warsztaty. Obyśmy wszyscy pamiętali jak najdłużej.





niedziela, 1 stycznia 2023

Anna Haber - Witan - Świat według Machulskich

 

 

W każdym etapie życia zdarzają się wzloty i upadki. Czasami chcemy zamknąć za sobą drzwi gdy kończymy pewien etap i już nigdy nie wracać. Czasami wstydzimy się pewnych zachowań, czasami chcemy zapomnieć jacy byliśmy. Są też momenty kiedy z utęsknieniem wspominamy swoje przedsięwzięcia, aktywności i nie możemy udźwignąć uczuć związanych z tęsknotą. Moja przygoda z Ogniskiem właśnie taka jest - raz przypominam sobie fantastyczne momenty, przyjaciół których poznałam, zresztą jedna z nich została moją świadkową na ślubie, wspaniałe pokazy, które mogłam stworzyć, przypomina mi się, ile pracy włożyłam w przygotowania własnych warsztatów i jak często musiałam wychodzić poza granice swojego komfortu. Z drugiej strony pamiętam też rzeczy, o których wolałbym zapomnieć - gdy popełniłam faux pas na zajęciach śpiewając „bo we mnie jest sex” gdy miałam 13 lat … lub gdy zniszczyłam pokaz, w którym grałam bo nie nauczyłam się tekstu. Wiem jedno - Ognisko ukształtowało moją duszę i w dorosłym życiu co chwila napotykam ślady z tym związane.

Podjęłam się edukacji dzieci - to ile alternatywnych pomysłów potrafię zgromadzić w jednej sekundzie zawdzięczam na pewno spontanicznym scenkom, improwizacjom, w których brałam udział. To, że inspiruję się sztuką i na jej podstawie planuję aktywności dla dzieci także zawdzięczam Ognisku. (Jednak nie chcę, aby ten tekst był tylko o wdzięczności.) Chciałabym przybliżyć czytelnikom, że wszystko co nas otacza związane jest z szeroko rozumianą sztuką i aby rozumieć rzeczywistość warto kształcić się w tym aspekcie. Dzisiejszy świat opiera się na marketingu, reklamie. W Ognisku nauczyłam się nie tylko kreatywności, ale także umiejętności selekcjonowania informacji ważnych, ba! Wartościowych. Widzę to w dzisiejszym życiu, gdy chociażby idę do kina i umiem przeczytać treść filmu, zajrzeć w najmniejszy kąt dzieła. W wolnym czasie pragnę chodzić do muzeum, bo potrzebuję oddychać sztuką. Potrzebuję otaczać się pięknem, oczywiście szeroko rozumianym, bo nawet największa brzydota może mieć jego namiastkę. Dlatego właśnie wybrałam pewną specyficzną, alternatywną drogę edukacji - metodę Montessori, w której opieramy się o estetyczne, spokojne i uporządkowane miejsca. W której przekazujemy różne spostrzeżenia, punkty widzenia. W której dbamy o to, aby była przestrzeń dla drugiego człowieka i jego emocji. Gdzie jak nie w sztuce emocje grają główną rolę? Sztuka to najlepszy sposób, aby przekazać dzieciom wartości jakie płyną z empatii. Zwrócić uwagę na to, co chciała powiedzieć, pomyśleć druga osoba. Sztuka wytwarza motywację wewnętrzną, bo musimy chcieć cos stworzyć, robimy to dla siebie, nawet jeżeli mamy być za to nagrodzeni i tak inspiracja musi przyjść do nas z wewnątrz. Wymienione aspekty ułatwiają dorastanie, kształtowanie swojej duszy do dorosłego życia. Ma to odzwierciedlenie w nauce oraz w towarzyszeniu drugiemu człowiekowi, który w danym momencie przeżywa pewne emocje.

