czwartek, 21 lipca 2016

Wielcy aktorzy w wielkich rolach

czterowersy powstały na letnich warsztatach dramaurgiczno-teatralnych latem 2016



Krystyna Janda w roli Agnieszki w filmie Andrzeja Wajdy "Człowiek z marmuru"

                      W „Człowieku z marmuru” w roku 1977
Który opowiada dyskretnie o systemie PRL-u złudnym
Zagrała młodą studentkę, boku Radziwiłowicza i Łomnickiego
Krystyna Janda, choć u Wajdy wybitna, słynie nie tylko z tego
Marta Szlasa-Rokicka




Jan Machulski jako Henryk Kwinto w filmie "Vabank" Juliusza Machulskiego

                    Zemsta najlepiej smakuje na zimno
Wie o tym dobrze Henryk Kwinto
Okradł nemezis Kramera Gustawa
Czekała go kasa, trąbka i sława
Julia Grodzewicz


Zbigniew Cybulski w roli Maćka Chełmickiego w filmie Andrzeja Wajdy "Popiół i diament"

Powojennej polski bunty antysystemowe
Potrzeba serca i sztuki zrodziła dzieło filmowe
Okrzyknięty naszym polskim Jamesem Deanem Zbyszek
Zmarzniętych już walką, naszych chłopców podpalił kieliszek
Ola Szlasa-Rokicka



 Roman Wilhelmi w roli Nikodema Dyzmy w serialu "Kariera Nikodema Dyzmy" 

W cwaniactwa nie buntu symbol wcielony geniusz Wilhelmiego
Kariery szczeble w marę go wpędziły bogactwa piekielnego
Tak to piął się prownicjuszek Dyzma na fotel premiera
Panie i Panowie w ten oto sposób rodzi się kariera
Ola Szlasa-Rokicka i Maja Urbanowicz



 Marek Perepeczko w roli Janosika w serialu "Janosik"

                      Są takie role, co naznaczają już do końca aktora
Tak było z Janosikiem, a on mówił, że dobra to była zmora
I choć pewnie skrycie marzył dla siebie o czymś więcej
Silnym rozbójnikiem będąc, wkradł się w niejedno serce
Agata Strupiechowska



Bogusław Linda jako Witek Długosz w filmie Krzysztofa Kieślowskiego "Przypadek"

                      Zdążyłem? Czy nie? Od tego zależy
Z kim będę pił a z kim się będę mierzył
I choć ten „przypadek” reżyserował Kieślowski
To mi się chce gadać z Pasikowskim
Tomasz Klochowicz



Katarzyna Figura jako Mariola Wafelek w filmie Radosława Piwowarskiego "Pociąg do Hollywood"

                      To pociąg do niej czy do gwiezdnej stolicy
Sprawia, że róże są różane, fiołkowe fiołki
Czy łatwo złamać jej lico anielicy
Jak tafle wafla gotowe na rozłąki?
Kamila Bartkowiak

środa, 22 czerwca 2016

Co przyda mi się z Ogniska w dorosłym życiu?

Co przyda mi się z Ogniska w dorosłym życiu? 
To jedno z pytań w naszej corocznej anonimowej ankiecie na zakończenie roku. Oto wybrane odpowiedzi na trzy pytania i zdjęcia oczywiście z pokazów na uroczystości zakończenia roku.



Jak zmieniłem/zmieniłam się dzięki Ognisku?
Urosłem. Tak ze trzy metry
Otworzyłam się bardziej na świat, uwrażliwiłam na sztukę (szczególnie obrazy)
Nie mówię „jakby”
W końcu jestem pewny siebie
Poznałam sens wczesnego wstawania w weekend
Przestałam sama krytykować swoje pomysły
Częściej jestem szczęśliwa
Poznałam przyjaciółki na całe życie
Nie jestem tak zależny od otoczenia
Otworzyły mi się nowe szufladki w głowie
Dzięki odegraniu jakichś scenek często mogę rozładować sytuację
Widok człowieka stojącego na głowie na patelni już mnie nie dziwi, a raczej sprawia, że się uśmiecham
Nie boję się wyrażać swojej opinii
Nauczyłam się rozumieć inne punkty widzenia, nawet jeśli się z nimi nie zgadzam
Zaczęłam dostrzegać piękno w prostych rzeczach
Nabrałam wiary w siebie
Mniej boję się pokazywać to, kim jestem
Nauczyłem się śmiać się z siebie
Pokochałam polską kulturę
Szanowni państwo, Ognisko sprawiło, że etap zbuntowanego nastolatka przerodził się w kulturalnego dżentelmena
Zrozumiałam, że bycie innym nie znaczy gorszym
Urosłam, urosło też moje serce i miłość do teatru i sztuki


Czego nauczyłem/nauczyłam się w Ognisku?
Tego, że lata nie bycia w nim to lata stracone
Że jestem ciekawą osobą
że powinnam poświęcać swoim atutom tyle czasu, ile poświęcam wadom
Że trzeba wyrażać swoją opinię
Nie poddawać się
Doceniać swoje pomysły
Liczyć. I nauczyłem innych liczyć na mnie
Mówić wolniej i wyraźniej
Pisać lepsze dialogi i scenariusze
Wiązać buty
Postrzegać świat na swój własny i jedyny sposób
Odpowiedzialności
Sposobu myślenia
Odwagi do wyrażania moich uczuć
Znajdowania wyjścia z życiowych labiryntów
Czym jest lombard
Czym się różni lewica od prawicy
Za co kocham Bartka M.
Jak pozbyć się blokad i być śmiesznym
Jak nie wkurzać ludzi wokół siebie
Jak żyć / Jak kochać / Jak poznawać siebie
Nie tylko patrzeć, ale też widzieć
Mieć serce i patrzeć sercem
Doceniać spotkane na drodze kamienie
Łamać wszelkie bariery i utarte schematy
Jak robić duże rzeczy z małych rzeczy
Że trzeba rozmawiać z ludźmi / Jak rozmawiać z ludźmi
Że warto próbować nowych rzeczy
Korzystać z życia
żeby się nie bać



Co przyda mi się z Ogniska w dorosłym życiu?
Wyobraźnia, szybkie myślenie, publiczne wystąpienia
Wiedza, że nigdy nie można mówić, że czegoś się nie da
To, że łatwo poznaję nowych ludzi
Z Ogniska na pewno przyda mi się „O” i „K”, bo ci ludzie udowadniają, że jest OK nawet gdy nie jest.
Znajomości, bo znajomości to podstawa! /Kultura i sztuka / Mądrość
Rozmowy z innymi, udowadnianie że liczy się moje zdanie
Wypowiedzi/ słownictwo / poczucie humoru / Empatia / Wyrozumiałość
Otwarte oczy na piękno wszystkiego, co nas otacza
Nieskończona kreatywność
Umiejętność cierpliwego szukania rozwiązań
Spontaniczność, pomysłowość, wiarygodność
Brak dyskryminacji innych
Zaangażowanie i wola walki
Otwartość na różne poglądy i że trzeba zawsze myśleć o innych, gdy podejmujemy jakąś decyzję.
wiara w siebie polegająca na nie poddawaniu się, jak za pierwszym razem coś nie wyjdzie.
Wspomnienia, gdy kiedyś życie da mi w kość, przypomnę sobie te szalone chwile
Nie ma mówienia „nie wiem”, trzeba mieć otwartą głowę, jeśli będę lekarzem – na pewno się przyda
Na każdy problem będę potrafiła znaleźć rozwiązanie
Będę umiała w 5 sekund stać się rurą od odkurzacza
Będę odważniejszy i nie będę miał tremy
Umiejętność odnalezienia w sobie dziecka, nawet gdy dorosłość mnie przytłacza
Umiejętność zbudowania ściany z krzeseł, a dzięki temu będę mogła zbudować cały dom

To, że mogę być każdym



niedziela, 19 czerwca 2016

Anna Kozłowska - Nagroda im. Doroty Wolskiej


Dziś po raz 10. przyznajemy Nagrodę im. Doroty Wolskiej. Najważniejszą w Ognisku. Nie tylko artystyczną, bo przede wszystkim powiązaną z naszymi ideałami. We współczesnym świecie ideały to często już puste, przeżute słowa, dowolnie szasta się pamięcią i pomnikami, opluwa autorytety, hejtuje przejawy zbytniej otwartości, a ufność i zaufanie nie są w cenie. A my na przekór i pod prąd! Przy takiej okazji chcemy używać wielkich słów, które dla nas puste nie są i chcemy promować dobro. Bo tak działałaby również Dorota.

https://www.facebook.com/O.T.U.Machulskich/photos/?tab=album&album_id=692488457475758


Dorota była fenomenem wielu talentów. Mistrzynią improwizacji ze społecznikowskim zacięciem. Fanką Witkacego. Osobą piękną, mądrą, wyrozumiałą, otwartą, ciepłą, pogodną, troskliwą, uśmiechniętą, twórczą, wnikliwą. Z ogromną wiarą w drugiego człowieka. Była drogowskazem dla zagubionych, nieśmiałych, zakompleksionych. Iskrą, która zapalała innych. Pełną radości życia. Zbyt krótkiego życia niestety. Była niezbędną częścią Ogniska. I żeby ten dar nie pozostał wyłącznie w pamięci tych, którzy Ją znali, żeby nie odszedł – ustanowiliśmy nagrodę Jej imienia. I dzięki temu Dorota wciąż z nami jest! Wciąż jest drogowskazem i symbolizuje to, co w Ognisku najlepsze i najważniejsze.
Oto lista dotychczasowych nagrodzonych Ogniskowiczów:

2006 - Ewa Wikieł

2007 - Janina Kędziora

2008 - Anna Iżyńska

2009 - Marcin Zbyszyński

2010 - Maria Krasuska

2011 - Natalia Bloch

2012 - Kamila Straszyńska

2013 - Michał Ferenc

2014 - Iga Dzięgielewska i Maja Leszek

2015 - Helena Urbańska


https://www.facebook.com/O.T.U.Machulskich/photos/?tab=album&album_id=427200890671184

Lista imponująca, bo wśród nagrodzonych większość współpracuje z Ogniskiem. Ewę porwały studia reżyserii w Berlinie, Marcin reżyserię kończy w warszawskiej Akademii Teatralnej i dzięki temu prowadzi stałe zajęcia w Ognisku. Marysia ostatnio się u nas pojawiła, bo po powrocie ze Stanów studiuje produkcję filmową i poszukiwała aktorów do filmu. Natalia i Michał studiują na wydziałach lalkarskich i przyjeżdżają z nową wiedzą poprowadzić warsztaty na naszych letnich obozach. Kamila obecnie w Bolonii zalicza ostatnie egzaminy i również przylatuje na obóz, a na stale współtworzy KAMERTON KULTURY (warto czytać!). Iga i Maja właśnie otwierają nowy studencki etap w życiu, a o uskrzydlonej Helenie z pewnością jeszcze usłyszymy, bo jeszcze przed maturą, a już działa pełną parą! Kto dzisiaj? Z pewnością ktoś, kto ma ogniskowy żar i wiarę, że warto działać dla innych. Bo doskonale rozumie sens ogniskowego przyrzeczenia, żeby przez sztukę kształtować siebie i swoje środowisko.



niedziela, 22 maja 2016

Julia Grodzewicz - Zobowiązanie




Zacząć jest zawsze najtrudniej, ale uznałam, że muszę  napisać  choć trochę o miejscu,  które tak wiele zmieniło w moim życiu. Wszystko zaczęło się cztery lata temu, kiedy przyszłam na przesłuchanie. Wtedy jeszcze nie wiedziałam jak bardzo to miejsce i ludzie mnie zmienią. Szczerze przyznam, że zbytnio nie zależało mi na tym, żeby dostać się do Ogniska. Myślałam, że są to zwykłe zajęcia teatralne. Dopiero teraz wiem, że Ognisko to jedno z najwspanialszych rzeczy jakie spotkały mnie w życiu.

Te wszystkie  pokazy , święta i przede wszystkim obozy. To wspomnienia, które zostają na całe życie i jeszcze dłużej. Ogniskowicze starsi, młodsi, w moim wieku oraz instruktorzy, od których uczę się jak być człowiekiem, jak być wrażliwym na świat, na sztukę. Uczę się najważniejszych wartości.

Myślę, że przełomowym momentem w Ognisku była dla mnie fuksówka. Bo to dzięki temu wspaniałemu dniu, gdy razem z całą gromadką fuksów przeszliśmy już wszystkie piosenki, scenki i improwizacje, i gdy nadszedł ten magiczny moment stania w kole przy blasku świec zrozumiałam, że jestem częścią  czegoś wspaniałego, że gdy dołączę do  KMT, dołączę  do grona ludzi wyjątkowych. Poczułam się zobowiązana wobec wszystkich, którzy wpisali się do księgi przede mną, że od tej pory muszę godnie reprezentować Ognisko. Od tej pory muszę być wrażliwa na świat i ludzi, muszę poprzez sztukę kształtować siebie i swoje środowisko oraz dawać przykład tym, którzy będą wpisywać się do księgi za rok, dwa, może za dziesięć lat. Oraz wszystkim ludziom, których będę spotykać każdego nowego dnia.

sobota, 26 marca 2016

Anna Kozłowska - na Dzień Teatru powrót do źródeł

Osuchów 2004, fot. Adam Biernacki
Kto nauczył mnie teatru? Nieskończona lista nazwisk. Gdzie? W tylu atrakcyjnych miejscach. Ale przede wszystkim u Machulskich. Tylu wspaniałych ludzi dołożyło barwne 5 groszy do mojej artystycznej edukacji. W przededniu Dnia Teatru wracam do źródła. Do budynku na Reja, gdzie wówczas działali Halina i Jan Machulscy. Tam gdzie w ramach bycia Ogniskowiczem odbywaliśmy dyżury jako bileterzy. Odziana w brązowy firmowy kubraczek stałam podekscytowana przy drzwiach do sali widowiskowej i sprawdzałam bilety wchodzącym widzom. Ale wcześniej witał tychże widzów Jan Machulski. Aktor, często reżyser przedstawienia, no i dyrektor tego teatru. Skoro sam pan Jan Machulski każdemu z wchodzących do teatru gości osobiście mówił dobry wieczór i każdemu ściskał rękę na powitanie, to dał mi tym samym do zrozumienia, że to widz jest najważniejszy w teatrze. A po spektaklu pan Jan wraz z zespołem, już prywatnie, wchodził ponownie na scenę, żeby z widzami porozmawiać, o tym, co przed chwilą na tejże scenie się zdarzyło. A te rozmowy, czasami burzliwe, pokazały mi, że bywają różne racje, różne motywacje, ludzie zachowują się w zadziwiający, pokrętny sposób i żadna sytuacja nie jest zero-jedynkowa. A życie nie jest czarno-białe. I żeby nikogo nie skreślać, bo zawsze warto zatrzymać się, próbować zrozumieć, pomóc. Ale przede wszystkim uświadomiły mi, że w teatrze mówi się o rzeczach ważnych. I że teatr jest doskonałym miejscem do wymiany poglądów. A potem były ogniskowe warsztaty, wyjazdy na letnie obozy. I tam również pojawiał się Jan Machulski. Przyglądał się, doradzał, wspierał. Oglądał nasze pokazy i omawiał. Krytykował i chwalił. Skoro ten znany aktor poświęcał swój czas dzieciakom, to może nasze artystyczne działania były jednak w jakiś sposób ważne… I tak poczułam, że nasz głos ze sceny ma wartość. Duszą Ogniska była Pani Halina, ale obecność Pana Jana miała niebagatelne znaczenie. Pan Jan również pojawiał się u boku Pani Haliny w czasie obrzędu KMT czyli Koła Miłośników Teatru. Oboje trzymali linę, zapraszali do kręgu i swoim przykładem udowadniali, że teatr jest wspólnotą. I że można przez sztukę wciąż kształtować siebie i swoje środowisko. W ten sposób uczyłam się teatru, przez codzienne oddychanie. I teatr stał się jak oddech. Oczywisty i niezbędny. Dziś uczę teatru. Ale jednocześnie wciąż uczę się teatru. Od Ogniskowiczów na zajęciach i warsztatach. Stawiając pytania i słuchając odpowiedzi. W czasie ważnych publicznych rozmów po warsztatach, ale i tych przelotnych gdzieś na schodach lub na korytarzu. I dlatego z uwagą słucham tego, co Ogniskowicze mówią na filmikach przygotowanych na tegoroczny Dzień Teatru:
Co jest najważniejsze w teatrze? https://www.youtube.com/watch?v=5leT41J1LAc
Dlaczego nie wszyscy chodzą do teatru? https://www.youtube.com/watch?v=jJX0EhbI0WY&feature=youtu.be
Gdyby na świecie nie było teatru? https://www.youtube.com/watch?v=rRdRFf0GSyk

wtorek, 22 marca 2016

Katarzyna Kołodziejczyk - VetAway, czyli weterynaryjna przygoda!


 
Ognisko, to pod wieloma względami miejsce magiczne. Przede wszystkim, jest to miejsce spotkania dla ludzi mających różnego rodzaju zainteresowania i pasje. Wspólnie tworzą oni mieszankę wybuchową, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Nie każdy Ogniskowicz ma w planach bycie aktorem, reżyserem czy operatorem. Owszem, sporo osób wiąże swoją przyszłość z teatrem lub filmem, ale nie wszyscy. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ jestem właśnie takim przypadkiem. Do Ogniska uczęszczałam w latach 2006-2010, początkowo w grupie „Ferdydurke” , następnie „Hamlet” . Dwa razy byłam na obozie w Jadwisinie, gdzie udało mi się dołączyć do zaszczytnego grona członków KMT.

 W chwili obecnej mam 23 lata i jestem studentką 4-go roku na….. weterynarii. Pomimo aktorskiego zacięcia, moja miłość do zwierząt i chęć niesienia im pomocy okazały się silniejsze i tak oto już za dwa lata uzyskam tytuł lekarza weterynarii. Czy w związku z tym, cztery lata w Ognisku były stratą czasu? Wręcz przeciwnie! Może mi nie uwierzycie, ale nauczyłam się tam wielu rzeczy, które wykorzystuję na co dzień. Pierwsza i chyba najważniejsza rzecz, to umiejętność słuchania. Zwierzęta nie potrafią powiedzieć nam co je boli, te informacje musimy uzyskać od właściciela. Jest to jeden z najważniejszych elementów, prowadzących do postawienia diagnozy i w efekcie zastosowania odpowiedniego leczenia. Kolejna sprawa, to umiejętność pracy w grupie. Bez współpracy z opiekunem zwierzęcia oraz innymi lekarzami, droga do wyleczenia pacjenta jest dużo bardziej kręta, a nieraz nawet niemożliwa do przejścia. Kreatywność i wyobraźnia to kolejne narzędzia przydatne w tym zawodzie. Często trzeba działać szybko, bez dostępu do odpowiedniego sprzętu, korzystając z tego co jest pod ręką.  Nawet nie zdajecie sobie sprawy jakie rozwiązania, często ratujące życie, przychodzą wtedy do głowy. Mogłabym tak wymieniać i wymieniać, ale czas przejść do sedna. Ognisko nauczyło mnie, że warto marzyć i o te marzenia walczyć. Trzeba uparcie dążyć do celu i nie odkładać niczego na  potem. Kierując się tym, postanowiłam spełnić swoje marzenie z dzieciństwa. I tak oto, w najbliższe wakacje, wybieram się na miesięczny staż do rezerwatu Shamwari w RPA, gdzie pod okiem najlepszych specjalistów będę zdobywać doświadczenie z zakresu medycyny dzikich zwierząt. Moimi pacjentami będą miedzy innymi lwy, zebry, słonie, nosorożce i wielu innych przedstawicieli afrykańskiej fauny. Skąd w ogóle w mojej głowie taki pomysł? Jako mała dziewczynka uwielbiałam wszystkie filmy i programy o zwierzętach. Obiecałam sobie, że kiedyś będę podróżować i leczyć zwierzęta z całego świata. Szczególną miłością zapałałam do Afryki. Napisałam maila do interesującego mnie rezerwatu i po wymianie kilku wiadomości zostałam przyjęta na staż! Stwierdziłam, że skoro już przejadę taki szmat drogi, to warto przy okazji zrobić coś dobrego, coś, co będę mogła kontynuować po powrocie. Zdecydowałam, że będąc na miejscu zwrócę uwagę na problem, jakim jest kłusownictwo. Na własne oczy zobaczę, jak wygląda walka z ludźmi, którzy dla zysku zabijają bezbronne zwierzęta. Po powrocie podzielę się zdobytą wiedzą i pokażę Wam, jak wszyscy możemy z tym walczyć. Bo to od nas zależy, czy nasze dzieci będą znały nosorożce i słonie tylko z obrazków i filmów.

Przygotowania do mojego wyjazdu ruszyły już pełną parą i niestety zaczęły się schody…. Moja wyprawa wiąże się z dużymi kosztami. Oczywiście odkładam od dawna, ale mimo wszystko bez wsparcia nie uda mi się wyjechać. Dlatego właśnie prowadzę zbiórkę na portalu crowdfundingowym. Każdemu wspierającemu nie pozostanę dłużna i mam do zaoferowania różne nagrody i upominki. Zwracam się do Was z ogromną prośbą o wsparcie, każda, nawet najmniejsza wpłata, przybliża mnie do spełnienia marzenia o leczeniu dzikich zwierząt. Pomóżcie mi w osiągnięciu celu i pokazaniu, że nie ma rzeczy niemożliwych!

