niedziela, 19 czerwca 2016

Anna Kozłowska - Nagroda im. Doroty Wolskiej


Dziś po raz 10. przyznajemy Nagrodę im. Doroty Wolskiej. Najważniejszą w Ognisku. Nie tylko artystyczną, bo przede wszystkim powiązaną z naszymi ideałami. We współczesnym świecie ideały to często już puste, przeżute słowa, dowolnie szasta się pamięcią i pomnikami, opluwa autorytety, hejtuje przejawy zbytniej otwartości, a ufność i zaufanie nie są w cenie. A my na przekór i pod prąd! Przy takiej okazji chcemy używać wielkich słów, które dla nas puste nie są i chcemy promować dobro. Bo tak działałaby również Dorota.

https://www.facebook.com/O.T.U.Machulskich/photos/?tab=album&album_id=692488457475758


Dorota była fenomenem wielu talentów. Mistrzynią improwizacji ze społecznikowskim zacięciem. Fanką Witkacego. Osobą piękną, mądrą, wyrozumiałą, otwartą, ciepłą, pogodną, troskliwą, uśmiechniętą, twórczą, wnikliwą. Z ogromną wiarą w drugiego człowieka. Była drogowskazem dla zagubionych, nieśmiałych, zakompleksionych. Iskrą, która zapalała innych. Pełną radości życia. Zbyt krótkiego życia niestety. Była niezbędną częścią Ogniska. I żeby ten dar nie pozostał wyłącznie w pamięci tych, którzy Ją znali, żeby nie odszedł – ustanowiliśmy nagrodę Jej imienia. I dzięki temu Dorota wciąż z nami jest! Wciąż jest drogowskazem i symbolizuje to, co w Ognisku najlepsze i najważniejsze.
Oto lista dotychczasowych nagrodzonych Ogniskowiczów:

2006 - Ewa Wikieł

2007 - Janina Kędziora

2008 - Anna Iżyńska

2009 - Marcin Zbyszyński

2010 - Maria Krasuska

2011 - Natalia Bloch

2012 - Kamila Straszyńska

2013 - Michał Ferenc

2014 - Iga Dzięgielewska i Maja Leszek

2015 - Helena Urbańska


https://www.facebook.com/O.T.U.Machulskich/photos/?tab=album&album_id=427200890671184

Lista imponująca, bo wśród nagrodzonych większość współpracuje z Ogniskiem. Ewę porwały studia reżyserii w Berlinie, Marcin reżyserię kończy w warszawskiej Akademii Teatralnej i dzięki temu prowadzi stałe zajęcia w Ognisku. Marysia ostatnio się u nas pojawiła, bo po powrocie ze Stanów studiuje produkcję filmową i poszukiwała aktorów do filmu. Natalia i Michał studiują na wydziałach lalkarskich i przyjeżdżają z nową wiedzą poprowadzić warsztaty na naszych letnich obozach. Kamila obecnie w Bolonii zalicza ostatnie egzaminy i również przylatuje na obóz, a na stale współtworzy KAMERTON KULTURY (warto czytać!). Iga i Maja właśnie otwierają nowy studencki etap w życiu, a o uskrzydlonej Helenie z pewnością jeszcze usłyszymy, bo jeszcze przed maturą, a już działa pełną parą! Kto dzisiaj? Z pewnością ktoś, kto ma ogniskowy żar i wiarę, że warto działać dla innych. Bo doskonale rozumie sens ogniskowego przyrzeczenia, żeby przez sztukę kształtować siebie i swoje środowisko.