Tekst został zatytułowany „świat wg Machulskich” ze względu na to, jak wiele osób spotykam, którzy ukończyli tę szkołę. Na każdym etapie życia spotkałam taką osobę - w szkole byli to uczniowie ze starszych klas, na studiach wykładowczyni, a w pracy - rodzice uczniów, których uczę. Świat jest mały i dyktowany przez ludzi, którzy ze sztuką nie mają nic wspólnego, niestety. Zachęcam każdego do przeżycia takiej przygody jaką jest Ognisko. Cotygodniowe zajęcia wytworzyły we mnie umiejętność podejmowania wyzwań i co najważniejsze doprowadzania ich do końca, nie porzucania ich gdy sił braknie, a poszukiwania rozwiązań.



czwartek, 29 grudnia 2022

Zofia Tyszkiewicz - Dylemat warsztatu

 



Minął kolejny rok, który przyniósł wiele wyzwań i trudności, ale też możliwości. Dla mnie rozpoczął się trzeci rok w Ognisku, w 2022 przeżyłam trzy wyjazdy ogniskowe i zrobiłam swoje pierwsze dwa warsztaty. Jeszcze w styczniu robienie warsztatów przerażało mnie, w mojej głowie wiązało się z ogromną odpowiedzialnością, komunikatywnością i kreatywnością, których szesnastoletnia ja z początku tego roku kompletnie nie miałam i wydawały mi się czymś, z czym trzeba się po prostu urodzić. Widziałam już wtedy przecież wiele warsztatów moich kolegów i koleżanek, wykonanych tak starannie i dokładnie przemyślanych.

Dla młodszej o te jedenaście miesięcy mnie wydawałoby się to głupim gadaniem i nieporadną próbą pocieszenia, ale wszystko to przychodzi z praktyką. Wydaje mi się, że mnie, która zawsze otaczała się chaosem, proces tworzenia warsztatów nauczył porządku. Takiego pisania scenariusza do własnego życia. Każdy wątek, każda sprawa, którą rozpoczynam, musi być konsekwentnie prowadzona, by znaleźć swój cel i koniec. Pistolet zawsze musi wystrzelić, a jak deklaruję się do zrobienia czegoś, to muszę to coś doprowadzić do końca. A jeśli pistolet zgubi się w trakcie próby generalnej? Albo wystrzeli, ale w złą osobę? Nauka radzenia sobie w kryzysowych sytuacjach jest chyba najbardziej życiowym, co wyciągnęłam z tworzenia warsztatów. Nigdy nie jestem w stanie zrealizować wszystkich swoich pomysłów i zawsze coś po drodze pójdzie nie po mojej myśli – ale to nic złego. Z każdego niepowodzenia da się wyjść, zwłaszcza mając wspaniałych ludzi u swojego boku, a sytuacje, w których wykrusza się aktor z obsady albo gubi rekwizyt, otwierają na nieszablonowe pomysły i rozwiązania. Nie mamy głównego bohatera? Niech publiczność będzie głównym bohaterem. Nie damy rady przesunąć łóżka do okna? Przesuńmy okno do łóżka.

Tworzenie własnych warsztatów, dobór miejsca, tekstów, aktorów, muzyki czy kostiumów uwrażliwiło mnie na detale, zarówno w tworzeniu postaci razem z aktorem, jak i w procesie wymyślania oprawy. Zawsze znajdzie się ktoś, kto doceni symbolikę, dobór utworu czy sukienki, nawet jeśli tego nie zwerbalizuje. To właśnie te małe szczegóły, jak obuwie, akcent czy charakterystyczne tiki są w stanie zbudować w oczach odbiorcy postać.

Największym problemem dla mnie jako osoby, która komunikuje się ciałem, ruchami czy gestami, było tworzenie dialogów. Zawsze czułam, że większość słów może zostać zastąpiona komunikacją niewerbalną, dlatego większość rozmów na scenie wydawała mi się po prostu zbędnymi konwenansami. Dlatego też większość moich tekstów pisanych i mówionych scenicznie brzmiała dla mnie sucho, a ja dostawałam uwagi, że nie wszystko trzeba powiedzieć dosłownie. Po co w takim razie mówić cokolwiek? Z tego powodu nigdy nie zdecydowałam się na zrobienie warsztatu w konwencji teatru tańca, chociaż czuję się w nim dużo pewniej – to by było za łatwe. Nie rozwinę się robiąc ciągle czegoś, co już umiem. Sztuki pisania „ludzkich” dialogów jeszcze nie opanowałam, ale kto wie? Może nauczy mnie tego trzeci warsztat, a może siódmy. Nie przekonam się, jeśli będę się zbyt bała, by spróbować.

Pomimo tego wszystkiego, reżyserowanie warsztatu to przede wszystkim dobra zabawa (jakkolwiek banalnie to nie brzmi) i tworzenie ważnych wspomnień. Ja personalnie wychodzę z założenia, że trzeba lubić ludzi, z którymi się pracuje, żeby praca, a w tym przypadku warsztat, była przyjemna. Dlatego właśnie chcę zrobić jeszcze kilka warsztatów. Nie tylko po to, by spróbować jak najwięcej form i rozwiązań scenicznych, chociaż to też, ale przede wszystkim po to, żeby mieć okazję pracować z moimi przyjaciółmi. I tego życzę wam wszystkim w przyszłym roku – pięknych wspomnień z pięknymi ludźmi.



środa, 28 grudnia 2022

Jan Wojciechowski SKY - Spełnione podróże

 


Jestem w samolocie. Czyli co, moje marzenie wreszcie się spełniło? Lecę samodzielnie do Wielkiej Brytanii. A tam? Na pewno czeka na mnie niejedna przygoda. Pełen zniecierpliwienia, strachu i ekscytacji siadam na swoim fotelu. Wreszcie nie muszę się martwić o to, czy przepuszczą mnie z sześcioma pluszakami, paczką maku i podejrzanie małą ilością ubrań (na szczęście przyczepili się tylko do tego, że nie zdjąłem naszyjników podczas kontroli), gdzie schować bagaż niemieszczący się pod fotelem przede mną (odpowiedź brzmi- w luku bagażowym nad miejscem 18E, bo tylko tam jest jeszcze trochę wolnej przestrzeni) i czy w ogóle zdążę na lot (miałem tylko 10 minut zapasu, ale udało się). 


Nareszcie mam chwilę, wdech, wydech, zaczynam wspominać. Najpierw o poprzedniej podróży do Londynu i okolic, potem do innych tegorocznych podróży, bez których ta zapewne by się nie odbyła. W tym roku uczestniczyłem zarówno w zimowisku, jak i w obozie letnim. Młodszym Ogniskowiczom mógłbym godzinami opowiadać, dlaczego warto jeździć na obozy. Choć jeszcze w poprzednie wakacje sam byłem tym, który na myśl o wyjeździe gdzieś samemu miał pęd myśli o wszystkim, co może pójść źle. Co się zmieniło? Przede wszystkim nadeszła potrzeba zrobienia warsztatu. Bo trzeba się wyrobić i pokazać już reszcie Ogniska co się umie. A jak się nie umie? To trudno! Nie od razu Rzym zbudowano, a większość Ogniskowiczów powie, że ich pierwszy warsztat był do bani. Bo pierwszy to zawsze taka próba. Więc tym co się wahają, czy robić pierwszy warsztat czy nie, mogę powiedzieć- róbcie! Bo to najlepszy test na kreatywność, zdolność pracy w grupie i działania pod presją czasu, a przy okazji jaka frajda! O ile tylko będzie się pamiętało, że słaby warsztat to nie koniec świata tylko okazja do nauki i rozwoju. No ale koniec o warsztatach, żebyście nie pomyśleli, że to clou programu ogniskowych wyjazdów. Przecież są jeszcze zajęcia z instruktorami, przygotowywanie niespodzianek oraz tych znienawidzonych (lecz jak potrzebnych!) inwencji. Tym wydarzeniom zawdzięczam dziś najwięcej. Bo co nauczy mnie organizacji w grupie bardziej niż sześć nastolatek biegających i pytających o to, kto widział taśmę klejącą, w którym kręgu piekła ludzie siedzą bezczynnie na krzesłach i czy szpilkami uda się przyczepić płachtę do drzewa - wszystko naraz oczywiście. Teraz doceniam też komentarze instruktorek. Te od razu adekwatne, jak gdy Marta Szlasa-Rokicka ćwiczyła z nami poprawną wymowę, i te z początku absurdalne, jak komentarz pani Ani skierowany w moją stronę w czwartek trzeciego lutego między śniadaniem a obiadem, że głośno tupię przechodząc obok pokoju numer 12. Mam wrażenie, że teraz chodzę z większą gracją. Przede wszystkim myślę jednak o wszystkich Ogniskowiczach, którzy byli ze mną na obu tych wyjazdach. O godzinach współpracy i o efektach, których nie powstydziłyby się niektóre warszawskie teatry. Te wszystkie występy dały mi niezłego kopa wiary w siebie i w moje pomysły. Bo nic nie motywuje do tworzenia dalej jak omówienie warsztatu, sztuki czy niespodzianki, gdzie pytania, rozważania, komplementy i krytyczne uwagi padają szybciej niż zgłoszenia po papier techniczny formatu A3. Rozmyślanie nad tym, co stworzyli inni, tak samo motywuje i, co dla mnie ważniejsze, daje wiarę w drugiego człowieka. W to, że ludziom się chce działać, że mają potrzebę opowiedzenia innym czegoś ważnego i umieją zrobić to mądrze. A gdzie, jak nie w Ognisku, miejscu dla wielu, jak nie wszystkich z nas, najbezpieczniejszym do dzielenia się wszelkimi wrażliwościami? Na koniec zostawiam chyba najważniejszą dla mnie rzecz, szczególnie dla mnie-tego już mniej zagubionego pasażera samolotu. Oba wyjazdy dały mi niezwykłą dawkę samodzielności, od której tak stroniłem w zeszłe wakacje i bez której na pewno nie siedziałbym teraz pomiędzy dwoma paniami popijającymi herbatę i czytającymi książki o wychowaniu młodzieży. Tydzień lub dwa spędzone bez rodziców to już coś! A do tego potrzeba samoorganizacji, rozplanowania sobie dnia, żeby zmieścić próby do warsztatów, trzy supersmaczne wilgowe posiłki, zajęcia instruktorskie, przygotowanie niespodzianki z grupą i jeszcze jakiś quiz o polskich artystach i ich nazwiskach. Robi się dużo, więc myśleć też trzeba dużo, ale to też umiejętność do wyćwiczenia. A jak coś się nie uda to mówi się trudno, naprawia się szkody i idzie się dalej. Bo to Ognisko. I choć mi też się trochę dostało, to cieszę się, że za niepoinformowanie obozowiczów o planie ostatniego dnia i słabe przebranie za królową Elżbietę II niż za, powiedzmy, nie przyniesienie jakichś ważnych dokumentów albo zgubienie się na stacji Tottenham Hale. Z obozu zostają nie tylko niedojedzone przekąski, zrobione przez nas maski, nagrania. To przede wszystkim zmiany w nas, w środku. I życzę wszystkim Ogniskowiczom, tym, którzy wkrótce jadą na zimowisko i tym, co pojadą na każdy kolejny obóz, oby zmiany te zostały w nas jak najdłużej.




piątek, 7 października 2022

Tymon Voss - Mamo, to nie kółko

 


Zrobię o tym warsztat. Jest to stwierdzenie, które w Ognisku słyszy się codziennie. Co prawda zazwyczaj jest to raczej żartobliwe, ale jednak ten jeden na dziesięć czy dwadzieścia razy rzeczywiście się ma to na myśli. A czasem nawet się uda zrobić ten warsztat. Stwierdziłem, że to o tym będzie mój wpis. Po krótszym zastanowieniu stwierdziłem, że jednak otworzę ten wpis pewną historią, a potem od niej zgrabnie przejdę do dogłębnej analizy, którą to nazwę „A czymże właściwie jest to Ognisko?” (ta zmiana planów odzwierciedla robienie warsztatu). Pora zacząć.