 Zachęcam Was do zajrzenia na mojego bloga i fanpage’a, gdzie znajdziecie więcej informacji odnośnie moich przygotowań, jak i ciekawostek odnośnie afrykańskich zwierząt. Załączam również link do mojej zbiórki i z góry dziękuję Wam bardzo za każde, nawet najmniejsze wsparcie!



                                                                           Jadwisin 2010
 

wtorek, 9 lutego 2016

Gabrysia Szmel - Zimowisko pełne przeżyć


Jadąc na zimowisko miałam wiele obaw. Bałam się, że nie zdążę nauczyć się tekstu na warsztat Oli Moskal, w którym miałam grać. Nie znałam osób przydzielonych mi do pokoju. Myślałam o tym, co będzie, jeśli okaże się, że nie jest tak fajnie, jakbym to sobie wyobrażała. Oczywiście okazało się to kompletnie niepotrzebne. Wystarczyło, że otworzyłam drzwi ośrodka, podbiegły do mnie Ada, którą znałam już z obozu z nieznaną mi jeszcze wtedy Marysią. Wzięły moje rzeczy, w ciągu 5 sekund wniosły do pokoju i przywitały się. To był pierwszy znak, że przyjechałam na zimowisko pełne Ogniskowiczów tryskających energią.
Przez kolejne dni nie miałam czasu na zupełnie nic, co można by uznać za zbędne, tak jak na przykład podrapanie się po głowie. Od rana do wieczora biegałam od zajęć przez próby do warsztatu po spotkania grupy, a byłam jedną z tych osób, które miały tam najmniej pracy.
Na zajęcia do grup instruktorskich trafiłam do Pani Zosi. Bardzo się z tego cieszyłam. Na co dzień nie ma z nią zajęć w Ognisku, czego bardzo żałuję. Było w nich pełno emocji, ruchu, energii, kreatywności i wszystkiego innego, co się tylko jeszcze da. Nie dało się na nich nudzić. Pani Zosia okazała się przy okazji zupełnie niesamowitą i niepowtarzalną osobą. Zawsze z uśmiechem na ustach.
Po 3 dniach skończyły się zajęcia instruktorskie, a czas, który wcześniej zajmowały, teraz zapełniły próby do warsztatów i same warsztaty. Codziennie oglądaliśmy kilka z nich. Każdy inny, wszystkie niesamowite. Największe wrażenie zrobił na mnie 3 warsztat Mikołaja Szumowskiego pod tytułem: Warsztat, o którym jutro i tak nikt nie będzie pamiętał. Był to monodram. Grał w nim Janek Kwapisiewicz - przyjaciel Mikołaja, świetny aktor i niesamowity Ogniskowicz. Ja odebrałam ten warsztat jako sztukę, o tym dlaczego warto żyć i co można nazywać miłością. W tym spektaklu Janek mówił wszystko w imieniu  Mikołaja - wyrażał to, co on myśli i czuje. Pod koniec warsztatu na scenie pojawiła się dziewczyna Mikołaja - Ola Uma, jako forma przedstawienia prawdziwej miłości. I wtedy łzy spłynęły mi po policzkach. Nie mogłam potem przestać płakać przez cały wieczór, bo w tym warsztacie  zobaczyłam jak piękne jest to, co on do niej czuje. Przedstawił to wszystko w jednej postaci na scenie. Było to dla mnie coś poruszającego i nie dawało mi spokoju jeszcze przez długi czas.
Kolejne dni mijały, kolejne warsztaty, aż w końcu nadszedł czas pokazu Oli. To miała być moja pierwsza rola w warsztacie - mój debiut. Przed wyjściem na scenę nie mogłam ustać. Przechodziło przeze mnie tornado emocji. Wyszłam przed widownię, a emocje cały czas narastały we mnie, było ich więcej i więcej i więcej. Opadły dopiero, kiedy wszyscy zaczęli bić brawo i rozpoczęło się omówienie. To było dla mnie niesamowite przeżycie. Na pewno będę je jeszcze pamiętać długi czas, tak jak cały ten wyjazd. Zawsze będę wracać z tęsknotą myślami do czasów tego zimowiska, bo nie ma nic piękniejszego niż grupa ludzi kochających sztukę i Ognisko.