P.S. 
2016 - Aleksandra Uma

2017 - Hanna Korewicka

2018 - Kamila Dziorek i Barbara Wrona

2019 - Katarzyna Grzegorzewska

2020 - Aleksandra Roguska i Oliwia Hołozubiec

2021 - Karolina Gosk

2022 - Patrycja Feliszek i Stanisław Malicki

2023 - Karolina Jagielak i Karol Jagielak

2024 - Filip Pardyak

2025 - Lena Wróblewska i Szymon Karbowy


niedziela, 22 maja 2016

Julia Grodzewicz - Zobowiązanie




Zacząć jest zawsze najtrudniej, ale uznałam, że muszę  napisać  choć trochę o miejscu,  które tak wiele zmieniło w moim życiu. Wszystko zaczęło się cztery lata temu, kiedy przyszłam na przesłuchanie. Wtedy jeszcze nie wiedziałam jak bardzo to miejsce i ludzie mnie zmienią. Szczerze przyznam, że zbytnio nie zależało mi na tym, żeby dostać się do Ogniska. Myślałam, że są to zwykłe zajęcia teatralne. Dopiero teraz wiem, że Ognisko to jedno z najwspanialszych rzeczy jakie spotkały mnie w życiu.

Te wszystkie  pokazy , święta i przede wszystkim obozy. To wspomnienia, które zostają na całe życie i jeszcze dłużej. Ogniskowicze starsi, młodsi, w moim wieku oraz instruktorzy, od których uczę się jak być człowiekiem, jak być wrażliwym na świat, na sztukę. Uczę się najważniejszych wartości.

Myślę, że przełomowym momentem w Ognisku była dla mnie fuksówka. Bo to dzięki temu wspaniałemu dniu, gdy razem z całą gromadką fuksów przeszliśmy już wszystkie piosenki, scenki i improwizacje, i gdy nadszedł ten magiczny moment stania w kole przy blasku świec zrozumiałam, że jestem częścią  czegoś wspaniałego, że gdy dołączę do  KMT, dołączę  do grona ludzi wyjątkowych. Poczułam się zobowiązana wobec wszystkich, którzy wpisali się do księgi przede mną, że od tej pory muszę godnie reprezentować Ognisko. Od tej pory muszę być wrażliwa na świat i ludzi, muszę poprzez sztukę kształtować siebie i swoje środowisko oraz dawać przykład tym, którzy będą wpisywać się do księgi za rok, dwa, może za dziesięć lat. Oraz wszystkim ludziom, których będę spotykać każdego nowego dnia.

sobota, 26 marca 2016

Anna Kozłowska - na Dzień Teatru powrót do źródeł

Osuchów 2004, fot. Adam Biernacki
Kto nauczył mnie teatru? Nieskończona lista nazwisk. Gdzie? W tylu atrakcyjnych miejscach. Ale przede wszystkim u Machulskich. Tylu wspaniałych ludzi dołożyło barwne 5 groszy do mojej artystycznej edukacji. W przededniu Dnia Teatru wracam do źródła. Do budynku na Reja, gdzie wówczas działali Halina i Jan Machulscy. Tam gdzie w ramach bycia Ogniskowiczem odbywaliśmy dyżury jako bileterzy. Odziana w brązowy firmowy kubraczek stałam podekscytowana przy drzwiach do sali widowiskowej i sprawdzałam bilety wchodzącym widzom. Ale wcześniej witał tychże widzów Jan Machulski. Aktor, często reżyser przedstawienia, no i dyrektor tamtego teatru. Skoro sam pan Jan Machulski każdemu z wchodzących do teatru gości osobiście mówił dobry wieczór i każdemu ściskał rękę na powitanie, to dał mi tym samym do zrozumienia, że to widz jest najważniejszy w teatrze. Po spektaklu pan Jan wraz z zespołem, już prywatnie, wchodził ponownie na scenę, żeby z widzami porozmawiać, o tym, co przed chwilą na tejże scenie się zdarzyło. Te rozmowy, czasami burzliwe, pokazały mi, że bywają różne racje, różne motywacje, ludzie zachowują się w zadziwiający, pokrętny sposób i żadna sytuacja nie jest zero-jedynkowa. A życie nie jest czarno-białe. I żeby nikogo nie skreślać, bo zawsze warto zatrzymać się, próbować zrozumieć, pomóc. Ale przede wszystkim uświadomiły mi, że w teatrze mówi się o rzeczach ważnych. I że teatr jest doskonałym miejscem do wymiany poglądów. Potem były ogniskowe warsztaty, wyjazdy na letnie obozy. I tam również pojawiał się Jan Machulski. Przyglądał się, doradzał, wspierał. Oglądał nasze pokazy i omawiał. Krytykował i chwalił. Skoro ten znany aktor poświęcał swój czas dzieciakom, to może nasze artystyczne działania były jednak w jakiś sposób ważne… I tak poczułam, że nasz głos ze sceny ma wartość. Duszą Ogniska była Pani Halina, ale obecność Pana Jana miała niebagatelne znaczenie. Pan Jan również pojawiał się u boku Pani Haliny w czasie obrzędu KMT czyli Koła Miłośników Teatru. Oboje trzymali linę, zapraszali do kręgu i swoim przykładem udowadniali, że teatr jest wspólnotą. I że można przez sztukę wciąż kształtować siebie i swoje środowisko. W ten sposób uczyłam się teatru, przez codzienne oddychanie. I teatr stał się jak oddech. Oczywisty i niezbędny. Dziś uczę teatru. Ale jednocześnie wciąż uczę się teatru. Od Ogniskowiczów na zajęciach i warsztatach. Stawiając pytania i słuchając odpowiedzi. W czasie ważnych publicznych rozmów po warsztatach, ale i tych przelotnych gdzieś na schodach lub na korytarzu. I dlatego z uwagą słucham tego, co Ogniskowicze mówią na filmikach przygotowanych na tegoroczny Dzień Teatru:
Co jest najważniejsze w teatrze? https://www.youtube.com/watch?v=5leT41J1LAc
Dlaczego nie wszyscy chodzą do teatru? https://www.youtube.com/watch?v=jJX0EhbI0WY&feature=youtu.be
Gdyby na świecie nie było teatru? https://www.youtube.com/watch?v=rRdRFf0GSyk

wtorek, 22 marca 2016

Katarzyna Kołodziejczyk - VetAway, czyli weterynaryjna przygoda!


 
Ognisko, to pod wieloma względami miejsce magiczne. Przede wszystkim, jest to miejsce spotkania dla ludzi mających różnego rodzaju zainteresowania i pasje. Wspólnie tworzą oni mieszankę wybuchową, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Nie każdy Ogniskowicz ma w planach bycie aktorem, reżyserem czy operatorem. Owszem, sporo osób wiąże swoją przyszłość z teatrem lub filmem, ale nie wszyscy. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ jestem właśnie takim przypadkiem. Do Ogniska uczęszczałam w latach 2006-2010, początkowo w grupie „Ferdydurke” , następnie „Hamlet” . Dwa razy byłam na obozie w Jadwisinie, gdzie udało mi się dołączyć do zaszczytnego grona członków KMT.

 W chwili obecnej mam 23 lata i jestem studentką 4-go roku na….. weterynarii. Pomimo aktorskiego zacięcia, moja miłość do zwierząt i chęć niesienia im pomocy okazały się silniejsze i tak oto już za dwa lata uzyskam tytuł lekarza weterynarii. Czy w związku z tym, cztery lata w Ognisku były stratą czasu? Wręcz przeciwnie! Może mi nie uwierzycie, ale nauczyłam się tam wielu rzeczy, które wykorzystuję na co dzień. Pierwsza i chyba najważniejsza rzecz, to umiejętność słuchania. Zwierzęta nie potrafią powiedzieć nam co je boli, te informacje musimy uzyskać od właściciela. Jest to jeden z najważniejszych elementów, prowadzących do postawienia diagnozy i w efekcie zastosowania odpowiedniego leczenia. Kolejna sprawa, to umiejętność pracy w grupie. Bez współpracy z opiekunem zwierzęcia oraz innymi lekarzami, droga do wyleczenia pacjenta jest dużo bardziej kręta, a nieraz nawet niemożliwa do przejścia. Kreatywność i wyobraźnia to kolejne narzędzia przydatne w tym zawodzie. Często trzeba działać szybko, bez dostępu do odpowiedniego sprzętu, korzystając z tego co jest pod ręką.  Nawet nie zdajecie sobie sprawy jakie rozwiązania, często ratujące życie, przychodzą wtedy do głowy. Mogłabym tak wymieniać i wymieniać, ale czas przejść do sedna. Ognisko nauczyło mnie, że warto marzyć i o te marzenia walczyć. Trzeba uparcie dążyć do celu i nie odkładać niczego na  potem. Kierując się tym, postanowiłam spełnić swoje marzenie z dzieciństwa. I tak oto, w najbliższe wakacje, wybieram się na miesięczny staż do rezerwatu Shamwari w RPA, gdzie pod okiem najlepszych specjalistów będę zdobywać doświadczenie z zakresu medycyny dzikich zwierząt. Moimi pacjentami będą miedzy innymi lwy, zebry, słonie, nosorożce i wielu innych przedstawicieli afrykańskiej fauny. Skąd w ogóle w mojej głowie taki pomysł? Jako mała dziewczynka uwielbiałam wszystkie filmy i programy o zwierzętach. Obiecałam sobie, że kiedyś będę podróżować i leczyć zwierzęta z całego świata. Szczególną miłością zapałałam do Afryki. Napisałam maila do interesującego mnie rezerwatu i po wymianie kilku wiadomości zostałam przyjęta na staż! Stwierdziłam, że skoro już przejadę taki szmat drogi, to warto przy okazji zrobić coś dobrego, coś, co będę mogła kontynuować po powrocie. Zdecydowałam, że będąc na miejscu zwrócę uwagę na problem, jakim jest kłusownictwo. Na własne oczy zobaczę, jak wygląda walka z ludźmi, którzy dla zysku zabijają bezbronne zwierzęta. Po powrocie podzielę się zdobytą wiedzą i pokażę Wam, jak wszyscy możemy z tym walczyć. Bo to od nas zależy, czy nasze dzieci będą znały nosorożce i słonie tylko z obrazków i filmów.

Przygotowania do mojego wyjazdu ruszyły już pełną parą i niestety zaczęły się schody…. Moja wyprawa wiąże się z dużymi kosztami. Oczywiście odkładam od dawna, ale mimo wszystko bez wsparcia nie uda mi się wyjechać. Dlatego właśnie prowadzę zbiórkę na portalu crowdfundingowym. Każdemu wspierającemu nie pozostanę dłużna i mam do zaoferowania różne nagrody i upominki. Zwracam się do Was z ogromną prośbą o wsparcie, każda, nawet najmniejsza wpłata, przybliża mnie do spełnienia marzenia o leczeniu dzikich zwierząt. Pomóżcie mi w osiągnięciu celu i pokazaniu, że nie ma rzeczy niemożliwych!

 Zachęcam Was do zajrzenia na mojego bloga i fanpage’a, gdzie znajdziecie więcej informacji odnośnie moich przygotowań, jak i ciekawostek odnośnie afrykańskich zwierząt. Załączam również link do mojej zbiórki i z góry dziękuję Wam bardzo za każde, nawet najmniejsze wsparcie!



                                                                           Jadwisin 2010
 

wtorek, 9 lutego 2016

Gabrysia Szmel - Zimowisko pełne przeżyć


Jadąc na zimowisko miałam wiele obaw. Bałam się, że nie zdążę nauczyć się tekstu na warsztat Oli Moskal, w którym miałam grać. Nie znałam osób przydzielonych mi do pokoju. Myślałam o tym, co będzie, jeśli okaże się, że nie jest tak fajnie, jakbym to sobie wyobrażała. Oczywiście okazało się to kompletnie niepotrzebne. Wystarczyło, że otworzyłam drzwi ośrodka, podbiegły do mnie Ada, którą znałam już z obozu z nieznaną mi jeszcze wtedy Marysią. Wzięły moje rzeczy, w ciągu 5 sekund wniosły do pokoju i przywitały się. To był pierwszy znak, że przyjechałam na zimowisko pełne Ogniskowiczów tryskających energią.
Przez kolejne dni nie miałam czasu na zupełnie nic, co można by uznać za zbędne, tak jak na przykład podrapanie się po głowie. Od rana do wieczora biegałam od zajęć przez próby do warsztatu po spotkania grupy, a byłam jedną z tych osób, które miały tam najmniej pracy.
Na zajęcia do grup instruktorskich trafiłam do Pani Zosi. Bardzo się z tego cieszyłam. Na co dzień nie ma z nią zajęć w Ognisku, czego bardzo żałuję. Było w nich pełno emocji, ruchu, energii, kreatywności i wszystkiego innego, co się tylko jeszcze da. Nie dało się na nich nudzić. Pani Zosia okazała się przy okazji zupełnie niesamowitą i niepowtarzalną osobą. Zawsze z uśmiechem na ustach.
Po 3 dniach skończyły się zajęcia instruktorskie, a czas, który wcześniej zajmowały, teraz zapełniły próby do warsztatów i same warsztaty. Codziennie oglądaliśmy kilka z nich. Każdy inny, wszystkie niesamowite. Największe wrażenie zrobił na mnie 3 warsztat Mikołaja Szumowskiego pod tytułem: Warsztat, o którym jutro i tak nikt nie będzie pamiętał. Był to monodram. Grał w nim Janek Kwapisiewicz - przyjaciel Mikołaja, świetny aktor i niesamowity Ogniskowicz. Ja odebrałam ten warsztat jako sztukę, o tym dlaczego warto żyć i co można nazywać miłością. W tym spektaklu Janek mówił wszystko w imieniu  Mikołaja - wyrażał to, co on myśli i czuje. Pod koniec warsztatu na scenie pojawiła się dziewczyna Mikołaja - Ola Uma, jako forma przedstawienia prawdziwej miłości. I wtedy łzy spłynęły mi po policzkach. Nie mogłam potem przestać płakać przez cały wieczór, bo w tym warsztacie  zobaczyłam jak piękne jest to, co on do niej czuje. Przedstawił to wszystko w jednej postaci na scenie. Było to dla mnie coś poruszającego i nie dawało mi spokoju jeszcze przez długi czas.
Kolejne dni mijały, kolejne warsztaty, aż w końcu nadszedł czas pokazu Oli. To miała być moja pierwsza rola w warsztacie - mój debiut. Przed wyjściem na scenę nie mogłam ustać. Przechodziło przeze mnie tornado emocji. Wyszłam przed widownię, a emocje cały czas narastały we mnie, było ich więcej i więcej i więcej. Opadły dopiero, kiedy wszyscy zaczęli bić brawo i rozpoczęło się omówienie. To było dla mnie niesamowite przeżycie. Na pewno będę je jeszcze pamiętać długi czas, tak jak cały ten wyjazd. Zawsze będę wracać z tęsknotą myślami do czasów tego zimowiska, bo nie ma nic piękniejszego niż grupa ludzi kochających sztukę i Ognisko.



