sobota, 16 września 2017

Ogniskowiczom, którzy kiedyś BYLI w Ognisku życzę…

Co mógłbym zrobić, żeby promować idee Ogniska?
To jedno z pytań w naszej corocznej anonimowej ankiecie na zakończenie roku. Oto wybrane odpowiedzi na 5 pytań i zdjęcia oczywiście z pokazów na uroczystości zakończenia roku.
Zdjęcia wykonał tata Kamili - pan Rafał Dziorek - dziękujemy!!!


W Ognisku czuję się jak…

Orzeł /  Motyl / Ptak w kolorowym locie
Ptak, który ma nieograniczone możliwości
Wolny ptak hasający po bezkresnych polach wyobraźni.
Słowik wpuszczony do rynny z papugami
Jakbym miał ogromne skrzydła
Latawiec który dryfuje po niebie wyobraźni
Ulotne powietrze, mogę uciec od reszty świata, nie przejmować się tym, co ludzie o mnie myślą
jak w niebie

Ryba w wodzie a czasami jak ryba w ogniu
Szczupak (rybka w wodzie)
Ryba w wodzie, śliwka w kompocie, krew w żyłach, włosy na głowie, woda w morzu, jak pozytywna energia u Ogniskowiczów
Kret w moim ogrodzie
Róża w wazonie – ktoś dba o mnie, czasami podcina łodygę, żebym nie zwiędła zbyt wcześnie – rozkwitam

Część czegoś lepszego niż codzienny świat
Podpalona pomysłami
Osoba której zależy
Ktoś ważny, doceniony, wartościowy
Ja tylko taka więcej widząca, słysząca i więcej czująca
Wolna, magiczna istota, która może spełniać marzenia
Rozżarzony węgielek teatralny
Jakbym płonęła energią w płomieniach ognia ogniska


W domu w którym mogę spotkać się z ludźmi takimi jak ja
W domu, bezpiecznie, chciana (głupie i proste, ale prawdziwe)
W domu, ale takim, którego sam nie zbudowałem
W domu – to oklepana odpowiedź. Ale tak jest. Ogniskowicze to rodzina, a Ognisko to po prostu dom
W galerii sztuki nowoczesnej, bo jest tu wiele interesujących, niekonwencjonalnych pomysłów i idei.
W gabinecie osobowości
Pod teatralnym prysznicem
W utopii rozmyślań
Na świeżym powietrzu – w końcu można oddychać
W miejscu gdzie mogę spełnić marzenia
W mięciutkiej wacie cukrowej.
W swojej domowej łazience – pewniej już się nie da

Jak Alicja w Krainie Czarów
jak marzyciel, ale nie jestem jedyny
Plamki na obrazie Picassa pośród innych kolorowych plamek
Ważny element puzzli, które w całości tworzą piękniejszy obraz codziennej rzeczywistości
W domu, z rodziną. W końcu wszyscy jesteśmy dziećmi Haliny.
W domu ale bez kuchni, rekompensuje to inspiracja i kreatywność

Picasso, Dali, Esher, Bogusławski i James Dean w jednym, jak rozwijający się młody pąk kwiatów 
Mona Lisa u Da Vinciego
Jak jeden z puzzli z sali Chaplina. Wiem, że razem z resztą tworzą piękną całość.
Jak Salvador Dali gotujący homary
Taki pół-artysta. Dobra, ćwierć-artysta. Początkująca jedna – ósma artysty. Ale, jakby nie patrzeć, artysty.
Czuję, że mam dużo pomysłów i mam szansę je wyrazić, w przeciwieństwie do życia szkolnego, w którym uczę się rozumowania innych...

Mała, kreatywna kulka pozytywnej energii
Bóg, gdyż mogę być każdym i nikim, wszystkim i niczym.
W starym, znanym miejscu z innego życia
jak nigdzie indziej na świecie
Ja




Co jest najważniejsze w Ognisku?

