Lubimy pisać! Na warsztatach literackich pod opieką Anny Kozłowskiej stworzyliśmy portrety naszych babć i dziadków. Zatrzymajcie się na chwilę. Przeczytajcie.
Lena
Wróblewska:
Babcia
Marysia ma zabiegane ręce i konturowe oczy. Pachnie poskładaną zawieruchą. Na
lichych włosach zapina grubą klamrę. Wychodząc za próg, sprawdza licznik kroków.
Mam po niej drugie imię.
Szymon
Karbowy:
Moja
babcia była okrągła i otulająca. Pachniała mieszaniną kadzidła z resztką
dostojnych nauczycielskich perfum. Na nosie, para porysowanych, grubaśnych
szkieł, których wymiany od zawsze sobie odmawiała. Do pokoju wchodziła
przechylając się to w lewo, to w prawo, balansując na granicy upadku. Nic jej w
życiu nie położyło.
Antonina
Niedziałkowska:
Babcia
Mysia przypomina przekwitłą różę. Jej zadbane, jasne dłonie poplamione są
starością. Pachną kwiatami, gliną i pracą. Znają i pamiętają każdy materiał,
którego dotknęły. Drogą głowę ozdabia odmechacony beret, czerwony Nigdy nie wyszłaby
z domu w dresie. Na powitanie całuje mnie w policzek, dłońmi przeprasowuje moją
koszulę a potem zaprasza mnie na herbatę. Ona mówi, a ja słucham.
Róża
Dworak:
Moja
babcia była energiczna i pokazowa. Pachniała farbą do włosów i kościelną ciszą.
Błyszczała oczami, na których nosiła niebieski cień. Rozmawiając, z miłości
przeobrażała się w dziecko. Jednak to kłótnia zdawała się budzić ją do życia.
Julia
Dąbrowska:
Potężny,
ale łagodny. Pachniał wodą kolońską i skórzanym płaszczem. Nosił zadziorny
kaszkiet i torbę pełną kanapek babci. Uwielbiał łapać mnie za ucho, żebym się
zdenerwowała. Jego dłonie potrafiły naprawić wszystko.
Ida
Romaszkan:
Moja
babcia jest pomocna i serdeczna. Jej zapach przywodzi na myśl dom rodzinny i
ciepłe naleśniki z dżemem jabłkowym. Zazwyczaj ma na sobie swój znoszony
wełniany sweter, który cerowała już więcej razy niż mogę zliczyć. Telewizor w
jej domu jest zawsze włączony nie po to by pokazywać wiadomości, ale żeby
zagłuszyć ciszę zalegającą w każdym kąciku jej mieszkania. Babciu, chciałabym
abyś została z nami na zawsze.
Kajetan
Fabisiak:
Dziadek
Maciek wygląda ani sensownie, ani odpowiedzialnie. Pachnie więc papierosowym
rajem. Nasi białe koszule, by móc je widocznie ubrudzić. Wchodząc do Garażu, od
razu kieruje się do kuchni. Odebraliśmy obiad i wyszliśmy. (PS. dziadek mieszka
w domu, który składa się w dużej mierze z garażu, kuchni i jadalni, dlatego tak
ten dom nazywamy Garażem.)
Łucja
Herda:
Babcia
była ułożona i z pozoru surowa. Pachniała lakierem do włosów lub gotowanym
obiadem. Po powrocie zmieniała ubranie na „domowe”. Nieustannie narzekała na
bałagan w naszym mieszkaniu. Chciała dla nas jak najlepiej.
Sonia
Wagner:
Jest
uparcie zdystansowana Pachniała borówkami kupionymi specjalnie dla jednej
jedynej wnuczki. Nosiła starannie dopięte palto i beżowy beret, wyciągnięte w
pośpiechu z zagraconej szafy. Wychodząc z domu szeptała „Gdzie są klucze?” Nie
rozmawiamy od lat.
Konstanty
Stępniewski:
Moja
babcia- przerdzewiała i ścisła. Pachniała majem swojego ogrodu. Na polikach
zawsze miała ślad nierozmytej szminki. Potykając się, z tarasu biegła na
ziemię; uczulona na ciepło, sama nim zarażając.
