niedziela, 20 sierpnia 2023

Mira Skarżyńska - Co w duszy gra

 


Witam wszystkich drogich przybyłych. Czy z daleka czy nie, czy z przypadku czy z pełnej trzeźwości umysłu – witam. Jest to mój pierwszy wpis na bloga, nie bez przyczyny. Zawsze czułam, że nie liczy się to, czy napiszę te parę słów, czy dorzucę moje trzy grosze. Byłam pewna, że jedynie powielę tylko sentencje i myśli wypowiadane tysiąc razy. Jednak jestem, piszę. Bez myśli-intruzów, które zaczną doszukiwać się bezsensu w sensie. Choć wyzwoliłam się od tych tworów, chyba nie wyzwolę się od frazesu i truizmu (z racji, że są to mocne określenia, autorka prosi o traktowanie ich pół żartem, pół serio) – historii dołączenia do Ogniska. Jednak, jako że nie jest to część najważniejsza i meritum tego co chcę opowiedzieć, określę to w dwóch słowach – przez przypadek. Przypadek jakich mało. Przypadek, który stał się tak dużą częścią mnie, sposobu w jaki postrzegam i kocham świat. Na mojej tegorocznej fuksówce powiedziałam, że nie wiem kim byłabym gdyby nie Ognisko i że wręcz nie chcę wiedzieć. Powiedziałam także, że chcę powiedzieć dużo. Więc to zrobię.  

Sztukę sztuki nauczyłam się tu. Ale czym jest określenie „tu”? Przestrzenią fizyczną? Może metafizyczną? Może osobami, które spotkałam na tej drodze? A może nie rozdzielajmy tego? Może przyznajmy, że Ognisko to roztwór tego co wyżej opisane, ale i czynników i wartości, na które nasz ludzki język jeszcze nie odnalazł nomenklatury.  

Odnalazłam siebie. Tak brzmiałby tytuł mojego manifestu Ogniskowicza. Teraz przechodzę przez przepaść. Przechodzę przez nią od osiemnastu lat. Idę po linie na drugi koniec, jak każdy człowiek chodzący po tej planecie. Etapami. Każdy jej fragment opisać można innym kolorem. Po ostatnich dwóch tygodniach uświadomiłam sobie, że teraz stoję na pewnego rodzaju rozstaju. Jak przy każdej decyzji. Przede mną rozciągają się dwie drogi – kontynuacja lub zakończenie mojej przygody z Ogniskiem. Co zrobię? Nie wiem. Już w tym momencie stwierdzić mogę, że ten wpis będzie moją sanacją w doskwierającym poczuciu powinności podjęcia tej decyzji, a być może jest to „Testament mój” (bo Słowacki wielkim poetą był). 

Ogromną częścią doświadczenia ogniskowego jest Wilga. Tu znowu, i ta Wilga o określonych współrzędnych geograficznych, jak i ta która jest dla nas przeżyciem, doświadczeniem. Wilga jest dla mnie miejscem trudnym. Muszę to przyznać. Mętlik w głowie, ogrom pracy, zmęczenie. Stale krążące po mojej głowie pytania - czy na pewno? czy to wystarczy? Czy Ty wystarczasz? – tu powracają ze zdwojoną siłą. Zwłaszcza obserwując osiągnięcia innych, ich genialne pomysły, ich postęp, ich wiedzę, ich talent. Chodzę po ośrodku, gdy sztuka dzieje się wokół mnie i myślę, czy to na pewno miejsce w którym powinnam być…  Ale czy to ważne? Zawsze powodem takiego postrzegania świata i samej siebie byli u mnie inni ludzie. Ale czy tak być powinno? Ja chcę tu być. Czuję potrzebę wchłaniania wszystkich wartości, których nauczyć się mogłam tylko tu. Ja chcę przeżywać to wszystko. Potrzebuję tego. Nigdy nie mówiłam o tych odczuciach tak otwarcie. Nie mogłam. Zawsze przykrywałam to żartem z dziedziny filozofii, czy rozmową o ideach. Teraz czuję, że nie mam ku temu przeszkód, że potrzebuję to wypowiedzieć. Cóż to byłby za „testament”, gdybym nie pisała wszystkiego co mi w duszy gra? Jednak czy jest to testament? Może manifest? (Oba pisane z małej litery, semantycznie odchodzące od znanych powszechnie ich kategorii i kategoryzacji). Na pewno są to refleksje. Być może nudne. Tak też je zawsze odbierałam. Toteż, nawet gdy nie chciałam, moje warsztaty odbiegały od wewnętrznych konstatacji nad własnymi odczuciami. Nie wiem czy jest to zakończenie, czy moje rozliczenie się z samą sobą. Czymś na pewno te słowa są, na pewno dla mnie samej. Na pewno czymś ważnym, jak Ognisko i Wilga i wszystko co idzie z nimi w parze.  

Kończę też bez puenty. Na puentę dalej czekam. Nie stawiam kropki, bo nie chcę. Bo jeszcze nie pora 

 

 

 

sobota, 19 sierpnia 2023

Sky Jan Wojciechowski - Botticelli, Meksyk, Juliusz Słowacki, kubizm i 201



Wydarzyło się. Ewenement na F zakończony sukcesem. Wreszcie mogę nazywać siebie pełnoprawnym członkiem Koła Miłośników Teatru. Cały ten obóz był dla mnie przede wszystkim wielką próbą. Nie tylko taką przed występem (choć i te bardzo cenię i dużo z nich czerpię) ale przede wszystkim sprawdzeniem się w różnych wymagających rolach. Byłem komendantką tego obozu, co wiązało się z natłokiem wyzwań natury organizacyjnej. Patrząc na zadowolenie innych, poszło mi chyba nie najgorzej. Dało mi to również przestrzeń do prawdziwej, znaczącej pomocy innym Ogniskowiczom. Czułem się potrzebna. Uśmiechy na twarzach innych, gdy dostali ode mnie radę, potrzebną informację albo herbatkę malinową były największą nagrodą. Kolejnym testem był mój warsztat. Jednak w drugą stronę. Kilka godzin przed premierą podjęliśmy z obsadą decyzję, żeby w końcu go nie wystawiać. Bardzo się cieszę z tej decyzji. Ten warsztat nie był niezbędny, a to co chciałem przez niego przekazać przekazałam w innej formie ❤. I chyba wszyscy są bardzo zadowoleni, że mają po obozie filcową pamiątkę, a nie jeszcze bardziej purpurowe kręgi pod oczami. Wreszcie umiem odpuszczać, to też bardzo ważna zdolność. No i wreszcie przechodzimy do tego ukochanego słowa na F. Wszyscy mnie straszyli, jakie to będzie okropne wyzwanie. Jednak dla mnie była to czysta przyjemność. Coś jak świętowanie osiemnastki - wejście na nowy poziom dojrzałości. Zgranie się w grupie nie było wyzwaniem - już wiele razy pracowaliśmy z Mirą, Hanią i Amelie, więc od razu się zgraliśmy. Wszystkie występy pierwsza klasa. Tu wyzwaniem było aż pięć pytań skierowane w moją stronę. Na szczęście po trzech latach już swoje wiem i moje odpowiedzi padły bez chwili zastanowienia. Na szczęście wszystkie poprawne. Chciałoby się powiedzieć, że reszta to już formalność, ale to nie tak. Każda chwila tamtego wieczoru wsiąkała we mnie i ciągle gdzieś płynie pod skórą. Niech płynie. Chcę czerpać z tych chwil jak najwięcej. Pokochałem pokonywanie przeszkód. Idę w świat z nowo nabytymi zdolnościami. Niech moje serca będą z wami. Nie zapominajmy o sobie nawzajem.




czwartek, 27 lipca 2023

Stanisław Malicki - Co to znaczy „kochać”.

 

„Czym jest miłość? Dziecko nie rań mnie, nie rań mnie.” – Rzekł kiedyś poeta. Na jego pytanie nie byłem dotychczas w stanie znaleźć odpowiedzi, ale też nie powiem, że jakoś usilnie jej szukałem. Wystarczało mi holywoodzkie wytłumaczenie, że miłość to motyle latające w brzuchu. Jak te motyle miały się tam znaleźć? Nie miałem pojęcia i nie przejmowałem się tym. Szedłem przed siebie i z gracją unikałem strzał amora. Jednak od kiedy zacząłem jeździć na obozy skubaniec zaczął trafiać coraz bliżej, aż w końcu mu się udało, o czym zorientowałem się dopiero na ostatnim obozie. Chciałbym uściślić, że nie chodzi mi tutaj o stricte romantyczną miłość, tylko o coś znacznie większego. W przedostatni dzień wyjazdu po wydarzeniu, o którym nie wolno mi wspominać, podszedłem do mojego nowo poznanego przyjaciela, z którym przez ostatnie 2 tygodnie pracowałem razem w grupie. Przeżył właśnie bardzo wycieńczający dzień zarówno fizyczne, psychicznie jak i emocjonalnie. Popatrzyliśmy na siebie po czym on przytulił się do mnie i powiedział, że mnie kocha, a ja bez zawahania odpowiedziałem mu, że ja też. Staliśmy tak w milczeniu okazjonalnie przerywam pociągnięciem nosa i chyba właśnie wtedy zrozumiałem, co to znaczy kochać drugiego człowieka. Odpowiedź na pytanie znalazła mnie.

Jestem więc w stanie powiedzieć już całkowicie świadomie, że kocham was wszystkich! Przez cały obóz razem myśleliśmy, śmialiśmy się, płakaliśmy, biegaliśmy wokół ośrodka do muzyki i na chwilę zapomniałem o świecie poza Wilgą. Najważniejsi byliście dla mnie wy. Chciałem, żeby te chwile z wami się nie kończyły, chciałem, żebyście czuli się bezpiecznie i chciałem, żebyście się cieszyli. Czułem, że mam u was nieskończone wsparcie i chciałem odwdzięczyć się tym samym. Ufałem każdemu z was bezgranicznie i byłem ciekaw każdego, nawet najmniejszego artystycznego wybryku waszego autorstwa. Byliśmy wyrozumiałą wspólnotą emanującą empatią i odważną wrażliwością. Nikt nie wstydził się rozmawiać o emocjach i rozwiązywać pokojowo problemy. Byłem z wami szczerze szczęśliwy, a na wypowiedzenie (czy napisanie ) takich słów rzadko przydarza się okazja. Nawet czasami czułem te nieszczęsne motyle. Chyba właśnie o to wszystko chodzi w miłości. Co prawda to pierwszy raz kiedy w ogóle postanowiłem opisać to uczucie, więc mogę się mylić, ale czym by ono nie było, wydaje mi się piękne, a każdy kto był choć raz na obozie wie o czym mówię.

Niestety, zauważyłem jego znaczący brak poza Wilgą. Pełno jest natomiast jego odwrotności – nienawiści, szyderstwa, skrytości i pogardy dla drugiego człowieka. Chyba dlatego powrót z obozu jest dla nas taki ciężki. Musimy z naszego błogiego świata ogniskowej miłości z powrotem dostosować się do bezwzględnej rzeczywistości. Przydałoby się ją jakoś zmienić.

 


poniedziałek, 24 lipca 2023

Maria Nikonowicz - Nie, nie jestem w domu, bo nie ma mnie w Wildze

 

Jak tu wytrzymać po powrocie? Pierwszy poranek bez „Za co kochasz kobiety?”, przykładania głośnika do ucha i wołania na kolację zamiast śniadania uderza inaczej. Gdzie inwencje, które nigdy nie szły mojemu pokojowi? Gdzie Adam, który nazwie moje łóżko Karpatami? A przede wszystkim gdzie hymn? Jak tak można!? Nie można.

Wczoraj dobiegł końca mój pierwszy obóz w Ognisku i dziś dopiero odkryłam co oznacza szara rzeczywistość. Zwykłe czynności nigdy nie były TAK BARDZO wyprane z kolorów. Pierwszy raz nie chciałam skądś wracać. Oderwałam się właśnie od czytania, już kolejny raz, wpisów do mojej książki. Nigdy nie pomyślałabym, że w przeciągu 2 tygodni mogłabym poznać przyjaciół, a co dopiero RODZINĘ. Ten obóz był dla mnie najcudowniejszym przeżyciem i zrobiłabym wszystko, aby trwał wiecznie. Pierwszy raz poczułam, że gdzieś jest moje miejsce - odnalazłam je w Ognisku.

W Wildze zostawiłam: bardzo wiele łez - wzruszenia, szczęścia, wyzwolenia, dumy; barierę do mówienia o sobie; jedną słuchawkę, ale nie chcę tam wracać po nią, tylko po wspomnienia, których nikt nie odbierze. Stało się to dla mnie miejscem szczególnym. Miejscem, w którym odkryłam kim chcę być. Nie w kontekście kariery zawodowej, ani jakiegoś małżeństwa. Wiem, że chcę być w Ognisku tak długo, jak tylko będę mogła.

Wilga nie jest tylko miejscem. Wilga to ludzie, dzięki którym poczułam się kochana i których pokochałam. Nie jestem w stanie wyrazić tego, jak bardzo jestem wdzięczna za te cudowne chwile. Gdyby nie ten wyjazd tkwiłabym nadal w bańce własnej traumy i nie umiałabym się z niej wydostać. Nauczyłam się robić wszystko ODWAŻNIEJ. Dziękuje, choć to za mało powiedziane, wszystkim, którzy się do tego przyczynili.



niedziela, 23 lipca 2023

Karolina Jagielak - Ognisko w moim serduszku

 


Minęło osiem lat, odkąd mała dziewczynka przyszła do Ogniska, przerażona, bardzo nieśmiała, do tego stopnia, że praktycznie nic nie mówiła. Ta dziesięcioletnia dziewczynka jest już pełnoletnia i zmieniła się diametralnie. Gdyby ktoś mi powiedział, że Ognisko stanie się dla mnie tak ważną częścią mojego życia nie uwierzyłabym.

Teraz po ośmiu latach zajęć w Ognisku i wielu obozach mogę stwierdzić, że dzięki spotkanym ludziom stoję tu, w tym miejscu i mam siłę oraz motywację by iść dalej. To oni ukształtowali mnie jako człowieka, przekazali mi życiową wiedzę i swoje mądrości. Samo słowo DZIĘKUJĘ nie wystarczy, by powiedzieć jak wdzięczna jestem.

Tegoroczny obóz był pod wieloma względami wyjątkowy. Po ośmiu latach w końcu zrobiłam trzeci warsztat, z którego jestem naprawdę dumna, dlatego w tym miejscu chciałabym podziękować wszystkim ludziom którzy w nim zagrali, bo bez was by nie powstał. 

W momencie, którym piszę minął jeden dzień od końca obozu i nie spodziewałam się jak bardzo będę tęsknić za moją ogniskową rodziną. Gdy pierwszego dnia dowiedziałam się, że zostałam komendantką byłam zarazem zachwycona i przerażona, bo wiedziałam, ile pracy mnie czeka. Jednak z wami to była czysta przyjemność. Wiedziałam, że gdy będę potrzebować z kimś porozmawiać o moich problemach, niepewnościach taka osoba się znajdzie. Staliśmy się jedną wielką rodziną, która była gotowa sobie pomagać. Stworzyłam wiele wspomnień, które zostaną na całe życie. Śmiałam się, płakałam, złościłam, ale zawsze byłam z wami i przy was. Cieszę się, że zostałam tak miło przyjęta mimo tego, że znałam niecałe 10 osób przed rozpoczęciem obozu.

Przedostatni dzień obozu (kto wie ten wie) wywołał we mnie wiele smutku, ponieważ zrozumiałam, że jest to najprawdopodobniej koniec pewnego rozdziału. Nie wiem, co będzie dalej. Skończyłam liceum i czas bowiem na studia, nowy początek, nowe przygody. Kto wie, czy może w przyszłym roku będę chodzić do Ogniska, czy nie, i czy pojadę na kolejny obóz. Jednak wiem jedno, jeśli był to bowiem ostatni obóz i rok, cieszę się, że wyglądał on właśnie tak, bowiem nie zamieniłabym go, ponieważ był idealny, a to wszystko dzięki wam. Kocham was mocno całym moim serduszkiem. Ognisko w głębi mego serduszka na zawsze pozostanie i będzie wielką częścią mnie.



Maja Minor - Druga rodzina

  


Do Ogniska dołączyłam pod koniec kwietnia tego roku, czyli całkiem niedawno. Właściwie już na pierwszych zajęciach poczułam, że to moje miejsce. Gdy dowiedziałam się o możliwości wspólnego wyjazdu na obóz koniecznie chciałam wziąć w nim udział. Miałam w sobie ogromną ciekawość, radość, ekscytację, ale też przychodził stres i niepewność, czy dam radę, bo przecież jeszcze nie zdążyłam poznać całej swojej grupy warsztatowej, tradycji ogniskowych i obozowych.

Czekałam...

Gdy nadszedł dzień wyjazdu z pozytywnym nastawieniem ruszyłam do Wilgi. Na miejscu zobaczyłam mnóstwo nowych twarzy, ale też kilka już mi znanych z zajęć. Jakikolwiek stres, który ze mną przyjechał, rozpłynął się.

A potem już się działo...

Podział na grupy w różnych konfiguracjach, wymyślanie nazwy i jej prezentacja, pokłady kreatywności wybuchające z każdej strony, mnóstwo śmiechu i dobrej zabawy.

Pierwszy dzień, a ja już czułam się jak członek rodziny. Każdy kolejny to nowe wyzwania, zaskakujące zwroty akcji, poznawanie innych Ogniskowiczów z wielu stron i przede wszystkim siebie samej. Tutaj nie trzeba być idealnym. Liczą się pomysły, bycie sobą, chęć współpracy i pozytywne nastawienie. Dla mnie ogromną wartością było poczucie bezpieczeństwa i bycie ważną częścią społeczności, właśnie tak, jak ma to miejsce wśród najbliższych, w rodzinie.

Mnóstwo przeprowadzonych rozmów bardzo zbliżało nas do siebie.

Było wiele słów wsparcia, konstruktywnej krytyki, śmiechu. To wszystko bez nadęcia, uszczypliwości i bez prób ustawiania kogokolwiek w szeregu. Każdy był tu ważny, doceniany, zachęcany i oklaskiwany. Ja również.

Te dwa tygodnie w Wildze, to tworzenie się  bliskich relacji nie tylko z uczestnikami, ale też z instruktorami.

 

W dniu wyjazdu było ogromne wzruszenie, łzy szczęścia i już tęsknoty za ludźmi i klimatem obozu.  Na szczęście świadomość, że od września znów będziemy wspólnie tworzyć, robić burze mózgów, wciągać siebie nawzajem w swoje światy, a potem nadejdzie czas intensywnej i szalonej pracy na zimowisku i obozie, daje siłę i ogromną radość.

 

Ognisko u Machulskich (w tym spotkania pomiędzy zajęciami i wyjazdy wakacyjne), to miejsce, w którym tworzą się niesamowite więzi.

Bardzo potrzebowałam takiego „swojego kąta”, dlatego jestem wdzięczna Pani Ani, instruktorom, których do tej pory poznałam, że mimo bycia wiekiem już „na wylocie” mogłam jeszcze dołączyć do Ogniskowiczów i czerpać pełnymi garściami z tego cudnego miejsca.

 

 

 

 

sobota, 22 kwietnia 2023

Ola Kabala - Pragnąc więcej

 


Jest tak wiele wartości, które Ognisko we mnie zaszczepiło, tak wiele doświadczeń, scen, haseł pamiętam, które są ze mną do dzisiaj i które w ogromnej mierze mnie ukształtowały.

Chciałam napisać, że moja przygoda z Ogniskiem zakończyła się kilkanaście lat temu, żeby nadać pewien kontekst temu tekstowi. Jednak jak to przeczytałam, zdałam sobie sprawę, że takie stwierdzenie byłoby jedną z największych bzdur. Prawdą jest, że kilkanaście lat temu zakończył się mój udział w zajęciach w Ognisku, ale nie przygoda z Ogniskiem, bo tej nigdy się nie kończy. Nawet jeśli nie uczestniczy się aktywnie w Ogniskowym życiu, oddala się od jego centrum, zaczynają pochłaniać Cię zupełnie inne tematy, odnajdujesz nowe pasje, zajmuje Cię już coś zupełnie nowego, to wciąż masz tę niezwykle wibrującą cząsteczkę Ogniska w sobie. Ona zostaje w człowieku już na zawsze. 

Tę wibrującą Ogniskową cząsteczkę można porównać do nowej komórki, która na stale zapisuje się w ciele każdego Ogniskowicza. Ma bardzo wiele barw i nosi w sobie różny ładunek w zależności od tego, w czyim ciele się zapisała. Trochę tak jak jesteśmy różni jako ludzie, tak też każdy otrzymuje i bierze z Ogniska coś innego, coś wyjątkowego i potrzebnego tylko dla siebie.

Wydaje mi się, że to, co jest uniwersalne i mocno wybrzmiewa w tej Ogniskowej cząsteczce zapisanej w nas na zawsze, to niezgoda na przeciętność, mierność, nijakość, bylejakość, lichotę, banalność, płytkość, bezbarwność, średniactwo, nieciekawość, mizerność, bezwartościowość. Bo przecież wiemy, że „bez tej miłości można żyć, mieć serce puste jak orzeszek, malutki los naparstkiem pić”, tylko po co?! I ta niezgoda ma swój unikalny wydźwięk praktycznie w każdym obszarze życia, zarówno w sposobie spędzania wolnego czasu, jak również w relacjach, wyborze książki, filmu, sztuki teatralnej czy nawet swojej ścieżki zawodowej.

Jestem niezwykle wdzięczna, że również ja posiadam tę cząsteczkę a wraz z nią potrzebę szukania, a gdy wciąż czegoś brakuje, to nie poddawania się i jeszcze raz szukania i jak trzeba to dalej szukania. Towarzyszy mi nieustający brak akceptacji na tzw. półśrodki. Jak to w życiu, czasem muszą się pojawić, ale staram się, by nie trwały zbyt długo. Szukanie, szukanie, aż wreszcie po wielu trudach dochodzi do poczucia spełnienia i można krzyczeć wokół całemu światu, że „mam to”! Nareszcie mam to!

Ludzie wokół mają dziwną tendencję podcinania skrzydeł, mówią po co Ci to? I co z tego będziesz mieć? Raczej to dziwne, zdarza im się wyśmiewać pewne pomysły i decyzje, bo nie rozumieją. Pytają, skąd masz energię, żeby jeszcze po pracy i to takiej naprawdę wymagającej, odpowiedzialnej i stresującej jeździć na studia, na kolejne kursy i warsztaty zupełnie niezwiązane z tym, co wykonujesz na co dzień zawodowo. A Ty niejednokrotnie nie masz energii, miewasz momenty zwątpienia, czasem Ci się nie chce, musisz rezygnować z wielu przyjemności, czasem masz też po prostu dosyć, ale wiesz, że najzwyczajniej w świecie potrzebujesz czegoś więcej, bo inaczej uschniesz.

I tak właśnie w wieku 33 lat odnalazłam swoją własną rozwojową i pomocową ścieżkę pracy somatycznej, czyli pogłębiania świadomości ciała m.in. przez pracę z oddechem, improwizację ruchową, relaksację, taniec intuicyjny i kreatywny, ucieleśnianie, ergonomię ruchu. Teraz tą radością, którą można czerpać z ruchu i tańca dzielę się wokoło. Ciało często wie wcześniej niż umysł. Warto nauczyć się go słuchać i być bogatszym o informacje i odczucia czerpane z sygnałów płynących prosto z ciała.

Najciekawsze jest to, że mam takie poczucie, że w spirali mojego życia zatoczył się właśnie jeden z niedomkniętych pięknych kręgów, który wędruje wyżej i wyżej odsłaniając nowe drogi i kolejne zawiłości. Kończę już teraz studia z somatyki w tańcu i terapii na Akademii Muzycznej w Łodzi, ale w ciągu tych dwóch lat niejednokrotnie przypominały mi się zajęcia w Ognisku z niesamowitą Zosią Dowjat, w których miałam niepowtarzalną okazję uczestniczyć. Pamiętam szalone rozgrzewki, gdy poruszał się dosłownie każdy milimetr ciała jednocześnie, oddawanie ciężaru, zabawy ruchowe na kreatywność i zaufanie, pierwsze moje ćwiczenia relaksacyjne, improwizacje ruchowe, w których nie było pojmowania, że coś jest lepsze czy gorsze, wszystko było genialne, bo było własne, autorskie, ciekawe, niepowtarzalne. I te szczere rozmowy i śmiech i luz. Cudowne!

Historie Ogniskowiczów są bardzo różne, wybieramy bardzo różne ścieżki zawodowe, ale w mniejszym lub większym stopniu pozostajemy w kontakcie ze sztuką. I to jest piękne. Miłość do sztuki czy to teatralnej, filmowej, malarskiej, muzycznej, tanecznej pozostaje. Pozostaje radość z czerpania z piękna, brzydoty, kreatywności i szeroko rozumianej kultury. A doświadczenia z improwizacji niejednokrotnie przydają się w codziennym życiu.

            Ściskam wszystkich z mojej dawnej grupy Wieczór Trzech Króli i grup, z którymi spotykaliśmy się na korytarzu i mieliśmy wspólne wydarzenia: Burza, Jak Wam się podoba i Sen nocy letniej oraz wszystkich instruktorów. Wszystkiego dobrego! Przyjemnie było napisać tekst na ogniskowego bloga!