Według słownika PWN-u “Korzenie - rodowód, pochodzenie”.
Samochód zatrzymuje się na dobrze znanym mi parkingu.
Wyglądam przez okno, wszystko wygląda dokładnie tak jak to zapamiętałam, jak
gdyby czas w Wildze się zatrzymał. Stawiam pierwszy krok w drzwiach ośrodka.
Biorę wdech.
Słyszę szelest kartek scenariusza, przewracanych na zimnej
posadzce Kosmosu, śmiech z pokoju numer 11 tłumiony przez górę kostiumów i
rekwizytów, spływającą łzę po warsztacie, który poruszył najcieńsze struny,
nierówny chóralny śpiew w porannym słońcu i powolne kapanie wosku dziesiątek
świec.
Tu zapuściłam korzenie.
Dopiero teraz naprawdę umiem to dostrzec, usłyszeć i poczuć.
Wyznaję wartości, które wypiłam razem z litrami kawy z nazbyt łaskawego
ekspresu, a potem podpisałam się pod nimi na pożółkłym papierze. Kończę studia
aktorskie, na które nie trafiłabym gdyby rosnące dookoła drzewa, nie wyszeptały
mi swoich tajemnic. Mam wokół ludzi, których nie byłoby, gdybym nie nauczyła
się rozpalać ognia, który ktoś kiedyś rozpalił we mnie właśnie w tym miejscu.
Teraz moja kolej.
Mogę przekazać ten ogień. Po kolei zapalać każdą małą i
większą zapałkę. Oddać to co dostałam i jeszcze więcej.
Robię wydech.
Nazywam się Oliwia Hołozubiec, mam 23 lata i byłam Ogniskowiczką.
Teraz dalej nią jestem, ale jestem również instruktorką. To był mój pierwszy
obóz w tej roli. I po tych dwóch tygodniach wiem, że nie ostatni. Korzenie,
które kiedyś tu zapuściłam wciąż rosną i mają się dobrze. W trakcie obozu
zasadziłam jednak nowe drzewo. Jego póki co małe korzonki są utkane z zachwytów
nad tymi, którzy przyszli po mnie, z iskier ich cichych rozmów zasłyszanych
nocą na korytarzu, z ich głośnej odwagi w stawianiu pierwszych kroków na scenie
z trawy, kamienia i piachu i ze snów które razem nam się przyśniły.

.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz