Nie wiem jak to jest być zapomnianą. Nie wyobrażam sobie jakie uczucie towarzyszy byciu ścieranym z kartki. Mimo to, coś dużego kończy się w moim życiu - a ja już widzę puste szuflady. Mogę wojować swoimi dziennikami, obsesyjnie spisywać sny i słowa, ale wciąż jestem świadoma, że nie pamiętam większości cudowności czasu. Nie złapię Was wszystkich do zeszytu. Nie przypieczętuję. I mogę płakać godzinami z rozpaczy, drapiąc ściany i wygryzając dziury w poduszkach. Wy dalej będziecie powoli wymazywać się z mojej głowy.
Miałam te myśli w tylnej kieszeni spódnicy przekraczając
próg Wilgi. Cieszyłam się niezmiernie i bawiłam się świetnie. Nie w moim
domniemanym niezadowoleniu tkwi problem. A w dziwności tego wszystkiego. Każdy
mój krok uznawałam za symboliczny, każdą czynność postrzegałam jako okazję na
zrobienie czegoś po raz ostatni. Czułam wewnętrznie, że przesadzam, że szukam
patosu, który zupełnie nie istnieje. Ale z drugiej strony - znajdowałam go na
każdym rogu. Zgaduję, że dlatego codziennie zakładałam na siebie nową, ogromną
porcję zadziwiającego wstydu. Apelowe słońce wbijało mi się boleśnie w oczy,
kiedy słyszałam śpiewne „Czy ktoś się dziś zakochał?” Pani Ani. Głupio było mi
wyjść na środek. Nie miałam pojęcia od czego zacząć.
Tak. Tak, śmiem twierdzić, że całe dwa tygodnie spędziłam w szalejącym, boleśnie wiercącym mój organizm stanie zakochania. Patrzyłam wszędzie wokół, łapiąc najmniejsze szczegóły - bo każda mikroskopijna głupota wprawiała mnie w niemiłosierne wzruszenie. Uśmiechy wywołane nuconą Szymborską, tostowa czekolada w kącikach ust. Poranny walc do wieczornego Różewicza. Tradycja poetycka sama w sobie byłaby w stanie wpędzić mnie do grobu. My byliśmy tam otoczeni tak bezpretensjonalnie donośnym pięknem. Dziurawy sweter niosący na nitkach salwy listów miłosnych. Krojenie pomidorów i chichot zmieszany z zapachem pościeli. Wojna na prędkość, nie zważająca na wiek. Szept tłumiący największe możliwe emocje, głaszczący znajomy odgłos chrapania. Słońce wymieszane z firanami, kruchość po-inwencyjnych ciastek i słodki szum wiatru w akwarium. Wzruszenia. Obserwowanie jak moim przyjaciołom rozwija się empatia i wrażliwość. Ci ludzie rosną wokół mnie, zupełnie nowi, chociaż zdecydowanie wciąż ci sami. Jestem tak ogromnie dumna z każdego z osobna. Parę osób powiedziało mi, że wiele ich nauczyłam ale Nie! Nie nie nie, nie…To Wy bezustannie uczyliście i uczycie mnie. Bez Was bym tego wszystkiego nie widziała. Beztroskie dzielenie ubrań, dziecięca radość z sukcesu. Delikatne przywitania w środku dnia i cisza niezamykających drzwi klamek. Chaos wypowiedzi wywołany przez najszczerszy, najcieplejszy zachwyt. Czyjaś głowa na moim brzuchu albo moja głowa na czyimś ramieniu. A to wszystko w moich ukochanych obcasach. Serce chciało bez przerwy ze mnie wyskoczyć, bo wiedziałam co się zbliża. Odczuwam tak mocno. A za tydzień zobojętnieje. I to mnie przerażało.
Czwartek, przedostatni dzień obozu. Około dwudziestej trzeciej. Siedziałam na samiutkiej górze czerwonych schodów i zupełnie nie potrafiłam uspokoić oddechu. Stan moich oczu pozostawiam domysłom. Z dołu słyszałam krzyki. Radosne krzyki. Śmiechy, oklaski, stukot butów i inne symfonie dobrej zabawy. Ostatnia wilżańska impreza. Nie poszłam tam z wyboru, chciałam się przetestować. Wtedy zobaczyłam, że beze mnie naprawdę wszyscy dadzą sobie radę, a moje naiwne tęsknienie i wkładanie we wszystko całego serca boli tylko i wyłącznie mnie, nikogo innego.
Wróciłam do Warszawy dokładnie tak, jak sobie to wyobrażałam. Zobojętniałam. Nie widzę tych ładnych codziennych rzeczy, nie myślę już o nich tak pięknie, a patos zakopałam gdzieś pod huśtawkami. Powidokami stały się zamazane wspomnienia, do których po ludzku tęsknię.
Tak, Ognisko dało mi wiele zakochań. Może i nawet nauczyło
mnie kochać w ogóle. Ja chyba po prostu kocham nad wyraz. I nie narzekam.
Kocham kochać, kocham Was kochać, kocham wenę jaką daje mi miłość, i w życiu
nie wyzbyła bym się tego kochania. Kocham Was pamiętać.
Z takim też nastawieniem postanowiłam dokończyć czytanie
„Panien z Wilka”. Pomysł skrajnie idiotyczny. Zostawiam cytat.
„Wszystko, co czuł teraz, było jednak tęsknotą za miłością,
która mu się przelała jak woda między palcami”




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz