czwartek, 23 lutego 2023

Szymon Karbowy - Nigdy nie przestanę

 


Pierwsze godziny po powrocie z Wilgi są jak gwałtowne przebudzenie ze snu. Krótka chwila, w której znajdujesz się między imaginacją a jawą. Siedzę na łóżku przecierając oczy, a w głębi duszy liczę, że znajomy głos zawoła: Za dwie minuty śniadaanie. Bębniąca w uszach cisza nie jest satysfakcjonującą odpowiedzią. Mijają sekundy, bezczynność staje się coraz bardziej męcząca. Chciałbym, żeby okazało się, że to tylko sen, pojawiła się grupa porządkowa i wyrwała mnie z jego objęć. Po przebudzeniu moim oczom ukazałyby się pomarańczowe firanki pokoju drugiego, w którym spędziłem już dziewięć tygodni swojego życia. Z rozmyślań wyrywa mnie przeczucie, że to gdybanie jest jedynie usprawiedliwieniem braku produktywności. Przecież wyobraźnia nie została zamknięta za bramą przy ulicy Saperów. Wręcz przeciwnie, pobyt w Wildze dał mi szanse na eksponowanie jej w najbezpieczniejszym środowisku. W niepowtarzalnej atmosferze zaufania, która pozwoliła mi pogłębić więź z otoczeniem, jak i z samym sobą. Po tym tygodniu w Wildze czuję, że znów rozwinąłem swoje wewnętrzne skrzydła. Tym bardziej nie chcę teraz popaść w apatię. Myślę o chmurze kreatywności unoszącej się nad pokojami podczas tworzenia inwencji, o panice na krótko przed wystawieniem warsztatu zwieńczonej wyjściem na scenę. Potrzebuję substytutu, czegoś co da mi chociaż namiastkę tego stanu. Tego niewymuszonego momentu kreatywności pośród ludzi, którzy są mi tak bliscy. I chociaż nie ma ich teraz przy mnie, wiem, że nie zmieniło się jedno: chcę dalej przez sztukę kształtować siebie i swoje środowisko. Napiszę o tym na bloga – myślę sobie.

Zrywam się z materaca i dopadam do komputera. Włączam muzykę, zaczynam pisać. Liczę na poczucie charakterystycznego zaciśnięcia klatki piersiowej. Oddaje się melancholii w nadziei, że pokieruje moimi palcami wystukującymi na klawiszach myśli. Chciałbym przelać całą moją wdzięczność na pusty dokument.

Rozpoczynam zdanie. Zaraz kasuję i zaczynam od nowa. Nie chcę wypychać chaotycznych przemyśleń na światło dzienne. Daję sobie czas.

Pamiętam dobrze mój pierwszy dzień w Wildze. Trzynastoletniego mnie stojącego po raz pierwszy przed bramą ośrodka. Uczucie lekkiego oszołomienia, jakby wszystko nagle przyspieszyło. To było nowe, ale bardzo intrygujące uczucie. Pierwsza inwencja, pierwsze dwa wykrzykniki. Pierwsza rola w warsztacie. Pierwsze przyjacielskie rozmowy ze starszymi ludźmi (co dla trzynastoletniego mnie było wcześniej nie do pomyślenia).

Tak wiele się wydarzyło przez tamte dwa tygodnie, ale przez cały czas czułem się poprowadzony i bezpieczny. Nie było wywyższania się, dokuczania, kolonijnego wrzasku, jazgotu. Była sztuka i ludzie, którzy chcieli ją tworzyć. Wtedy poczułem po raz pierwszy, że właśnie odnalazłem swoje miejsce i do dzisiaj utwierdzam się w tym przekonaniu. Czas mijał, a Ognisko wciąż było w moim życiu. Dawało przestrzeń na rozwój, kształtowało umiejętność odnalezienia koloru pośród wszechobecnej nijakości.  Kolejne wyjazdy, kolejne doświadczenia. Wszystko to budowało mój charakter. Takiego miejsca bardzo w tamtym czasie potrzebowałem.

Zerkam na książki z wpisami. Zawsze i obowiązkowo na widoku. Gdy mój wzrok się na nich zatrzymuje wracają do mnie wszystkie wieczory spędzone na wymyślaniu niespodzianek, euforia po zdobyciu pierwszych czterech wykrzykników, rozmowy, te ważne i te zupełnie błahe. Krytyka, zawsze konstruktywna. Ludzie, to przede wszystkim. Bo Ognisko zaczyna się i kończy na ludziach. Tutaj nasuwa mi się puenta. Taka sama jak niemal rok temu w moim pierwszym wpisie.

Jestem wdzięczny za to, że mogę się od nich uczyć.

I nigdy nie przestanę być.

 

 

środa, 22 lutego 2023

Filip Pardyak - Wdzięczność za szczęście





 


W swoich nierozpakowanych jeszcze bagażach z Zimowiska mam scenariusze warsztatów, dwa razy więcej książek, niż ze sobą zabrałem, czy rozrzucone elementy scenografii z własnego warsztatu. Za szybko nie zabiorę się za wyjęcie tych akcesoriów z walizek. Teraz zajmę się rozpakowywaniem przeżyć i doznań z tego wilżańskiego tygodnia. Ognisko stało się dla mnie miejscem jedynym tak wyjątkowym na świecie. Jadąc tu, pomimo stresu związanego z przygotowaniem do warsztatu, wiedziałem, na co mogę czekać. Na tak dużą ilość wsparcia, dobrego słowa oraz twórczego działania. Dostaję artystyczną wiedzę, siłę do rozwoju i pracy. To niezwykle budujące mieć przy sobie ludzi, z którymi mogę się kształcić, żartować, tworzyć, ale i rozmyślać o życiu. Słowem, które może to opisać jest WDZIĘCZNOŚĆ - za wszystko, co dostaję, i mam nadzieję oddaje innym. Istnieje jeszcze miejsce, gdzie docenia się indywidualność, pracowitość i ambitne podejście do życia. A może nawet nie miejsce, ale ludzie, którzy to miejsce tworzą. Jestem wdzięczny za rozmowy, poważne i trochę mniej, bo to one pozwalają mi dostrzegać inny obraz świata i życia. Czy istnieją słowa, którymi mogę opisać stan swojego takiego rozwoju w ciągu tygodnia? Postaram się je znaleźć, aby upamiętnić te wyjątkowe na przyszłość momenty. Najbardziej jestem wdzięczny za mój warsztat - za taką obsadę, która nie przychodziła na próby ze znudzeniem, czy niechęcią. Gdy się spotykaliśmy, wiedziałem, że razem możemy stworzyć teatr o jakim marzę. To ci ludzie przetworzyli moje niekonwencjonalne i dziwne idee w całość, która tak pięknie się skomponowała w prawdziwy spektakl teatralny. Bo Moi Kochani, to nie był warsztat, a prawdziwy spektakl. I to wszystko dzięki waszemu zapałowi, współdziałaniu i odczuwaniu. Czuję, że wspólnie uczyliśmy się od siebie, a efekty zostają z nami. Każdy z trzech warsztatów, w których zagrałem dały mi sporo lekcji życia. Lekcje pokory, otwarcia, współpracy i tworzenia pod presją czasu. Kreatywna przygoda z ludźmi z pasją, obcowanie z ich wrażliwością i ,,wchodzenie im do głowy” - czego chcieć więcej? Uwielbiam momenty, gdy ktoś opowiada o swojej wizji artystycznej, o tym, po co coś stworzyć oraz co nam to daje. I w każdym z tych projektów to dostałem. Mogę przekazać moją wdzięczność za tych ludzi, za ich piękne umysły i za ich chęć pracy. A szczególnie przekazuję moją wdzięczność za Ognisko gdzie mogę być każdym. Bo według Witkacego: „Och! Co za szczęście! Co za rozkosz! Nie wiedzieć, kim się jest – być wszystkim!!!”


wtorek, 21 lutego 2023

Inga Mielnik - Odkrywanie odkrytej pasji

 

 