Wspólnota! / Zaufanie /  Tradycja / Akceptacja / Ogień determinacji
Spotkanie. Każde.
Wolność (słowa i twórczości)  / Wyobraźnia i pomysły / Obecność.
Samogłoski (a,e,i,o,u,y).
Puenty!
Nie ma mówienia ”naczy”, „ten, „generalnie”

Pasja, którą się odnajduje i zaraża nią innych
Energia. Z nią da się zrobić wszystko.
Podejście i chęci/  Więź z innymi / Szczypta surrealizmu

Konstruktywna krytyka i rady dotyczące życia
Kreatywność, pozytywne nastawienie, szczerość
Niecenzurowane myśli wspaniałych ludzi
Spojrzenia, którymi wszyscy się nawzajem obdarzamy
Przyjaźń tworzona przez kulturę
Zabawa,  cieszenie się każdym drobiazgiem i każdą przeżytą tu chwilą.
Otwartość umysłu, brak jakichkolwiek barier i ograniczeń
Rozwój wewnętrzny / Odnoszenie się do siebie z szacunkiem
Ludzie, którzy nas uczą i otaczają
Nieoczywistość, bo jednostajność jest nudna
Znajomość wszystkich „ludzi z drzwi” (nazwy sali – to dobry początek)
Praca ze słowem, które kocham jako przyszła aktorka
Komplet osób w grupie

Inspirować się wszystkim
Żeby nie siedzieć biernie na tyłku tylko działać
Myśleć samodzielnie / nie bać się wyrażać siebie.

Pilnowanie by ogień nie zgasł
Bycie sobą. Definitywnie
Doskonalenie się / Robienie „czegoś z „niczego”.
Stawanie się lepszym człowiekiem i poszerzanie horyzontów

Pomaga zachować w sobie cząstkę dziecięcą, a zarówno wprowadza nas w świat dorosły
Tu nic nie jest takie, na jakie wygląda..
Chwile, momenty, sekundy, które sprawiają, że życie jest lepsze
Halinizm
To, ile nam daje

Ogniskowiczom, którzy kiedyś BYLI w Ognisku życzę…

W Ognisku trwać

Dalszego ognia i płomieni
Otwartej głowy, nieskończonego nieba i głębokiego oceanu
Zapachu drewnianych desek jakiegoś słynnego teatru
Życia, w którym będą korzystali z tego, co tu zdobyli
Chęci do zarażani wiedzą zdobytą tutaj
Spełnienia się w swoich wymarzonych dziedzinach
Dumy ze swojego charakteru / Sławy i chwały
Pięknej przyszłości i pysznych śliwek w czekoladzie

Aby żyli ogniskową energią / Aby nigdy nie zgaśli
Aby ogniskowy duch ich nigdy nie opuścił
Aby nigdy o nim nie zapomnieli i swoje codzienne wyzwania traktowali jak warsztaty, a sukcesy, jak fuksówkę

Żeby mogli tu czasem wrócić
Żeby nigdy nie zapomnieli o tym, czego tu się nauczyli
Żeby zawsze czuli się, jak jego część
Żeby zawsze mogli kontynuować to, co tu zaczęli
By zawsze w torbie/plecaku nosili krzemień i drewienka

Żeby w trudnych chwilach przypomnieli sobie Ognisko, bo na pewno im pomoże
Byli nieustannie uprzejmi i piękni
Aby ich życie było zawsze tak kolorowe, jak na zajęciach
Żeby znaleźli takie miejsce na ziemi jakim było dla nich Ognisko
Żeby wciąż potrafili być otwarci i żeby nie stawali się cyniczni, ale patrzyli na wszystko i cieszyli się nowością
Żeby nie ograniczali wyobraźni, którą tu rozwinęli i korzystali z niej codziennie
Żeby pamiętali o tym, że to oni są autorami i edytorami swojej rzeczywistości
Żeby życie traktowali w taki sam sposób jak wyzwania w Ognisku
Znaleźli inne miejsce, które da im to ogniskowe uczucie

Żeby posłali tu swoje dzieci / Żeby nie „poważnieli”
By byli szczęśliwi

Nie byli jak biznesmeni – zamknięci w sztywne ramy i potrafili być dziećmi.
żeby utrzymali kontakt ze swoją grupą i nie tylko. Żeby często nas odwiedzali.
Żeby zawsze je pamiętali i pozostali tacy sami, jak w dniu, gdy jako dzieci pierwszy raz przyszli na zajęcia
Żeby mimo upływu lat trzymali się razem
Żeby ktoś wynalazł machinę czasu i mogli tu wrócić


Tyle radości z pracy, ile nauka w Ognisku dawała przyjemności
Młodzieńczego podejścia do życia i odrobiny szaleństwa
By do końca życia jedli zupę widelcem
Żeby ich pomysły kwitły
Żeby pamiętali o Machulskich i wspierali obecnych Ogniskowiczów



Ogniskowiczom, którzy kiedyś BĘDĄ w Ognisku życzę…

Żeby Ono było!
Aby nakręcili się, jak chomik w kołowrotku
Aby w Ognisku nadal było tak fajnie / Żeby poczuli tę atmosferę
Żeby byli orłami niezniżającymi lotów
By w zderzeniu z Ogniskowym duchem odnaleźli własne „ja”
Żeby zapisywali się jak najszybciej – nie ma czasu do stracenia
Żeby uwierzyli w siebie / Aby otworzyli się na wszystkie zaskoczenia
Aby przeżyli tu najpiękniejsze chwile w życiu tak jak ja

Poznania szalonych ludzi – takich, jak my wszyscy
Wyobraźni / Rozwijania siebie i swoich pasji
Siły i ochoty na doskonalenie się / Wielkiej dojrzałości i poznania siebie
Wytrwałości, bo często podczas prób pojawia się chęć poddania się, ale kiedy już uda się ją przezwyciężyć – zawsze wychodzi coś wspaniałego.
Wytrwałości, bo nie każdy zostanie do końca, ale jeśli wytrwa, będzie czuł się w pełni Ogniskowiczem
Znalezienia przyjaciół na całe życie i przepięknych doświadczeń.
Dużo pozytywnego stresu.

Jak najszybszego dotarcia na Lubelską

Żeby porzucili nauki szkolne. Nie starali się zachowywać i ubierać jak rówieśnicy, ponieważ to, co powszechne jest nudne, a Ognisko nie lubi nudy
Tego, by zostali tutaj jak najdłużej i żeby poszerzali horyzonty
Żeby się nie bali i korzystali z tego, ile się da
Żeby nigdy nie wątpili w siebie i nie kierowali się schematami

Nie opuszczajcie zajęć!

Aby nigdy z ich twarzy nie znikał uśmiech, który w Ognisku cały czas im będzie towarzyszył oraz by się nauczyli, że odpowiedź „nie wiem” nie istnieje
Żeby wykorzystali w 100 procentach ten czas, bo jest on wyjątkowo ważny i zmienia sposób postrzegania świata
Pewna osobą z Ogniska powiedziała mi: na początku raczej nie będziesz miał przyjaciół, potem połowa z twoich przyjaciół to Ogniskowicze a potem wszyscy twoi przyjaciele będą z Ogniska. I to jest piękne.


Co mógłbym zrobić, żeby promować idee Ogniska?

Zrobić pokazy w różnych miejscach w Warszawie
Głosić je w szkole, niczym średniowieczni heroldowie na rynkach miast
Drzeć się po całej Warszawie idźcie do Ogniska, bo to super przygoda coś w tym stylu
Nosić T-shirt z logiem Ogniska
Skakać na trampolinie na Nowym Świecie
Chodzić z podpaloną pochodnią po mieście, a za mną orszak mimów i aktorów
Marsze ogniskowe
Zapraszać tutaj wiele osób zwłaszcza chłopaków bo ich brakuje
Tańczyć, skakać i krzyczeć razem z innymi albo sama, bo warto być wariatem
Przyznawać się i chwalić, że jesteś z Ogniska i być otwartym na innych
Nie zniżać mojego lotu
Być, mówić, żyć i chwalić

Patrzeć na świat w sposób nieoczywisty, cały czas siebie zaskakiwać , cały czas tworzyć, nie iść na skróty
Zamiast się złościć nauczyć się stepować
Nigdy nie mówić nie wiem nie umiem / Wierzyć w siebie
Inspirować innych do nieustannego rozwoju i wiary we własne możliwości
Do końca życia postępować zgodnie z tym, co się tutaj dowiedziałem
Nie trzeba być aktorem, można związać swoja przyszłość z zupełnie innym zawodem i wtedy najlepiej będą widoczne cechy, które zdobyłem w Ognisku
Eksplodować irracjonalnymi pomysłami, być inspiracja dla innych

Przekładać system edukacji i integracji Ogniska w życie
Założyć w przyszłości instytucję teatralną
Starać się samemu żyć na co dzień tak jak mówią przysięgi z fuksówki

Palić wszystkich wokół płomieniami Ogniska
Zarażać halinistyczną siła jak najwięcej ludzi pokazując innym ile pięknych i wspaniałych rzeczy jest wokół

Zauważać pięknych ludzi i przyprowadzać ich tutaj
uśmiechnąć się do kogoś od czasu do czasu
Wypełniać całe życie nabytą tu postawą
Pozostać Ogniskowiczem do końca życia
Być sobą wśród ludzi / Kochać innych
Wciąż się starać

Halinistycznie żyć





niedziela, 10 września 2017

Natalia Bloch - Uśmiech, proszę!




     Jest wiele rzeczy, które kojarzą mi się z Ogniskiem. Przede wszystkim okres dorastania w "halinistycznym" duchu, obozy, których nie mogę już nawet dokładnie policzyć, wiele radosnych twarzy, które do dziś są mi życzliwe, przyjaciele, na których zawsze mogę polegać. Potem wspaniały czas dzielenia sie tym wszystkim z młodszymi pokoleniami i pierwsze pedagogiczne doświadczenia. Ale jest jedna rzecz, która spaja te wszystkie wspomnienia i towarzyszy każdemu z nich. Śmiech. Niekończąca się seria żartów, od których nie można złapać oddechu i boli przepona, albo zwykły, szczery lub nieśmiały uśmiech wymieniany na korytarzu. W Ognisku nauczyłam się odróżniać słaby, płytki żart od żartobliwych łamigłówek i gier słownych. Gdzie jak nie w Ognisku, można lepiej nabrać dystansu do siebie, ale także ludzkiej głupoty. Myślę, że moje poczucie humoru ukształtowało się właśnie w tym miejscu. Do dziś najcieplejszymi wspomnieniami z obozów są nieprzespane noce, które upływały na przegadywaniu minionego dnia oraz tworzeniu kolejnych szalonych pomysłów na nadchodzący. Wszystko w atmosferze żartu, wzajemnej przyjacielskiej "rywalizacji" na bardziej popisowy dowcip. Na przestrzeni wszystkich lat spędzonych pod skrzydłami Ogniska, nauczyłam się także instynktownie lgnąć do osób szeroko uśmiechniętych, które cechują się "ostrym" humorem. Myślę, że to dobra lekcja. Nawet po kilku latach bez kontaktu, potrafimy przypomnieć sobie anegdoty lub sytuacje z przeszłości, z których śmialiśmy się razem. Ten śmiech najlepiej potrafi połączyć ludzi. Wchodząc w skład "grona pedagogicznego" szybko nauczyłam się, że nawet najtwardsze dziecięce serduszko szybko topnieje pod wpływem szczerego uśmiechu ze strony instruktora. I to jest jedna z rzeczy, które najchętniej przekazuję dalej, nie tylko młodym Ogniskowiczom. Uśmiechem możemy zawojować świat! I to dosłownie. Każdy może mieć gorszy dzień, ale jeden uśmiech sprawi, że niemożliwe staje się możliwe. Działa - sprawdzałam! :)

piątek, 25 sierpnia 2017

Marta Przygodzka - 5 minut i ani chwili więcej



       Chyba powinnam zacząć od tego, że zupełnie nie rozumiem czasu. Tego czasu, który zajmuje centralną pozycję w naszej egzystencji. I jeśli ty, drogi czytelniku tego wpisu, nie zgadzasz się ze mną pod tym względem, należysz prawdopodobnie do gatunku niespóźnialskich. Z mojego punktu widzenia każdy z nas biega bowiem za małym patyczkiem obracającym się po okrągłej tarczy. Ten fakt, mnie wydający się zupełnie absurdalny, nie przemawia jednak ani do moich rodziców, ani do nauczycieli, ani nawet do znajomych, a próby usprawiedliwiania moich spóźnień przynoszą marne efekty. I żeby nie było, ja wiem, że okropnie nieuprzejmie jest się spóźniać oraz ze to brak szacunku dla drugiej osoby, jednak jak to pięknie ujął Tomasz Mann: „Czasu w ogóle nie ma „właściwie”. Jeżeli komuś się dłuży, płynie wtedy powoli, jeżeli przeciwnie, to upływa prędko, ale przecież nikt nie wie, z jaką szybkością biegnie w rzeczywistości” . Tak więc, biegnąc na lekcje chemii, nie mogę przewidzieć, że czas nauczycielki toczy się leniwie podczas gdy mój pędzi jak spłoszony rumak.

       Kończąc ten długi wstęp, chciałabym podzielić się czymś cennym, czego o czasie nauczyłam się w Ognisku. Chyba każdemu Ogniskowiczowi świetnie znany jest moment, kiedy to instruktor, podając temat scenki, dodaje pośpiesznie „macie 5 minut”. W te 300 sekund dokonuje się (czasami) metamorfoza ze spanikowanego „nie mamy pomysłu” do dzieła, które możemy pokazać z dumą. Podobnie na obozach, przez całe dwa tygodnie uczymy się sprawnej współpracy i wytężamy nasze muskuły kreatywności, aby z każdym projektem zdążyć na czas. Ten ostatni płynie wtedy jak wartka rzeka spływająca pędem po górskich zboczach. To właśnie wtedy tykająca wskazówka staje się nie wrogiem, a wspólnikiem gdyż każdą minutę przeznaczam na coś co kocham, czemu mogę poświęcać godziny z radością, a przede wszystkim z własnej woli, nie szkolnego przymusu. Gdy wracam do Warszawy, z walizką wspomnień, przeżyć i cennych lekcji, rzeka znowu staje się kapryśna i nieobliczalna. Ale w tych pięciu minutach coś zostaje. Jakaś mała cząstka nieskończoności, którą odtąd odnajduję codziennie. Bo już wiem, że niemożliwe da się zrobić i to właśnie w 5 minut.

niedziela, 13 sierpnia 2017

Alicja Wolniewicz - Zacznij słuchać



 Susan Sontag w którymś z wywiadów powiedziała, że myślenie na temat rzeczy, które już się stworzyło,  może być oznaką tego, że w ogóle przestało się myśleć. Według niej trzeba cały czas iść przed siebie i nie oglądać się nawet na chwilę. Człowiek bezustannie się zmienia. Niewiele jednak osób zdaje sobie sprawę z tego, jak podniebnie przyjemnym zajęciem jest wejrzenie w samego siebie, myślenie o sobie, ale nie w kontekście – tego chcę, tego potrzebuję – co robimy naturalnie i bezwarunkowo cały czas – ale myślenie o sobie jako o zjawisku w świecie, a co za tym idzie – tworzenie siebie w świecie. Jest to zjawisko w zasadzie bardzo trudne, bo większość naszych myśli i tak jest już skupiona na nas jako na osobie. Bez ustanku każdy człowiek myśli o tym co chciałby zrobić, co jest mu potrzebne, czego pragnie – w zasadzie większość naszych myśli dotyczy nas samych. Trudność polega na tym, by osiągnąć wystarczającą świadomość, by móc spojrzeć na siebie jako  na człowieka umiejscowionego w świecie, czego konsekwencją jest to, że możemy stworzyć samego siebie.
Ognisko jest jedynym znanym mi miejscem, gdzie człowiek może nauczyć się spojrzeć na siebie z perspektywy i nauczyć się patrzeć na świat nie tylko przez pryzmat siebie samego. Ognisko pozwala człowiekowi po prostu stanąć obok – i obserwować proces zmian, który odbywa się w nim samym. Pozwala zmienić myślenie z „tego chcę” na „to mógłbym zrobić dla świata”, z „jestem niezwykłą jednostką” na „jestem niezwykłą częścią jeszcze niezwyklejszej całości”.
W Ognisku, przede wszystkim, uczysz się znaczenia słów – całość i część. Do tego miejsca przychodzą indywidualiści, ludzie, którzy całe życie idą wbrew nurtom, nie boją się iść pod prąd, są niezwykli, inni, sami dla siebie są całością. Ognisko jest tak niesamowitym miejscem, ponieważ zbiera właśnie takich ludzi i tworzy dzięki nim społeczność. Społeczność niezwykłości i indywidualistów.
W tym miejscu nauczyłam się w jaki sposób obserwować siebie i pomagać sobą zmieniać świat. Nie tylko ten wielki świat, w którym żyją miliardy ludzi – ale też ten najbliższy nam, w którym trzymamy drugą osobę za rękę czy w którym ustępujemy miejsca starszym osobom w pociągu. Świat, w którym dojrzewamy i w którym zaczynamy rozumieć siebie. Moment, w którym człowiek zaczyna rozumieć i słyszeć siebie, dla wielu osób nigdy nie nastąpi – wprawdzie wiele osób cieszy się życiem bardzo biernym i powierzchownym, podczas gdy jego esencja znajduje się na wyciągnięcie ręki – w nas samych. Ognisko uczy w jaki sposób rozumieć siebie w taki sposób, by stać się pomocą i oparciem dla całego świata. W sposób, dzięki któremu każdy słuchacz Ogniska staje się pomocną dłonią dla każdego, kogo spotka, staje się wsparciem i otuchą – nie umniejszając przy tym swojemu indywidualizmowi i potrzebie płynięcia zawsze pod prąd. Tego nauczyło mnie Ognisko przez trzy lata, które w nim spędziłam – zrozumienia, że jeśli zaczniesz słyszeć siebie, zaczniesz też słyszeć i kochać cały otaczający Cię świat.
W Ognisku młodzi ludzie uczą się nie tylko tego, jak prężnie się rozwijać i jak odkrywać nowe możliwości aktorskie czy reżyserskie – w Ognisku uczymy się wrażliwości na drugiego człowieka, leczymy się jak wyzbyć się zobojętnienia wobec bliźniego, tak dzisiaj powszechnego i praktykowanego.
Te niezwykłe trzy lata dały mi umiejętności, które wykreują całą moją późniejszą pracę – nie tylko twórczą, ale każdą inną. Umiejętności, które sprawiają, że stałam się człowiekiem, jakim zawsze chciałam być.




poniedziałek, 31 lipca 2017

Marianna Kalinowska - Charaktery


Wspomnienia są dla nas bardzo ważne. Gdy wszystko cichnie i każdy z nas zostaje sam ze sobą mimowolnie do nich wraca. Człowiek zamyka oczy- wszystko przypomina mu się. W chwilach, gdy inni zamykają oczy i widzą ponurą czerń lub nijaką biel, ja widzę feerię barw i słyszę radosne głosy, zwracające się do mnie pieszczotliwie. To dzięki Ognisku, które przede wszystkim zajmuje się TWORZENIEM WSPOMNIEŃ.
Ogniskowe wspomnienia mają niezwykłą siłę. Siłę wielu stojących za nimi ludzi, którzy wkładają w nie całe zaangażowanie i emocje. Siłę ogromną i jasną, która sprawia, że złe wspomnienia uciekają przed nią w popłochu. Siłę, która zostaje w nas na długo i pomaga iść, gdy się nie ma siły.
Ognisko daje nam szansę robienia tego co lubimy. To, na co w codziennym życiu nie ma po prostu czasu. Czego jesteśmy pozbawiani przez natłok zajęć i nadprogramowej nauki. My, jako młodzi artyści lubimy śmiać się, tańczyć, słuchać pięknych słów i oglądać piękne obrazy. To wzruszające, że Ognisko zauważa, że to co lubimy jest budujące i wspiera to.
Każdy obóz Ogniska zostaje na długo w pamięci. Każdy zapisuje się w książce naszych myśli inną czcionką i innym językiem. Obozy Ogniska mają to do siebie, że lubią mieć swoje CHARAKTERY. Jeden obóz jest spokojniejszy, inny zaś bardziej szalony. Łączy je jednak jedna magia.
To był mój drugi obóz. Z obu z nich wyjechałam z tym samym uśmiechem i wzruszeniem. Jednak każdy z nich był inny i kierował moją wyobraźnię i myślenie w inną stronę.
Ognisko ma w sobie ogromną odwagę, powierzając nam pewną odpowiedzialność- możliwość wyrażania własnych przemyśleń i poruszania zajmujących nas problemów. Na każdym obozie zajmuje nas coś innego. Coś, co zbieramy przez cały rok w naszych głowach. Mamy szansę się tym podzielić. Każdy rok niesie coś innego. Każdy obóz przedstawia coś nowego.
Zeszłoroczny obóz był dla mnie baśniowy, bajkowy i radosny. Beztroski i uczący myślenia o uczuciach. Pełen żartów i śmiechu. Dziecinny i uroczy. Najwidoczniej w naszych głowach gromadziły się piękne myśli i nie byliśmy zajęci dużymi problemami.
Ten obóz był inny. Bardziej dojrzały, jednak równie piękny. Dyskusje, z których wynikały nasze pomysły na sztuki, były poważniejsze i cięższe. Sytuacje, które ukształtowały nas w ciągu roku, zmusiły do refleksji nad tematami takimi jak państwo czy społeczeństwo. Okazało się, że wspólnie męczy nas temat zimnego systemu w szkołach, który zniża nas do równego, beznadziejnego poziomu. Wynikły dyskusje o szkole, a co za tym idzie o tolerancji, a raczej jej barku. O Polakach i ich mentalności, o braku akceptacji i stereotypach, które chcielibyśmy zmienić. O ludziach, którzy buntowali się i czasach w których bunt był potrzebny. Rozmyślaliśmy o tym, czemu my moglibyśmy się przeciwstawić.
Owocami takich przemyśleń była na przykład niespodzianka grupy 3, poruszająca problem działania dla wspólnego celu, a także obie niespodzianki grupy 1. Pierwsza inspirowana „Dniem Świra”, czyli o polskości, druga o problemach edukacji, w której wykorzystano wiersz Tuwima „Szkoła” i fragmenty „Ferdydurke” Witolda Gombrowicza. Całego obrazu naszego krytycznego myślenia dopełnił warsztat Tomka Klochowicza, który opowiadał o Polakach i błędnym postrzeganiu ich kraju przez nich samych oraz o polityce jako takiej. Nasze myślenie o tolerancji i problemach społecznych napędził też pokaz instruktorski, opowiadający o „toksycznych” ludziach, wykluczonych z życia społeczności. 
Oczywiście nie zabrakło naszych ukochanych, typowo ogniskowych akcentów! Warto tu wspomnieć o niesamowitych debiutach warsztatowych. O niezwykle mądrym i doskonale wyreżyserowanym warsztacie Mikołaja Andrzejczyka oraz o spektakularnym, monodramowym debiucie Konstantego Jasińskiego!
Na obozie byłam po prostu szczęśliwa. Szczęśliwa w najpiękniejszy możliwy sposób. Był to rok mojej FUKSÓWKI. Jednak nie mam chyba takich słów, żeby o niej opowiedzieć.

Chciałabym jeszcze raz podziękować wszystkim za ten wspaniały czas! 

niedziela, 23 lipca 2017

Mateusz Rychlak - Miewacie czasami takie chwile?



Miewacie czasami takie chwile, że czujecie się bezapelacyjnie dobrze we własnej skórze? To takie przyjemne uczucie, kiedy nie znajdujesz błędów w swoim działaniu lub są one nieistotne i mało ważne. Otóż mnie zdarza się to wyjątkowo nieczęsto, a prawie nigdy wśród ludzi. Chociaż dość niedawno przeżyłem jedno takie doświadczenie. Było to w Serocku, w trakcie obozu Ogniska u Machulskich, piękne doświadczenia stamtąd wyniosłem, i wiem, że będę to dobrze wspominał, bo celem mojego życia jest mieć miłe wspomnienia na starość. Siedzę sobie przy śniadaniu, sześć herbat parzy się w filiżankach każdy dostał taką jaką lubi np. panna M. słodką bez cytryny natomiast pan T. dodaje dużo soku z cytryny, spoglądam za okno, słońce gra delikatnie wśród drzew a jego promienie gasną w gąszczu. Wiatr znad jeziora kołysze liśćmi, jest cicho, ciszę zakłócają jedynie codzienne sprawy kilku osób krzątających się po stołówce. Już niedługo zjawią się wszyscy na wspólne śniadanie. Czekam na to, bo przyjemnie jest sobie porozmawiać z miłymi ludźmi. Mijają spokojnie sekundy, niedosłyszalnie tyka zegarek na przegubie, potem wchodzą wszyscy, witają się, życzą sobie smacznego. W kilka chwil znika zaduma lipcowego poranka i zmienia się w ożywiony gwar porannych rozmów i lekko ziewających rozmówców. Dzień wyznaczony swoim rytmem idzie w zwyczajnym tempie ale nigdy nudno, zawsze znajduje się ciekawy nurt dyskusji lub pracy. Taki zwyczajny, wcale niewymuszony optymizm sięga zenitu przy kolacji, a często tuż przed nią. Potem całodzienny obserwator, niekiedy uczestnik zjawisk zachodzących w otoczeniu zamienia się w bacznego widza na widowni, który szuka odpowiedzi na pytanie: ,,Co oni chcą mi powiedzieć?". Czyżby można było tak wiele wypowiedzieć w tak nielicznych słowach? Poza tym czy to istotne ile chcesz powiedzieć? Zawsze mówimy tyle ile uznamy za stosowne. Wyszukując problemy ograniczenia słowa mówionego jesteśmy niewolnikami własnych umysłów, w których toną nasze niesformułowane werbalnie myśli. Gdy człowiek nie ma prawa wypowiedzi zgodnie ze swoim sumieniem szybko dusi się we własnych ramach, ograniczonych zakazem wyrażania myśli. Jednak gdy jesteś tam gdzie ja byłem, jedynym ograniczeniem jest zdrowy rozsądek i własna fantazja. Czy to nie wspaniały świat, gdzie można powiedzieć to co myślisz bez zadania Ci kłamu prosto w oczy? Oczywiście, że tak. Ale czy gdziekolwiek taki świat jest możliwy, gdy mamy dziś do czynienia z tyloma sprzecznymi poglądami nie tylko na sztukę czy politykę, ale nawet na to co należy ubierać w słoneczny dzień. W dzisiejszym świecie jesteśmy ograniczeni przez normy i standardy. Zatem ja, młody obywatel czterdziestomilionowego państwa z dostępem do morza informuję wszystkich, że elita nie zawiera się w ramach żadnej normy więc mam prawo tak jak każdy odbiegać od wszelkich norm, ciasnych poglądów i pariasów chcących klasyfikować sztukę. I znalazłem wtedy swój świat, gdy siedziałem o poranku z gorącą herbatą niosącą słodki zapach po cichej stołówce, zrozumiałem, że gdy jestem sobą daję innym dwie najcenniejsze rzeczy świata: uśmiech i miłość. Amo ergo sum.

sobota, 22 lipca 2017

Marta Szlasa-Rokicka - Szlachectwo zobowiązuje






Serock 2017. Jadąc na ten obóz nie oczekiwałam wiele. Oczywiście wiedziałam, że przeżyję coś niesamowitego, dwa tygodnie w równoległej rzeczywistości, w której najchętniej bym została. Ale to otrzymywałam zawsze. Moja podświadomość nie była aż tak pyszna, by podpowiadać mi, że będę kimś istotnym na tym wyjeździe, w zasadzie każdy jest tam równie ważny (chodź zalatuje to eufemizmem, wiem). Nie będąc komendantem, nie pełniąc innych obozowych funkcji (wtajemniczeni wiedzą, o co chodzi) miałam skupić się na tym co robiłam ja i trójka moich najbliższych przyjaciół. Nagle jednak okazało się, że był to mój pierwszy obóz ogniskowy, na którym tak wiele mogłam z siebie dać. Okazało się, że doświadczenia z poprzednich lat dały mi niezatarty obraz tego, co trzeba robić oraz czego unikać, obraz osoby, którą bez naciągania mogę nazwać Ogniskowiczem. Okazało się, że 3 lata to nie jest różnica dla przyjaźni i że wiedza teatralna zawsze zasługuje na rozgłos. Że mogę stać się dla ludzi jeszcze młodszych ode mnie (a nie czuję się specjalnie staro) mini-autorytetem na te dwa tygodnie oczyszczającego wysiłku intelektualnego. Zrozumiałam, bez szastania wielkimi słowami, jak bardzo Ognisko mnie ukształtowało. Całkiem zaskakujące było to, że największe oczekiwania padały nie ze strony instruktorów, których uznanie mocno sobie cenię, ale ze strony młodszych kolegów, będących na obozie po raz pierwszy czy drugi. Nie wiem czy umiem opisać do końca jakiej siły to daje, wiem natomiast co chcę przekazywać dalej, na każdym obozie, każdego dnia. Przekonanie że „to” jest coś więcej niż zabawa w teatr, niż otwarte głowy i jakakolwiek wiedza na temat sztuki. One są niesamowicie ważne, zwłaszcza w czasach gdy wszystko spłycane jest do formy emotikonów (niespodzianka grupy 4 dwa lata temu?). Ale na to mogą sobie pozwolić byle jakie zajęcia w jakiejś tam świetlicy. Oprócz tego wszystkiego chciałam przekazać moim „dzieciakom” (tak się drażniliśmy w naszej grupie przez ostatnie 2 tygodnie) dwa słowa, które dudnią mi w głowie odkąd weszłam do KMT. Szlachectwo zobowiązuje. Wdzięczności nie widać gołym okiem, i to chyba nawet dobrze, bo wyszłabym na desperatkę. Nie zmienia to faktu, że jest to chyba najwspanialsze zobowiązanie, jakie mogłam otrzymać.