poniedziałek, 8 lutego 2016

Julia Demidziuk - 168 godzin, a tylko 30 snu


Jedziesz samochodem, trzymasz stos książek na kolanach, ale nie tylko ich ciężar cię przygniata  - ciężar wspomnień, doświadczeń, ale przede wszystkim powiek. Pragniesz wrócić, ale gdzie? Do clubu 35+ czy do własnego łóżka? Dobrze wiesz, że to pierwsze jest już niemożliwe, więc gdy tylko wrócisz do domu, położysz się spać. Trzymasz już głowę na poduszce, a tak upragniony sen nie odwiedza twoich skromnych progów. Dlaczego? Bo chyba tak już jesteśmy skonstruowani, że tuż przed zaśnięciem każdy z nas prowadzi rozmowę z własnymi myślami. 
Myślisz, wspominasz, analizujesz - otwierasz coraz głębsze szuflady, w których schowana jest niespodzianka grupy pierwszej, film Dreszcze, warsztat Kroki, taniec Piny Baush, definicja miłości wg Mikołaja Szumowskiego. Największą wartością schowaną w tych wszystkich szufladach nie są twoje przemyślenia, ale nasze. Każdy z nas miał okazję do podzielenia się swoimi spostrzeżeniami po zobaczeniu teraz już tyko zawartości szuflady, a jeszcze przed kilkoma dniami żywych tworów. I z całego tego huraganu myśli, który wieje podczas każdego z omówień, ty wyciągasz coś dla samego siebie, swoje własne wnioski. Tak więc nie zasypiasz, bo kołacze ci w głowie jedno pytanie: Moje, czy nasze? W końcu oddajesz się w objęcia Morfeusza. 
Po 16 godzinach snu czujesz się wypoczęty, ale co robić, skoro jest 5 nad ranem. Włączasz komputer, wchodzisz na profil Studia Filmowego TOR na YouTube i oglądasz film Constans. Kończysz go, dochodzi  7, a ty nie żałujesz tego, że nie możesz z powrotem zasnąć, ale tego, że nie masz się z kim podzielić swoimi przemyśleniami, bo cały dom śpi, a ludzie z którymi spędziłeś ostatnie 168 godzin twojego życia są rozproszeni po całej Warszawie i okolicach. Tak więc co robisz? 
Ubierasz się i wychodzisz na spacer.

piątek, 25 grudnia 2015

Marta Szlasa-Rokicka - życzenia dla Pani Haliny


WIGILIA 2007
WIGILIA 2014
WIGILIA 2012
WIGILIA 2009
 
Ile wigilii przeżywa przeciętny młody człowiek w okresie świąt? Ja przeżywam trzy. Jedna, ta najbardziej oczywista, będzie 24 grudnia. Druga, której również można się spodziewać, w szkole, taka tradycja. Najmniej „zwyczajną” i „spodziewaną” była ta, która odbyła się w niedzielę. Wigilia w Ognisku. Piąty, kolejny rok w Ognisku, piąta, kolejna wigilia. I jak zawsze robimy pokaz, przynosimy prezenty, jedzenie. Ale teraz było jakoś inaczej, nie ze względu na coroczną wyjątkowość tego dnia, ale przez fakt że to my jesteśmy najstarsi. Jestem w grupie 2015. Co w tym nowego, już rok temu byłam wśród najstarszych. Jednak w niedzielę, kiedy siedzieliśmy w mniejszej sali i byłam w stanie zobaczyć każdego, poczułam się staro. Pokaz grupy pierwszorocznej - bitwa rapsów, drugi rok Pana Jowialskiego i Trzy po trzy. Familiada – pomysł, który powracał do naszej grupy, poszerzonej już o Świętoszka, przez trzy lata. I nagle, kiedy pani Ania poprosiła nas o wypowiedzenie kilku życzeń dla najważniejszej w Ognisku osoby, my stoimy jak słupy i jąkamy jakieś marne życzenia. Serio, Marta? To wszystko na co cię stać po tych 5 latach? Mam nadzieję że nie. Więc czego chcę życzyć pani Halinie, osobie od której wszystko się zaczęło, która wypełniła każdy weekend mojego dorastania? Życzę Pani, aby zawsze pamiętała Pani o radości, którą dała Pani tylu osobom. Aby każdy dzień dawał Pani coś nowego. Życzę Pani codziennej dumy z tego, co Pani osiągnęła. Życzę Pani (i sobie) Ogniska. Dziękuje Pani za Ognisko. Dziękuje za zaszczyt jaki mam przebywając z tymi wszystkimi ludźmi, i mogąc pisać życzenia właśnie dla Pani, mimo że niczym specjalnym się nie wyróżniam. Dziękuje za wyjątkowość tego miejsca. Za wytrwałość w jego tworzeniu. Słowem – dziękuje za wszystko. Wesołych świąt, Pani Halino.