
Przed zimowiskiem nabrałam
pewnych wątpliwości. Wszystko przez warsztat mojej współlokatorki! Kim jesteś?
Czego byś chciał? Moje wątpliwości zostały spotęgowane przez temat obozu –
„Cudem jest życie”. Zmuszona do pewnych
refleksji przez warsztat Ani (warto robić mądre warsztaty) wybrałam się w pewną
podróż. Nie aż tak daleką, chociaż dość odległą, całkiem tanią, chociaż czasem musiałam
zapłacić. Była to podróż w czasie.
Cofnęłam się do końca
podstawówki, najpierw do wyjazdu szkolnego w szóstej klasie. Już wtedy chodziłam do Ogniska, ale
spróbowałam zgłębić drugi aspekt swojego życia. Patrzyłam na dziewczynę
siedzącą na zardzewiałym balkoniku hotelowym w towarzystwie dwóch innych. Miała
blond włosy, które nie miały końca. Boże, jak trudno się je rozczesywało, co to
był za koszmar, dobrze że je ścięłam. Podglądałam zza krzaków tę dziewczynę,
która się krztusi (oczywiście markuje
to, nie może wyjść na amatora) od papierosa, którego pierwszy raz miała w
ustach, za namową dużo starszej koleżanki. Po palącej dziewczynie widać, że
jest podekscytowana, jednak rozgląda się nerwowo i przekonuje koleżanki, żeby
już wracały. Od razu po tej sytuacji pisze do mamy smsa (zajrzałam jej przez
ramię): „nie wiem czy dobrze zrobiłam, zapaliłam papierosa, przepraszam”. Czuła się winna, pluła sobie w brodę, bo
miała przeczucie, że zawiodła, jeszcze nie wiedziała kogo, bo mama nie miała
jej tego za złe, nie, to na pewno nie chodziło o mamę. Nawet gdy jej o tym
powiedziała, nadal nie czuła się najlepiej.
Żałując, że nie mogę nic jej powiedzieć ani pocieszyć, poszłam dalej.
Szłam za nią do nowej szkoły. Jaka piękna! Do dziś pamiętam jak podłogi w niej
przyjemnie trzaskały. Szkoła z historią, dziewczyna była dumna, czuła się kimś
lepszym. To mnie wkurzyło! Jak ona mogła tak myśleć, chciałam ją złapać za
ramiona, potrząsnąć i poprosić, żeby się ocknęła, że przecież są rzeczy
ważniejsze niż pseudo prestiż. Ale dziewczyna podświadomie to wiedziała,
wiedziała że to nie jest do końca to, z czego ona chce być dumna. Czuła, że
oszukuje kogoś, ale przecież nie mamę, nie, nie, to nie była mama, mamie
wszystko mówiła. Podróże bywają męczące, ta mnie wykończyła, nie, nie mam już
siły, wracam, tylko zahaczę o jeszcze jedno wydarzenie.
Teresin 2013. Dziewczyna
robiła swój ostatni warsztat, jaka ona była zestresowana. Ale grali w nim
ludzie, którym ufała, jak nikomu innemu, wszystko będzie dobrze, zaufanie.
Aktorzy byli na tyle odpowiedzialni, że można było im zaufać, to chyba
zadziałało też w drugą stronę. Oddając siebie w moje ręce zaufali reżyserce. Zaufali!
Widząc to, ciężej oddycham, więc szybko idę do następnego zdarzenia, które
miało miejsce na tym obozie. Niespodzianka o najważniejszych wartościach. Teraz
sobie przypomniałam, jak moja grupa kazała wypisać ludziom trzy najważniejsze
dla siebie wartości, a potem, po całej serii zainscenizowanych zdarzeń wyrzucić
dwie z nich na ziemię. Dziewczyna cieszy się, że ona nie musi wypisywać swoich
(z perspektywy czasu nadal cieszę się, że nie musiałam tego robić), wyznaje
dużo wartości, ale często wszystkie je dość często naginała, więc wypisanie
chociaż jednej byłoby nieuczciwe.
Skończę tutaj podróż w czasie.
Wszystko zapowiadało się na to, że życie tej dziewczyny będzie już tak
wyglądać, będzie zadowolona z tego co robi, ale tylko w połowie, będzie dumna z
tego co osiągnęła, ale tylko w połowie; przecież za kompletnym szczęściem nie
może kryć się żadne oszustwo, żadne nagięcie, żaden pomruk niezadowolenia.
Postanowiłam wziąć sprawy we
własne ręce, będę robić to, co ja uważam za słuszne. Przypominam sobie momenty,
które sprawiły, że byłam szczęśliwa. Znakomita większość ma związek z Ogniskiem.
Przypominam sobie swój pierwszy warsztat – więcej osób na scenie niż na
widowni, pierwszy obóz, pierwszą fuksówkę – niebo było wtedy niemalże fioletowe
i pełne gwiazd, próby do warsztatów do
późnych godzin nocnych, próba generalna o czwartej rano, przepisywanie
godzinami scenariusza, rezerwowanie sal, późne podróże w 167, wczesne podróże w
167, wpisywanie się do książek. To był luźny strumień świadomości, mogłabym
pisać w nieskończoność.
Widzę siebie jak stoję na
ostatnim apelu na obozie, mam 13 lat, Nela Bloch mnie mocno trzyma za rękę, bo
ja nie mogę przestać płakać, widzę Ogniskowiczów, którzy mają te 13 lat,
reagują tak samo i czuję się odpowiedzialna za to, żeby rozpalać w nich tę
ogniskową iskrę, to jest piękne poczucie. I teraz dopiero trafiam w sedno.
Odpowiedzialność. Ognisko nauczyło mnie odpowiedzialności za drugiego
człowieka. Czy to warsztat, czy zwykła pomoc, porada. Staranne wpisywanie się
do książek, praca w grupie, wspólne niesienie liny, prawa na lewą, to wszystko
się składa. Jeżeli ja nie będę
odpowiedzialna za grupę, grupa nie będzie odpowiedzialna za mnie, nie mogę
nikogo zawieść, bo przede wszystkim zawiodłabym siebie, a to chyba najgorsze.
Dlatego, gdy usłyszałam na
początku obozu, że jestem komendantem urosło mi serce. Byłam gotowa, żeby wziąć
to na siebie i ta gotowość sprawiła, że poczułam miłe ukłucie, bo z
podejmującej na przemian mądre i głupie
decyzje dziewczyny wyrosłam na podejmującą na przemian mądre i głupie decyzje
dziewczynę, której można zaufać.
Mnogość cudów mających miejsce
na zimowisku, tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że wszystko da się
naprawić, jeżeli działamy wspólnie. To co było, w tym momencie już nie jest
ważne.
Ważne tylko to co będzie, a mam przeczucie że będzie się działo.