Miewacie
czasami takie chwile, że czujecie się bezapelacyjnie dobrze we własnej skórze?
To takie przyjemne uczucie, kiedy nie znajdujesz błędów w swoim działaniu lub
są one nieistotne i mało ważne. Otóż mnie zdarza się to wyjątkowo nieczęsto, a
prawie nigdy wśród ludzi. Chociaż dość niedawno przeżyłem jedno takie
doświadczenie. Było to w Serocku, w trakcie obozu Ogniska u Machulskich, piękne
doświadczenia stamtąd wyniosłem, i wiem, że będę to dobrze wspominał, bo celem
mojego życia jest mieć miłe wspomnienia na starość. Siedzę sobie przy
śniadaniu, sześć herbat parzy się w filiżankach każdy dostał taką jaką lubi np.
panna M. słodką bez cytryny natomiast pan T. dodaje dużo soku z cytryny,
spoglądam za okno, słońce gra delikatnie wśród drzew a jego promienie gasną w
gąszczu. Wiatr znad jeziora kołysze liśćmi, jest cicho, ciszę zakłócają jedynie
codzienne sprawy kilku osób krzątających się po stołówce. Już niedługo zjawią
się wszyscy na wspólne śniadanie. Czekam na to, bo przyjemnie jest sobie
porozmawiać z miłymi ludźmi. Mijają spokojnie sekundy, niedosłyszalnie tyka
zegarek na przegubie, potem wchodzą wszyscy, witają się, życzą sobie smacznego.
W kilka chwil znika zaduma lipcowego poranka i zmienia się w ożywiony gwar
porannych rozmów i lekko ziewających rozmówców. Dzień wyznaczony swoim rytmem
idzie w zwyczajnym tempie ale nigdy nudno, zawsze znajduje się ciekawy nurt
dyskusji lub pracy. Taki zwyczajny, wcale niewymuszony optymizm sięga zenitu
przy kolacji, a często tuż przed nią. Potem całodzienny obserwator, niekiedy
uczestnik zjawisk zachodzących w otoczeniu zamienia się w bacznego widza na
widowni, który szuka odpowiedzi na pytanie: ,,Co oni chcą mi powiedzieć?".
Czyżby można było tak wiele wypowiedzieć w tak nielicznych słowach? Poza tym
czy to istotne ile chcesz powiedzieć? Zawsze mówimy tyle ile uznamy za
stosowne. Wyszukując problemy ograniczenia słowa mówionego jesteśmy
niewolnikami własnych umysłów, w których toną nasze niesformułowane werbalnie
myśli. Gdy człowiek nie ma prawa wypowiedzi zgodnie ze swoim sumieniem szybko
dusi się we własnych ramach, ograniczonych zakazem wyrażania myśli. Jednak gdy
jesteś tam gdzie ja byłem, jedynym ograniczeniem jest zdrowy rozsądek i własna
fantazja. Czy to nie wspaniały świat, gdzie można powiedzieć to co myślisz bez
zadania Ci kłamu prosto w oczy? Oczywiście, że tak. Ale czy gdziekolwiek taki
świat jest możliwy, gdy mamy dziś do czynienia z tyloma sprzecznymi poglądami
nie tylko na sztukę czy politykę, ale nawet na to co należy ubierać w słoneczny
dzień. W dzisiejszym świecie jesteśmy ograniczeni przez normy i standardy.
Zatem ja, młody obywatel czterdziestomilionowego państwa z dostępem do morza
informuję wszystkich, że elita nie zawiera się w ramach żadnej normy więc mam
prawo tak jak każdy odbiegać od wszelkich norm, ciasnych poglądów i pariasów
chcących klasyfikować sztukę. I znalazłem wtedy swój świat, gdy siedziałem o
poranku z gorącą herbatą niosącą słodki zapach po cichej stołówce, zrozumiałem,
że gdy jestem sobą daję innym dwie najcenniejsze rzeczy świata: uśmiech i
miłość. Amo ergo sum.
niedziela, 23 lipca 2017
sobota, 22 lipca 2017
Marta Szlasa-Rokicka - Szlachectwo zobowiązuje
Serock 2017. Jadąc na ten obóz nie oczekiwałam wiele. Oczywiście
wiedziałam, że przeżyję coś niesamowitego, dwa tygodnie w równoległej
rzeczywistości, w której najchętniej bym została. Ale to otrzymywałam zawsze.
Moja podświadomość nie była aż tak pyszna, by podpowiadać mi, że będę kimś
istotnym na tym wyjeździe, w zasadzie każdy jest tam równie ważny (chodź
zalatuje to eufemizmem, wiem). Nie będąc komendantem, nie pełniąc innych
obozowych funkcji (wtajemniczeni wiedzą, o co chodzi) miałam skupić się na tym
co robiłam ja i trójka moich najbliższych przyjaciół. Nagle jednak okazało się,
że był to mój pierwszy obóz ogniskowy, na którym tak wiele mogłam z siebie dać.
Okazało się, że doświadczenia z poprzednich lat dały mi niezatarty obraz tego,
co trzeba robić oraz czego unikać, obraz osoby, którą bez naciągania mogę
nazwać Ogniskowiczem. Okazało się, że 3 lata to nie jest różnica dla przyjaźni
i że wiedza teatralna zawsze zasługuje na rozgłos. Że mogę stać się dla ludzi
jeszcze młodszych ode mnie (a nie czuję się specjalnie staro) mini-autorytetem
na te dwa tygodnie oczyszczającego wysiłku intelektualnego. Zrozumiałam, bez
szastania wielkimi słowami, jak bardzo Ognisko mnie ukształtowało. Całkiem
zaskakujące było to, że największe oczekiwania padały nie ze strony
instruktorów, których uznanie mocno sobie cenię, ale ze strony młodszych
kolegów, będących na obozie po raz pierwszy czy drugi. Nie wiem czy umiem
opisać do końca jakiej siły to daje, wiem natomiast co chcę przekazywać dalej,
na każdym obozie, każdego dnia. Przekonanie że „to” jest coś więcej niż zabawa
w teatr, niż otwarte głowy i jakakolwiek wiedza na temat sztuki. One są
niesamowicie ważne, zwłaszcza w czasach gdy wszystko spłycane jest do formy
emotikonów (niespodzianka grupy 4 dwa lata temu?). Ale na to mogą sobie
pozwolić byle jakie zajęcia w jakiejś tam świetlicy. Oprócz tego wszystkiego
chciałam przekazać moim „dzieciakom” (tak się drażniliśmy w naszej grupie przez
ostatnie 2 tygodnie) dwa słowa, które dudnią mi w głowie odkąd weszłam do KMT.
Szlachectwo zobowiązuje. Wdzięczności nie widać gołym okiem, i to chyba nawet
dobrze, bo wyszłabym na desperatkę. Nie zmienia to faktu, że jest to chyba
najwspanialsze zobowiązanie, jakie mogłam otrzymać.
środa, 19 lipca 2017
Małgorzata Czerwień- Poza wymiarami
Stworzonko było tak
małe, że się nie nazywało. Szeleściło jedynie w trawie. Pewnego wiosennego
wieczoru spotkało Włóczykija. Tego, o którym tyle słyszało! Włóczykij, chcąc
nie chcąc przeobraził niezauważalną egzystencję Stworzonka w prawdziwe życie.
Wystarczyła jedna rozmowa, a Stworzonko zmieniło się w Ti-ti-uu ( z radosnym
początkiem i trochę smutnym „uu” na końcu) i wraz z imieniem zyskało
świadomość.
Tak rysuje się jeden z
wątków sztuki, którą przygotowywałam z moją grupą na letnich warsztatach w
Serocku. Wiem, że Muminki to nie bajka, bo chyba tak samo było ze mną.
Kiedy rok temu
przyjechałam na obóz byłam właśnie takim Stworzonkiem. Ognisko mnie otwarło. Otwarło
na świat, na nowe doświadczenia, na innych ludzi, ale przede wszystkim na samą
siebie. To co podświadomie chowałam, powoli wydostaje się na zewnątrz, a ja się
już tego nie boję. Chcę doświadczać, odkrywać, poznawać i tworzyć. Uciekam od
tego co łatwe, wygodne i ogólnodostępne. Nie zgadzam się na taki świat. Chociaż
droga ze świadomością jest często trudna, wiem już, że niezaspokojenie to
najpiękniejsze co wydobyłam z siebie. Mam pewność, że właśnie tak chcę żyć - w
sztuce, ze sztuką i dla świata.
Dzięki
tej potrzebie działania początek lipca spędziłam w Serocku. Przed wyjazdem obawiałam
się, czy starczy mi energii? Co jeśli oni nie potrzebują mnie tak bardzo jak ja
ich? Wystarczyło, że zanim padły pierwsze słowa hymnu stworzyliśmy unisono, a
ja byłam pewna, że chcę żyć z tą miłością. Tak, to jest właściwy czas, właściwe
miejsce i właściwi ludzie.
„Nie
masz pojęcia, tu się tak niewiele dzieje, a my tak dużo marzymy.”- tak Ti-ti-uu
mówi do Włóczykija. To zdanie towarzyszyło mi ostatnio bardzo często. Dawno nie
byłam na zajęciach i boleśnie odczuwałam brak ogniskowej energii i siły do
działania. Te dwa tygodnie to był
właśnie mój czas, żeby korzystać i spełniać marzenia. Odważyłam się i zrobiłam
pierwszy warsztat. Nie był on może wybitny, złożony, czy nad wyraz odkrywczy,
ale bez wątpienia stałam się bogatsza i pewniejsza. Zbudowałam szczególną
relację z osobą, z którą, choć znałam się wcześniej, nigdy dużo nie rozmawiałam.
Dzieliłyśmy obawy, wzruszenia, frustrację i zachwyt, często tak silne, że nawet
niewypowiedziane przenikały, kiedy siedziałyśmy obok siebie. Bardzo się cieszę,
że miałyśmy szansę zanurzyć się w tych emocjach razem i dzielić się siłą i
zrozumieniem. W ciągu dwóch tygodni musiałam odnaleźć się w innej roli, niż ta,
którą przyjmuję na co dzień, przełamywałam bariery, pokonywałam niepewność i
strach, uczyłam się.
Zwieńczeniem
była fuksówka. Z jednej strony byłam przerażona, ale z drugiej nie mogłam się
doczekać chwili, kiedy zapalę swoją świeczkę i dołączę do Koła Miłośników
Teatru, które od prawie pięćdziesięciu lat łączy ludzi takich jak ja. Ludzi z
pasją i miłością do życia. Wiem, że szlachectwo zobowiązuje. Tego dnia całe
zmęczenie dwutygodniowym maratonem wyzwań i emocji ustąpiło. Była tylko
nieopisana energia i radość. Od rana rosła gdzieś w środku, żeby wieczorem, w
momencie odpowiedzi na najważniejsze pytanie rozlać się ciepłem po całym ciele.
„Czy chcesz przez sztukę poznawać i kształtować siebie i swoje środowisko?”
Tak.
Później
wszystko zastygło we wspólnym uniesieniu. Stworzyliśmy własny mikrokosmos.
Byliśmy poza czasem, przestrzenią. Poza wymiarami. I długo nie schodziliśmy na
ziemię. Robiliśmy wszystko to, czego ludzie nie robią zbyt często w normalnych
warunkach. Patrzyliśmy sobie w oczy i mówiliśmy piękne słowa, na które w
świetle słońca często brakuje odwagi. Zdawało się, że księżyc nigdy nie zajdzie
za horyzont.
Tyle
inspirujących rozmów, spotkań i zdarzeń. Ciągła stymulacja myślenia,
nieustannie wysyłane impulsy dobra i pobudzanie do działania. Wszystko to
sprawiło, że do domu wracam w pewien sposób lepsza. Mam siłę, by nieść te
piękne idee w świat!
wtorek, 18 lipca 2017
Gabriela Szmel - Serockie zaskoczenia
Jest siedemnasty lipca. Dwa dni
temu wyjechałam z Serocka. To był już mój trzeci obóz z Ogniskiem. Myślałam, że
wiele nowego mnie już nie spotka. Przecież na pierwszym obozie poznałam
codzienny rozkład dnia, zrobiłam pierwszą sztukę i niespodzianki, pierwszy
pokaz instruktorski oraz zobaczyłam po raz pierwszy fuksówkę na własne oczy, za
to na drugim obozie wstąpiłam do KMT oraz wyreżyserowałam mój pierwszy
warsztat. Uważałam więc, że tegoroczny obóz nie zaskoczy mnie niczym nowym. I
jak to często w życiu bywa - myliłam się.
Pierwszy szok pojawił się przy czytaniu listy osób zapisanych
na pierwszy turnus. Nie znałam prawie nikogo. Miałam nadzieję, że pojadą na
obóz osoby, które znałam już z kilku wyjazdów, stało się jednak zupełnie
inaczej. Okazało się, że jadą jedni z najmłodszych ogniskowiczów oraz osoby,
które na ogniskowy obóz jadą po raz pierwszy w życiu. Trochę się tego bałam.
Zawsze czujemy się mniej pewni w otoczeniu osób, które nam są obce. Martwiłam
się więc tą sprawą aż do początku obozu. Myślałam o tym cały czas. Jak się
potem okazało zupełnie niepotrzebnie, bo już po kilku godzinach od przyjazdu
wszyscy okazali się wspaniali. Nie byli od starszych ogniskowiczów inni. Duchem
ogniskowym, pozytywną energią i
kreatywnością byli prawie identyczni. Tak samo wrażliwi mili i zabawni. To mnie
ożywiło. Wiedziałam, że po raz kolejny mam zaszczyt przyjechać do Serocka i
spędzić te 2 nadchodzące tygodnie z cudownymi, pomysłowymi i niezwykłymi ludźmi.
Wiem, że wyjazd z Ogniskiem to dla każdego z nas najlepsza rzecz jaką można
zrobić w czasie wakacji.
Zaskoczeniem jest też zawsze
odkrycie na nowo osób już trochę znanych. Tak stało się też w moim pokoju, do
którego trafiłam z dwoma dobrymi koleżankami znanymi z cotygodniowych
zajęć w Ognisku. Wiedziałam mniej więcej
jakie są i jak wygląda praca z nimi. Jednak obóz Ogniska to obóz Ogniska i
wszyscy wiedzą, że wszystko, co wydaje nam się znajome. zamienia się na tym
obozie w tajemnicę do odkrycia lub zbadania w inny sposób niż dotychczas.
Koleżanki poznałam więc od zupełnie innej strony. Mówię tu nie tylko o
poznawaniu suchych faktów i historii z ich życia (choć i te są imponujące i
czasem trudno w nie uwierzyć), ale przede wszystkim wiem, że nigdzie indziej
nie poznałabym ich w takich sytuacjach jak radzenie sobie ze zbitą butelką po
olejku różanym, łapanie trzycentymetrowego szerszenia , wynoszenie z pokoju
soku ze zgniecionych i zgniłych moreli, panika po otrzymaniu czterowersu do
napisania albo robienie codziennych inwencji. To zdarza się tylko raz w życiu.
Podsumowując ten wątek przyjechałam do koleżanek, a wyjechałam z
przyjaciółkami.
Nauczyłam się też zupełnie nowych
rzeczy, zarówno w grupie instruktorskiej, jak i tej losowanej, z którą
pracowałam przez 2 tygodnie. Obie te grupy stymulowały mnie do działania i
uczyły nowych form przekazu sztuki, rozwiązań teatralnych, metafor i sposobów
wyrażania emocji na scenie. Wszystko to najlepiej zapamiętuje się właśnie w
trakcie pracy, wśród ludzi, którym się ufa. Niesamowite jest też to, ile można
czerpać od osób młodszych. Ich uwagi są zawsze szczere, celne i bardzo pomocne
przy pracy i w zwyczajnej znajomości. Bardzo wszystkim za to dziękuję.
Dużo nauczyłam się też w sprawach
organizacyjnych. Nie da się bowiem ukryć, że wśród osób, dla których obóz Ogniska
jest nowy, utrzymanie ładu i porządku staje się trudniejsze. Organizacja grup
porządkowych musi być zatem perfekcyjna. Niestety trudno było nam nad tym
wszystkim zapanować i jako grupa ponosiliśmy w tej dziedzinie liczne porażki.
To jednak uczyło nas coraz to nowszych rozwiązań panowania nad dużą ilością
osób oraz motywowało do dalszej pracy.
Zaskoczeniem była dla mnie też
praca w KMT. Wyobrażałam ją sobie zupełnie inaczej. Raczej jako coś nudnego.
Jednak przyniosła mi ona wiele satysfakcji i frajdy. Szczególnie ta nad przygotowywaniem
wszystkiego do fuksówki (kto nie wie co to, musi koniecznie pojechać na obóz i sam
przeżyć) i nad pokazem KMT. Były to chwile, których nigdy nie zapomnę.
Najpiękniejszy moment w tym
obozie to był jednak sam dzień fuksówki, kiedy po roku na nowo uświadomiłam
sobie, że należę do grupy niezwykłych ludzi, z którymi mogę dzielić się moimi
porażkami i sukcesami. Należę do grupy ludzi, którzy są w stanie mnie
zrozumieć. Należę do grupy ludzi, którzy czekają na mnie ze swoimi radami
opartymi na doświadczeniu. Należę do grupy kreatywnych ludzi, którzy stymulują
mnie do tego, żebym też była kreatywna. Należę do grupy ludzi wśród których jest
mi niezwykle dobrze. Należę do grupy ludzi, którym ufam i wśród których czuję
się bezpieczna. Szłam z nimi przez ciemny las w środku nocy i płakałam ze szczęścia,
bo poczułam się jak mała Filifionka, którą grałam w sztuce zaledwie dzień
wcześniej. Poczułam się wolna i bezpieczna zarazem. Przypomniałam sobie o tym,
że muszę robić w życiu wszystko, aby przekazywać ludziom na całym świecie
halinistycne idee, aby każdy z nich mógł żyć w takim błogim szczęściu jakie
ogarnia każdego Ogniskowicza na fuksówce.
Przypomniałam sobie, że ”należę do grona wybranych. Szlachectwo zobowiązuje”.
sobota, 15 lipca 2017
Amelia Judziewicz-Kalinowska - Dorosłość na letnich warsztatach
Gdy przekracza się pewne
magiczne bariery wieku, łatwo zapomnieć jak to jest być dzieckiem. Pochłonięci
pracą i codziennością łatwo - my dopiero co, ale już dorośli - tracimy lekką
radość życia, gnuśniejemy i marudzimy na wszystko. Mamy głowy pełne pomysłów,
ale ciągle coś nam przeszkadza w ich realizacji. I nagle pojawia się perspektywa
wyjazdu na letnie warsztaty teatralne. Dwa tygodnie pracy twórczej, inwencji,
niespodzianek i warsztatów dają porządnego, energicznego kopniaka! Spełniamy
swoje małe marzenia - realizujemy projekty, farbujemy włosy na różowo, chodzimy
całe dnie w wiankach na głowach. I znów świat staje się piękniejszy!
Przynajmniej we mnie znów budzi się dziecko, dla którego każde wyzwanie jest do
podjęcia i zrealizowania. Sprawy trudne już nie budzą negatywnych emocji. A to
wszystko dzięki 13 niezwykłym dniom, twórczym instruktorom i wszystkim
uczestnikom tej niezwykłej przygody, za którą wszystkim - bardzo serdecznie
dziękuję!
niedziela, 18 czerwca 2017
Tomasz Klochowicz - Wywiad z samym sobą
„Jesteście orłami, nie
zniżajcie lotów”
– każdy wie kto
– każdy wie kto
Wywiad z samym sobą
- czyli pytania, których nikt nigdy mi nie zada, a chciałbym na nie odpowiedzieć.
- czyli pytania, których nikt nigdy mi nie zada, a chciałbym na nie odpowiedzieć.
Twoje pierwsze
wspomnienie z Ogniska?
Poza egzaminacyjnym stresem na samym początku, zapamiętałem
szczególnie jedną chwilę. Niewielu już Ogniskowiczów pamięta czas, kiedy pani
Halina nas odwiedzała podczas rozpoczęcia roku. Ja sam nigdy nie miałem okazji
zamienić z nią słowa. Moim pierwszym wspomnieniem jest wybuch entuzjazmu.
Spontaniczna owacja. Na scenę sali konferencyjnej przy Bartyckiej wychodzi
uśmiechnięta starsza Pani. Cała sala stoi. Wszyscy wiwatują, krzyczą biją brawo,
owacja trwa parę minut. Wtedy myślałem, że to tylko grzeczność. Że wszyscy chcą
się „podlizać” założycielce Ogniska. Dziś wiem, że zawdzięczam tej osobie tyle,
że sam zawsze stoję i wiwatuję, mimo, że tylko do kamery.
Co to jest Halinizm?
Każdy rozumie to trochę inaczej. Tu nie chodzi o to by
definiować, ale by to czuć. Przyjaźń. Uczucie, które coraz bardziej w
dzisiejszym świecie zanika, a jest tak fundamentalnym spoiwem społeczeństwa. Poczucie
odpowiedzialności za grupę. Uczy „kochać pokonywanie przeszkód”, gdy wszystko
się wali nie możesz się załamać, ale szukać rozwiązań, zawsze jakieś są. Robienia czegoś, gdy jedynym wynagrodzeniem
jest uśmiech drugiej osoby, czy słowo „dziękuję”. Tego uczy nas Pani Halina.
Uczy nas współpracy uczy szacunku dla drugiej osoby. To, że ktoś gorzej sobie
radzi na scenie czy w życiu, to nie znaczy, że trzeba go wyśmiać. Trzeba mu
pomóc, zachęcić by próbował dalej. Nigdy nikogo nie skreślaj- mówi.
Co zmieniło w Tobie
Ognisko?
Stałem się lepszym człowiekiem. Wrażliwszym. Mam dużo
większą świadomość tego, co odbieram, co mi jest podawane jako sztuka.
Oczywiście bardzo rozwinąłem się aktorsko i reżysersko, ale nie to jest
najważniejsze. Ognisko nauczyło mnie jak żyć, od tego jest. To nie jest szkoła
aktorska. Tu się uczy jak się przyjaźnić, tu się tworzy przyjaźnie, poznaje
ludzi wrażliwych na sztukę, jak to ktoś powiedział „z taką samą chorobą
psychiczną jak nasza.” Uczysz się jak zrobić wszystko by pomóc innym i że
możesz na tych innych liczyć, bo oni Ci pomogą. Tak, człowiek halinistyczny
lepszy jest od homo sapiens. Być dobrym człowiekiem, dawać szczęście sobie i
innym to jest to czego uczy Ognisko.
Czym jest sztuka?
Ideą. Sztuka to Warlikowski, sztuka to Szekspir, sztuka to
każdy ogniskowy warsztat. Sztuka to idea polegająca na współpracy.
Współtworzeniu, by dać innym coś do zrozumienia, chwilę zastanowienia, czy
dobrej zabawy. Nie chodzi o to by to było wielkie, ale by niosło za sobą
wartość. Może się ona pojawić jedynie podczas tworzenia, a może wywołać łzy na
publiczności. W Ognisku możesz się realizować w sztuce i nie tylko. Sztuka
tworzy przyjaźnie. Daje siłę do działania. Nawet herbatę można zrobić tak, by
była to sztuka. Wszystko zależy od punktu widzenia. Dla mnie, mam nadzieję,
jest i będzie narzędziem do wypełniania słów przysięgi KMT. Ci co byli na
fuksówce wiedzą.
Coś na koniec?
Kurtyna powoli się zamyka. Zagraliśmy ostatnie pokazy, zaraz
zakończenie roku. Mojego ostatniego w Ognisku. Kiedy ogniskowo
przeprowadzaliśmy wywiad z jedną ze znanych polskich aktorek- absolwentką Ogniska
popłakała się. Dotarło do niej ile tu otrzymała. Ja płaczę już dziś, nie chcę
odchodzić z Ogniska. Kurczowo trzymam się ostatnich chwil jakie mi tu
pozostały. Nie wiem jak mam rozstać się z tym miejscem. Nie potrafię. Co chwilę
muszę przerywać pisanie bo łzy zalewają mi oczy.
Pani Halino. Mimo, że nie znam Pani, jest Pani osobą, której
zawdzięczam to, jakim jestem człowiekiem, stworzyła Pani miejsce, które przez
sztukę kształtuje całe pokolenia młodych ludzi, którzy idą w świat z
kreatywnymi i empatycznymi umysłami, sercami otwartymi na ludzi i oczami, które
umieją inaczej spojrzeć na świat. Powiedzieć dziękuję, to nic nie powiedzieć.
Ze swojej strony obiecuję. „Nie będę jak zerwana nić. Nie
będę powalonym drzewem.” Dostałem tu tak dużo, że jedyne jak mogę się wypłacić,
to ponieść dalej ducha ogniskowego halinizmu. Zawsze chciałem zostać aktorem,
dziś wiem, że nigdy nie będę nikim więcej niż Ogniskowiczem. Bo i kim więcej
można być?
poniedziałek, 3 kwietnia 2017
Miłka Skalska - Na urodziny Haliny!
„Klęska jest początkiem sukcesu, sukces jest początkiem klęski” - idę przez świat ze słowami Pani Profesor Haliny Machulskiej, odważnie i z ciekawością. Miałam szczęście być w Ognisku Teatralnym Haliny i Jana Machulskich. Uczestniczyłam w inspirujących zajęciach, grałam w warsztatach reżyserowanych przez kolegów i otarłam się o prawdziwą scenę.
Na mój pierwszy warsztat reżyserski wybrałam jednoaktówkę Samuela Becketta „Katastrofa”. Pracowaliśmy, mówiąc językiem dorosłych, po godzinach. Koledzy wspaniali. Tę naszą zabawę traktowaliśmy bardzo poważnie. Organizacja warsztatu to jest spore przedsięwzięcie twórcze i logistyczne. Zatrudnić aktorów, zaplanować próby, przygotować całą technikę, zrozumieć tekst i opowiedzieć kolegom czego się od nich oczekuje. Każdy chciał być oryginalny, odkrywczy, mieliśmy potrzebę mówienia o rzeczach ważnych… Trzeba było zaprosić Publiczność i oczywiście Instruktorów z Panią Profesor na czele…
Na co się porywam zrozumiałam gdy na tablicy ogłoszeniowej zawisł plakat zapowiadający moje przedstawienie… „KATASTROFA”…
Jak to dokładnie wyglądało? Emocje „przed” i radość z braw „po” wygrały ze wspomnieniami całego trudu organizacyjnego. Zrozumiałam, że warto być odważnym! Dziś wiem także, że dzięki głowie pełnej pomysłów dam radę w każdej sytuacji.
Od dawna podziwiam odwagę Pani Profesor. Wychowywać młodych ludzi rozbudzając ich wyobraźnie, prowokując do samodzielnego myślenia, poszukiwania własnej osobowości i pielęgnowania w sobie tego, co wyróżnia z tłumu. Jak takie wolne głowy, pękające od pomysłów, zdyscyplinować? Do dziś się nad tym zastanawiam myśląc o Pani Profesor jak o pedagogu, który bierze odpowiedzialność za dziesiątki uczestników wakacyjnych obozów teatralnych. Co wyprawialiśmy? Wyobraźnia nastolatka nie zna granic!
Raz przyłapany na nocnej wędrówce kolega usłyszał cierpliwe pytanie: „A co ty tu robisz Arturze?”. „Idę od lodówki, bo zgłodniałem…” wymyślił prędko odpowiedź Artur. „A co by Twoja Mama na to powiedziała?” zapytała podchwytliwie Pani Profesor. „Jedz sobie synku, jedz.”
Parę
lat temu nagrywałam z Panią Haliną dla TVP odcinek programu „Jak podbić
Warszawę”. Zjechaliśmy z naszą ekipą pół miasta, aby odwiedzić ważne dla Pani
Profesor miejsca. W każdym z nich nagrywaliśmy rozmowę. Były wspomnienia,
przemyślenia, dużo wzruszeń… Gdy dotarliśmy pod wieczór na Bartycką…
operatorzy kamer padali… A Pani Profesor, w formie olimpijskiej, miała siłę na
to, aby nas suto nakarmić dwudaniowym obiadem.
Kochana
Pani Profesor! Z wdzięcznością myślę o Pani codziennie.
A dziś
ściskam najmocniej i życzę 200 lat. Dzięki Pani świat jest piękny!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)