W Ognisku przychodzi taki moment kiedy wiesz, że to czas pobawić się w reżysera i wystawić pierwszy warsztat, pomimo wahań i poczucia, że może nie jest się jeszcze gotowym. Chcę dziś opowiedzieć o tym, czego nauczyłam się podczas robienia pierwszego warsztatu, o całym procesie tworzenia sztuki oraz być może zainspirować tych bojących się robienia warsztatu do działań. Podjęcie decyzji, o czym warsztat miałby być czy na podstawie tekstu, czy jednak nie, a w ogóle, co chce się przekazać widowni jest pierwszym trudnym krokiem. Bo to od tego zależy dalsza praca, podczas której później niełatwo będzie zmienić tor rozważań i cały koncept warsztatu. Zdecydowałam się na optymalną adaptację jednej z moich ulubionych książek, bo zawsze było moim marzeniem, by ją wystawić. Napisanie na jej podstawie scenariusza było wyzwaniem, ponieważ widownia bez wcześniejszej znajomości tekstu i przy wielu ukróceniach fabularnych musiała zrozumieć co i dlaczego się dzieje na scenie. W dodatku zawarcie musicalowych elementów na scenie w Ognisku TEATRALNYM i spotkanie się z pozytywnymi reakcjami pokazało mi, że bez obaw mogę wyrażać wszystkie swoje pasje w Ognisku. W teatrze przy przedstawieniu pracuje mnóstwo osób - każdy zna się na czymś innym, dzięki czemu da się osiągnąć upragniony przez reżysera efekt łącząc ich pracę w jedno. Przy robieniu ogniskowego warsztatu pracowałam sama i zdałam sobie sprawę, jak wiele jest do zrobienia, zorganizowania, uzgodnienia. Światło, muzyka, ruch sceniczny, kostiumy, dobranie obsady i miejsca wystawienia, zrobienie plakatu czy już ogólna organizacja prób to elementy zdane na reżysera i tworzące presję. Dlatego tak ważne jest zabranie się za cały proces na tyle wcześnie, by nie robić warsztatu kilka dni przed wystawieniem i nie stresować się efektem. Jednym z ważniejszych elementów jest dobranie obsady. Bo ważne są ich umiejętności, predyspozycje, ich „stan czasowy” na zimowisku oraz to, czy będzie się z nimi odpowiednio pracowało na poziomie reżyser-aktor. Jedną rzeczą, której nie wiedziałam, że umiem zrobić, to wydobycie z aktora nowej odsłony postaci oraz danie mu pojęcia o tym, co może grać i że jego umiejętności nie mają granic. Wspomnienia z każdej z prób, ale i samego momentu wystawienia zostaną ze mną na zawsze, bo w większości to właśnie obsada mi je zapewniła. Pracowanie z Amelie, Karolem i Guciem było bardzo budujące i zdecydowanie zachęciło mnie do myślenia nad kolejnymi warsztatami również ze względu na pracę z ludźmi. Bo to ludzie tworzą przedstawienie, a relacje z nimi i ich zaangażowanie w twój projekt dopiero nadają mu tak wielkiej ważności emocjonalnej. Lecz praca z aktorami nie zawsze jest prosta, ważne są jednoczesne wymagania od obsady, konstruktywna krytyka i zachęcanie do dalszej pracy, niełatwe do zbalansowania. Dostanie nagrody za najlepszy debiut warsztatowy na zimowisku było jeszcze większym umocnieniem mnie w przekonaniu, że dopracowanie szczegółów, intensywna praca, a przede wszystkim wiara we własne pomysły są kluczami do każdego sukcesu 🙂

poniedziałek, 20 lutego 2023

Stanisław Malicki - Wolę z wami układać puzzle

 


 „Melduje obóz w gotowości” – Pierwszy raz usłyszałem te słowa na obozie letnim w 2019 roku. Miałem wtedy z 15 lat. Nie pamiętam kto wtedy był komendantem ale pamiętam jakie wywarł na mnie wrażenie. Wydawał mi się być mistrzem Ogniskowiczów, który ma wszystko pod kontrolą. Wywoływał reprezentantów grup, rozmawiał z instruktorami, zapisywał punktację za inwencje i niespodzianki. Jakiż on musiał być odpowiedzialny! Onieśmielała mnie ta jego pewność siebie. Zastanawiałem się skąd on ją czerpie. W ogóle dużo ludzi na tym obozie zachowywało się tak jak komendant. Każdy rozmawiał z każdym, każdy chętnie pomagał, każdy miał jakiś pomysł. Nie wiedziałem wcześniej, że tak się da. Nagle jakiś dwóch panów na porannym apelu puszcza swoją autorską audycję radiową, w której nawiązują do inside joke-ów, których nie znam. Nagle przyjeżdża jakiś typ, o którym nonszalancko mówią, że gra w serialu, co dla mnie było wtedy największym marzeniem. To wszystko było dla mnie ogromnym szokiem. Po jakimś czasie powoli zacząłem się dostosowywać. Czułem się jakbym odkrył nowy magiczny kraj i teraz próbuje zaprzyjaźnić się z jego tubylcami. Zacząłem poznawać ich imiona i ich tradycję. Czasami nawet pomagałem im w niektórych rzeczach, a oni uczyli mnie swojego języka. Opowiadali mi śmieszne historie z ich przeszłości. Byłem trochę spłoszony, ale podobało mi się to. Bardzo długo patrzyłem na nich jak na moich mentorów, bogów artystycznych, tytanów kreatywności. Sądziłem, że nie dorastam im do pięt (haha) i że nigdy nie będę tacy jak oni, a co dopiero jak pan komendant. „Melduje obóz w gotowości” – Pierwszy raz wypowiedziałem te słowa w 2023 roku na zimowisku. Miałem wtedy 18 lat, byłem po maturze i na studiach prawniczych. Zaczynał się mój ostatni rok w Ognisku. Tubylcy zniknęli, a raczej ja stałem się tubylcem. Nim się obejrzałem, a już mieszkałem w tym kraju, a ich kultura i zwyczaje stały się moją kulturą i moimi zwyczajami. Teraz ja uczyłem nowych przybyszów i wcale nie czułem się mistrzem, bogiem ani żadnym tytanem. Byłem sobą. Cały czas tym onieśmielonym chłopakiem, którym razem z Frankiem Mikulskim i resztą pokoju zrobił tę samą inwencję 3 razy, bo myśleliśmy, że instruktorzy się nie połapią. Mimo to stałem tam gdzie wcześniej stał komendant i zrozumiałem, skąd brała się ta jego pewność siebie. Opiera się ona na zaufaniu. Na poczuciu bezpieczeństwa, na traktowaniu Ogniska jak rodziny. W 2019 roku bałem się porozmawiać z instruktorkami i traktowałem je jak nauczycielki, a teraz mógłbym z nimi pogadać nawet o hot plotach, bo traktuję je jak przyjaciółki. Czuję się w Ognisku wolny, i na początku mnie ta wolność przerażała. Zrozumiałe. Wiem też, że będąc komendantem daję innym jakiś wzór do naśladowania. Przeraża mnie to, ale mam nadzieję, że dobrze mi idzie. Jeśli natomiast miałbym przekazać jedną myśl innym Ogniskowiczom, to chciałbym żeby brzmiała ona tak: Do bogów układa się modlitwy. Ja natomiast wolę z wami układać puzzle.





niedziela, 19 lutego 2023

Karolina Niewiadomska - O rozumieniu słów kilka

 


Proces rozumienia rzeczy jest niesamowitym zjawiskiem. Abstrahując już od złożoności jego przebiegu, najprzyjemniejszym jest chyba uczucie rozumienia czegoś. Wilgo, och Wilgo, Ty jak zawsze swoje… Znowu pokonuję 62 kilometry, w samochodzie czytając jednocześnie dwa scenariusze i książkę. Przejeżdżam przez tę leśną drogę i wiem, według jakich reguł działa świat. Ale potem, przez tydzień, jak zawsze przypominam sobie, że tak naprawdę bardzo mało jeszcze wiem o świecie i, niestety bardzo mało rozumiem. Jak na ironię, po pierwszym szoku, to też bardzo przyjemne uczucie: zorientować się, że człowiek cały czas był w błędzie, ale został z niego wyprowadzony w najbezpieczniejszych i najbardziej komfortowych warunkach: na ogniskowym zimowisku. Jak każdy człowiek, mam swój konkretny sposób pracy, który został ukształtowany przez moje wcześniejsze doświadczenia. I uważam, że jest coś czysto pięknego w jego nieustannym przekształcaniu, w ciągłych zmianach. Ja bardzo boję się zmian, ale Ognisko kultywuje heraklitejskie rozumienie egzystencji (w tym żarcie chodzi o to, że wszystko płynie), dzięki czemu ja mogę przekraczać swoje granice, mogę się zmieniać, rozumieć więcej, bardziej dojrzewać. Wyjazdy z Ogniskiem zawsze są dla mnie momentem ogromnej zmiany, przełomu, trochę tak, jak gdybym w Wildze po prostu lepiej rozumiała świat. Zrozumiałam na przykład, że odpuszczanie nie zawsze jest nie ogniskowe; bardzo przeżywałam to, że z pewnych względów nie zrobię warsztatu, ciągle dudniło mi w głowie pytanie „I co ja teraz zrobię?”. A odpowiedź, jak zawsze, okazała się banalnie prosta: spróbuję zrobić go następnym razem. A jak następnym razem nie wyjdzie? To spróbuję jeszcze raz, i jeszcze raz. I jeszcze raz. Bo, jak pięknie powiedziała Pani Ania, „w sztuce nie chodzi o zdobywanie nagród ani o bycie najlepszym”. Czysty akt twórczy ma odnosić się do czegoś znacznie ważniejszego; do realizacji siebie albo do przekazania drugiemu człowiekowi jakiejś idei. W każdym razie, chodzi o coś ponad robienie rzeczy dla wyróżnienia. To właśnie też miał na celu film, który zrealizowałyśmy z Kasią – pokazać, że tworzenie to wszechogarniające doświadczenie, które wyrasta z różnych potrzeb, ale sprowadza się do wyrażania. Bardzo ciężko mi nazwać uczucie, którym darzę Ognisko, w tym wpisie zdecyduję się więc na „afirmację”. Pięknie mi się do wszystkich uśmiecha, ja naprawdę kocham tych wszystkich ludzi; tak dobrze mi się patrzy na młodego człowieka, który jak ja patrzy na świat na swój sposób, a co więcej, chce się tym sposobem patrzenia na świat podzielić między innymi ze mną. Bo pomijając już warsztaty, niespodzianki, dni porządkowe i co nie tylko; to najbardziej twórcze są chyba rozmowy. Słuchanie Ogniskowicza kojarzy mi się zawsze z czytaniem książki filozoficznej. Próba zrozumienia autora daje człowiekowi poczucie sprawczości, czyni go wrażliwszym na świat i poszerza mu horyzonty. I nie chodzi mi tylko o rozumienie Wittgensteina czy „Końcówek” Becketta, ale również „człowieka samego w sobie” – przyczyn jego zachowań, sposobu działania i decyzji, które podejmuje. Bo wbrew pozorom, czasami trudno nam zrozumieć drugiego człowieka, spojrzeć na świat z jego perspektywy, dużo łatwiej jest po prostu ocenić, nadać mu konkretne cechy; prawda potrafi być jednak dużo bardziej skomplikowana. Chciałabym zakończyć ten wpis jakimś przełomowym wnioskiem, błyskotliwą myślą, ale wydaje mi się, że dużo bardziej adekwatne będą tu podziękowania: dziękuję wszystkim razem i każdemu z osobna za to, że wnieśliście do mojego życia nowe perspektywy, że się otworzyliście, a ja mogłam was poznać. Niech żyje metateatr i zobaczenia wkrótce!




piątek, 27 stycznia 2023

Jan Wojciechowski - Nadzieja matką dobrych

 



"Zadam wam jedno pytanie, jak nie dostanę odpowiedzi to wyjdę. Kim był Jan Karski?" Takie słowa usłyszeliśmy w zeszłą niedzielę od pani Ani. Zapadła po nich cisza. Na szczęście nie skutkowała ona wyjściem ani, co gorsza, pozostawieniem bez odpowiedzi. Więc czym? Wieczorem pełnym silnych emocji, elegancji, ważnych historii, ale przede wszystkim nadziei. Dostaliśmy zaproszenie na spektakl "Zapamiętaj. Świadectwo Jana Karskiego"- amerykański monodram wyjątkowo wystawiany w Teatrze Dramatycznym dzięki Fundacji Edukacyjnej Jana Karskiego. Kilkanaście osób, które wcześniej o Karskim słyszało dwa akapity pod koniec zajęć (chyba że ktoś poczytał sobie o nim dwa więcej na Wikipedii czy innej pierwszej lepszej stronie) miało nagle przeżyć 100 minut teatru poświęconego jego postaci. I w pewnym stopniu nasza niewiedza była atutem, bo mogliśmy poznać tę postać beż żadnych założeń, zwyczajnie zaufać reżyserom (Clark Young, Derek Goldman) i aktorowi (David Strathairn), że sprawnie przeprowadzą nas przez jego życiorys. Tak właśnie było. David wchodzi na scenę, rozgląda się po publiczności i zaczyna mówić o Karskim. Kończy wstęp, w tle pojawia się fragment wywiadu z samym Karskim a on już stoi przed nami w osobie Davida. Tu muszę pochwalić grę głosem aktora - drobne zmiany w akcencie, sposobie przeciągania głosek sprawiły, że od razu wiadomo było, czy mamy do czynienia z Polakiem, Francuzem czy prezydentem Stanów Zjednoczonych. Strathairn opowiedział nam ważną historię i choć był jedynym aktorem na scenie, to światło było jakoby drugim bohaterem spektaklu. Grało to latarkę, to więzienie, to karabin, to znowu było partnerem w dialogu, gdy oświetlało widownię albo specyficzny punkt na scenie. I w ten sposób człowiek i kilkanaście reflektorów opowiedzieli o osobie pełnej poczucia winy, niepewności, lecz również determinacji. O zapomnianym, zignorowanym, którego życiorys dopiero dekady potem mamy szansę poznać. Tuż po spektaklu mieliśmy okazję uczestniczyć w rozmowie z autorami i aktorem, bardzo ważnej z powodu tego, jak dużo dodała do wydźwięku całego wydarzenia. Po samym spektaklu miałem poczucie bezsensu, bo tyle przecież jest na świecie Rooseveltów i Churchillów. Rozmowa potem przypomniała mi o wszystkich Karskich. O tym, żeby iść w przyszłość z nadzieją, z dobrem i z przekonaniem o tym, że to, co robimy, jest ważne. Czas spędzony na bankiecie w foyer po spektaklu tym razem nie był tylko uprzyjemnieniem wieczoru i przypomnieniem o randze Teatru Dramatycznego. Rozmowy z innymi widzami utwierdziły mnie w przekonaniu o wartości teatru na żywo i ludzi, którzy mają coś do powiedzenia. Zwieńczeniem była szansa na rozmowę z samym Davidem Strathairnem. Jednak przydaje się dobrze mówić po angielsku - Ogniskowicze wybrali mnie na reprezentanta i miałem szansę zamienić z nim kilka zdań. Podziękowałem mu więc za daną nadzieję na naszą przyszłość. A jego życzenia i szczera wiara w to, że my też mamy dużo przekazania zrobiły dla mojej wiary w siebie tyle, co godziny zapewnień rodziców o tym, że będzie dobrze, bo przecież robię to to to i tamto. Karski w spektaklu wiele razy podkreśla, że jest tylko jednym człowiekiem. Tak naprawdę jest aż jednym człowiekiem. Bo takie płynie przesłanie ze spektaklu - o sile jednej osoby. Jednego aktora, jednego sprawozdawcy cierpienia w Polsce. I o nadziei, która w nas pozostanie, nadziei na to, że skoro oni mogą, to my też. Z taką myślą idę podbijać sesję, zimowisko, warsztaty. Obyśmy wszyscy pamiętali jak najdłużej.





niedziela, 1 stycznia 2023

Anna Haber - Witan - Świat według Machulskich

 

 

W każdym etapie życia zdarzają się wzloty i upadki. Czasami chcemy zamknąć za sobą drzwi gdy kończymy pewien etap i już nigdy nie wracać. Czasami wstydzimy się pewnych zachowań, czasami chcemy zapomnieć jacy byliśmy. Są też momenty kiedy z utęsknieniem wspominamy swoje przedsięwzięcia, aktywności i nie możemy udźwignąć uczuć związanych z tęsknotą. Moja przygoda z Ogniskiem właśnie taka jest - raz przypominam sobie fantastyczne momenty, przyjaciół których poznałam, zresztą jedna z nich została moją świadkową na ślubie, wspaniałe pokazy, które mogłam stworzyć, przypomina mi się, ile pracy włożyłam w przygotowania własnych warsztatów i jak często musiałam wychodzić poza granice swojego komfortu. Z drugiej strony pamiętam też rzeczy, o których wolałbym zapomnieć - gdy popełniłam faux pas na zajęciach śpiewając „bo we mnie jest sex” gdy miałam 13 lat … lub gdy zniszczyłam pokaz, w którym grałam bo nie nauczyłam się tekstu. Wiem jedno - Ognisko ukształtowało moją duszę i w dorosłym życiu co chwila napotykam ślady z tym związane.

Podjęłam się edukacji dzieci - to ile alternatywnych pomysłów potrafię zgromadzić w jednej sekundzie zawdzięczam na pewno spontanicznym scenkom, improwizacjom, w których brałam udział. To, że inspiruję się sztuką i na jej podstawie planuję aktywności dla dzieci także zawdzięczam Ognisku. (Jednak nie chcę, aby ten tekst był tylko o wdzięczności.) Chciałabym przybliżyć czytelnikom, że wszystko co nas otacza związane jest z szeroko rozumianą sztuką i aby rozumieć rzeczywistość warto kształcić się w tym aspekcie. Dzisiejszy świat opiera się na marketingu, reklamie. W Ognisku nauczyłam się nie tylko kreatywności, ale także umiejętności selekcjonowania informacji ważnych, ba! Wartościowych. Widzę to w dzisiejszym życiu, gdy chociażby idę do kina i umiem przeczytać treść filmu, zajrzeć w najmniejszy kąt dzieła. W wolnym czasie pragnę chodzić do muzeum, bo potrzebuję oddychać sztuką. Potrzebuję otaczać się pięknem, oczywiście szeroko rozumianym, bo nawet największa brzydota może mieć jego namiastkę. Dlatego właśnie wybrałam pewną specyficzną, alternatywną drogę edukacji - metodę Montessori, w której opieramy się o estetyczne, spokojne i uporządkowane miejsca. W której przekazujemy różne spostrzeżenia, punkty widzenia. W której dbamy o to, aby była przestrzeń dla drugiego człowieka i jego emocji. Gdzie jak nie w sztuce emocje grają główną rolę? Sztuka to najlepszy sposób, aby przekazać dzieciom wartości jakie płyną z empatii. Zwrócić uwagę na to, co chciała powiedzieć, pomyśleć druga osoba. Sztuka wytwarza motywację wewnętrzną, bo musimy chcieć cos stworzyć, robimy to dla siebie, nawet jeżeli mamy być za to nagrodzeni i tak inspiracja musi przyjść do nas z wewnątrz. Wymienione aspekty ułatwiają dorastanie, kształtowanie swojej duszy do dorosłego życia. Ma to odzwierciedlenie w nauce oraz w towarzyszeniu drugiemu człowiekowi, który w danym momencie przeżywa pewne emocje.

Tekst został zatytułowany „świat wg Machulskich” ze względu na to, jak wiele osób spotykam, którzy ukończyli tę szkołę. Na każdym etapie życia spotkałam taką osobę - w szkole byli to uczniowie ze starszych klas, na studiach wykładowczyni, a w pracy - rodzice uczniów, których uczę. Świat jest mały i dyktowany przez ludzi, którzy ze sztuką nie mają nic wspólnego, niestety. Zachęcam każdego do przeżycia takiej przygody jaką jest Ognisko. Cotygodniowe zajęcia wytworzyły we mnie umiejętność podejmowania wyzwań i co najważniejsze doprowadzania ich do końca, nie porzucania ich gdy sił braknie, a poszukiwania rozwiązań.