Na wstępie pragnę zaznaczyć, że ta historia wydarzyła się już prawie 5 lat temu. Mam bowiem na myśli moje pierwsze zajęcia. Wstałem tego dnia o godzinie 8:30, aby o godzinie 9:30 móc spokojnie wyjść z domu. Dojechałem około 10:05. Miałem jeszcze sporo czasu. Usiadłem więc na krześle i czekałem na resztę. W miarę jak przychodzili, witałem się z nimi, przedstawiałem. Potem były zajęcia z Mateuszem (który wtedy z mojej perspektywy był „proszę panem”) i zajęcia z Kamilą (która wtedy dla mnie była „proszę panią”). Zabawa była przednia. Gdy odebrała mnie po wszystkim moja mama, spytała się mnie jak było i co robiliśmy. Na co odpowiedziałem „fajnie” i „takie fajne małe scenki”. Teraz gdy o tym myślę, zastanawiam się czy właśnie Ognisko nie jest tym, takimi małymi fajnymi scenkami. Ktoś by się uparł, że przecież to więcej, a ja powiem najwyżej, że są jeszcze takie duże bardzo fajne sceny i kilka takich innych form. Ogólnie podzieliłbym mniej więcej 80% takie fajne małe scenki, 15% takie bardzo fajne duże sceny, a pozostałe 5% to takie inne rzeczy. Czy więc w Ognisku najważniejsze jest te 5%? Nie, jej waga jest proporcjonalna do ilości. A więc co jest w tym Ognisku, że jest ono dla mnie takie ważne? Że jest dla mnie praktycznie całym życiem? Że nie jest tylko tą „szkołą aktorską”, co często słyszę? Tutaj nasuwa się pytanie „CZYMŻE WŁAŚCIWIE JEST TO OGNISKO”? Moja odpowiedź, to nie wiem. Tylko że za każdym razem jak mówię „nie wiem”, przypomina mi się pani Ania, która kiedyś nam powiedziała, żeby nigdy nie mówić „nie wiem” (jeśli pytanie nie dotyczy wiedzy). Z tego powodu muszę się chwilę zastanowić.

 


Wracam. Ognisko to w 80% takie małe scenki, w 15% takie duże sceny, a w pozostałych 5% takimi innymi rzeczami. Czyli podsumowując całe 100%, Ognisko to sztuka. Wyrażanie siebie. Odwaga. Wsparcie. Zrozumienie. A gdyby tak jeszcze raz podsumować, Ognisko to piękno, szczęście i przyjaźń. A gdyby tak jeszcze raz to zsumować, no to Ognisko, to po prostu Ognisko. I to jest piękne. To, że nie boimy się pokazać naszego prawdziwego „ja” i manifestować swoją wrażliwość. To, że nie boimy się płakać, kiedy czujemy, że chcemy. To, że zawsze wiemy, że gdy coś się stanie, cokolwiek, nawet coś tak dramatycznego jak to, że warsztat nie wypali, dostaniemy całe wsparcie świata i jeszcze więcej. To, że wystarczają nam dwa śpiwory, dwie maty i dwie latarki do zrobienia warsztatu stawiającego pytania kluczowe dla egzystencjalizmu i problematyki zmiany. To, że dla ukazania natury człowieka dobrego i natury człowieka biernego potrzebujemy jedynie żelazka i okna. To, że póki mamy kreatywność i chęci, możemy zrobić w Ognisku wszystko co tylko chcemy. I gdy odbierałem dyplom i pomyślałem o tym wszystkim, czego mnie Ognisko nauczyło, zrozumiałem, że nie potrafię tego pojąć. Jest tego po prostu za dużo. Dziękuję za Ognisko!

 


 

 

czwartek, 6 października 2022

Benedykt Chromiński - Świadectwo istnienia

 


Zmiany

Jadąc autobusem, zastanawiam się nad zmianą jaka zaszła we mnie w latach 2016 - 2022. Wygląd bez zmian. Tak ja przynajmniej uważam. Takie wyrośnięte dziecko z brakiem magnezu pod oczami. Zmiana w życiu dość typowa. Jakieś studia, jakaś praca, jakieś zyski. Bardziej mnie to męczy niż fascynuje.

Zmiana postrzegania świata i tego, co można nazwać świadomością jest na pewno pośrednią lub bezpośrednią zasługą Ogniska. Najprostrze spojrzenie na otaczającą nas rzeczywistość zmienia się w moje własne ,,świadectwo istnienia". Takie myślenie pozostanie ze mną do końca. Ten krótki wpis chciałbym skończyć pożegnaniem i najszczerszymi podziękowaniami. Autobus podjeżdża na przystanek, wychodzę z walizką pełną łatwo przenośnych myśli. 

Czekam na kolejne.

poniedziałek, 3 października 2022

Julia Czostkiewicz - Życiowa decyzja

 



Dołączyłam do Ogniska w 2019 roku, miałam tę szansę być na ostatnim (przed dwoma latami pandemii) rozpoczęciu roku. Na pierwsze przesłuchanie przyszłam mając 12 lat, ale nie byłam jeszcze gotowa, żeby wejść w tę ogniskową atmosferę. Zrezygnowałam z tej możliwości, przez bariery, które wtedy w sobie miałam. Wiem, że wszystko dzieje się po coś, więc po prostu tak miało być. Jednak czułam, że ciągnie mnie do środowiska, w którym znajdują się ludzie sztuki i kultury. Widziałam, że zachowanie osób, którymi wcześniej się otaczałam, nie było wartościowe. Mimo to, chęć akceptacji wychodziła na pierwszy plan. Gdzieś mimo wszystko wiedziałam, że różnię się od nich, że mam wrażliwość, której nie chcę już dłużej tłumić, nie chcę usprawiedliwiać swoich emocji, nie chcę zakrywać łez. Gdy skończyłam podstawówkę stwierdziłam, że jestem gotowa, żeby wejść w coś nowego, bo w końcu ,,Każdy koniec daje szansę na nowy początek”. To właśnie dzięki słowom Pani Ani i atmosferze, którą tworzyli Ogniskowicze na rozpoczęciu, poczułam, że chcę być częścią tego miejsca.         

Nie otworzyłabym się prawdopodobnie nigdzie indziej. Ognisko dało i wciąż daje mi do tego przestrzeń. Każdy ma swoje indywidualne marzenia, cele, frustracje, ale łącząc się tworzymy wspólnotę, która razem tworzy wspomnienia, przeżywa radość, płacze na zakończenie obozu przy ostatnim śpiewanym hymnie. Jestem wdzięczna za każdy polecony film, za każdą poleconą książkę, za każdy pokazany obraz, za każde zadanie, za każde słowo wsparcia, za każdą spotkaną osobę i wyjścia do teatru (zawsze jest taki wyjątkowy klimat przed wejściem z nowo poznanymi osobami na spektakl). Dzięki ,,przypadkowym” rozmowom i spotkaniom postanowiłam między innymi zrobić warsztaty, które wiele mnie nauczyły. Przede wszystkim tego, że choćby wszystko było na nie, jest z tego ,,kreatywne wyjście”, a także ludzie, którzy dadzą ci kawę o 3 nad ranem i pomogą swoją otwartą głową na pomysły i ambicją znaleźć rozwiązanie. Zrozumiałam, że posiadanie własnych poglądów, własnego zdania, a nawet ŻYCIA jest znacznie bardziej wartościowe niż podążanie za zbiorowością (szarą zmechanizowaną masą).      



Patrząc 3 lata temu na wręczanie dyplomów, nie sądziłam, że znajdę się na miejscu tych osób. Teraz jednak odebrałam dyplom na pierwszym (po dwóch latach pandemii) rozpoczęciu i zarazem zakończeniu roku. Znów usłyszałam te wartościowe słowa Pani Ani i zrozumiałam, że bycie częścią tego miejsca to była jedna z lepszych decyzji w moim życiu. Pozmieniało się w tym świecie przez ten czas, pozmieniało się we mnie i jestem za to wdzięczna.  Mam nadzieję, że kiedyś spotkamy się jeszcze na szlaku. Przygodo trwaj dalej, gdzieś tam…