Słowo "dyplom ukończenia Ogniska Teatralnego u
Machulskich" jest ogromnym spłaszczeniem i rozwałkowaniem tego, co się za
tym słowem kryje. Jest to może uwieńczenie ważnego okresu, ale na pewno nie
jest to koniec wszystkiego. Można powiedzieć, ze jest to taka personalna wiza
do tego, aby dalej przez sztukę kształtować siebie i swoje środowisko. Ognisko
nie jest na dzień, na rok, na dwa, na pięć, tylko człowiek który spróbuje, w
pewien sposób staje się naznaczony do końca życia. Każdy dyplom stwierdza
jakieś kwalifikacje, ale lista tego w czym specjalizuje się wykwalifikowany Ogniskowicz,
jest bardzo długa: tworzenie czegoś z niczego, przenoszenie się do innych
światów zaledwie w parę sekund, robienie kilku prób w czasie jednej, kreowanie
magicznych kostiumów z paru fatałaszków z szafy babci, wymyślanie nowych słów
na zawołanie, niemożność nudzenia się, znajdowanie barwnych ludzi dookoła
siebie, zabijanie szarości życia, wzorowe pocieszanie przyjaciela w trudnych
sytuacjach, umiejętność kreatywnego myślenia, szacunek do sztuki, organizowanie
prób prawie do rana na obozach, ekspresowe zaparzanie zabójczej ilości kawy,
robienie hałasu, niekiedy i bałaganu, pisanie scenariuszy na kolanie,
współpracowanie ze wszystkimi dookoła, jak i również paniami ze stołówki,
dyplomatyczne negocjowanie terminów prób, zaginione Matki Boskie, festiwale
teatralne, zmęczone twarze rano na zajęciach, twarze pełne zapału, kiedy
zajęcia już się zaczną, przebieranie się za obrazy, bezinteresowna pomoc,
doświadczanie, że niekiedy czas płynie w różnych kierunkach, walki na
supermoce, zamienianie się w ulubionych bohaterów, znajomości na całe życie,
tworzenie błyskotliwych inwencji, tworzenie bardzo słabych inwencji (czytaj:
łopaty), umiejętność porozumienia się z każdym na świecie, zdobywanie nowych
pasji i zainteresowań oraz umiejętność sprawiania, że każdy dzień będzie choć
trochę piękniejszy. Lista jest oczywiście bardzo długa i myślę, że każdy Ogniskoholik
mógłby dopisać jeszcze niezliczoną ilość podpunktów. Dzięki Ognisku ona ciągle
rośnie, a każdemu kto jeszcze nie wie co to Ognisko, radzę się dłużej nie wahać
i uzależnić się już dziś.
środa, 25 października 2017
niedziela, 24 września 2017
Halina Machulska - Drogowskaz
Celem naszego
spotkania jest rozmowa o wychowaniu przez sztukę.
Nie tylko spotkania, ale naszego życia.
To prawda. Czy syn Juliusz
Machulski był pierwszą ofiarą takiego wychowania?
Dobre określenie, ponieważ poznał i dobre i złe elementy tej
edukacji. Złe, bo nie było mnie w domu i zostawał sam. Oświadczył nawet, że nie
pójdzie do Ogniska, bo Ognisko kocham bardziej od niego. Wtedy się
zreflektowałam i zaczęłam go namawiać. Nie chciałam go zmuszać. Zrobił tak, jak
wybrał i ważne, że to była jego decyzja. Kiedy Ognisko już funkcjonowało, przyjechał
na obóz. Ale nie w charakterze uczestnika, tylko założył kabaret „Pod pachą” i
stworzył sobie nową drogę. I na dobre mu to wyszło. Warto pozostawiać dzieciom wolność
wyboru, nawet jeżeli my mamy do tej wolności zastrzeżenia. Uważam, że otwartość
na samodzielność dziecka i tolerancja konsekwencji tej samodzielności to ważne
elementy edukacji. Julkowi to bardzo dobrze posłużyło, bo jest niezwykle
samodzielny.
W jakim wieku zaczął
uczyć się samodzielności?
Od dziecka. Zawsze liczyliśmy się z jego opinią, pytaliśmy, czy
pojedzie z nami na obóz, czy z kolegami na wakacje. Robił tak, jak zdecydował.
Sam wybrał liceum i studia. Wiem, że dojrzałość Julka wynika z tego, że on
bardzo wcześnie samodzielnie podejmował decyzje. Oczywiście rozumiał też, że
musi brać pod uwagę dobro innych oraz ich opinie. Nie przypominam sobie żadnej
konfliktowej sytuacji między mną a Julkiem, która mogłaby zepsuć nasze relacje.
Jako nastolatek nie
buntował się?
Robił to, co chciał, bo myśmy nie buntowali się przeciw jego
decyzjom. Byliśmy przykładem jak można rozwiązywać różne sytuacje bez kłótni.
Dzięki temu, że miał
przestrzeń, to się głupio nie buntował. Dobrze to rozumiem, bo moi rodzice również
dali mi sporo wolności, a z drugiej strony tyle zaufania, że nie czułam żadnej
potrzeby buntu.
Sprawa zaufania jest ogromnie ważna. Zaufanie buduje się w
dzieciństwie i ono rośnie razem z dzieckiem i dojrzewa wraz z człowiekiem dorosłym,
trwa. Zresztą w podobny sposób wychowywała mnie moja mama, która była dobrym, mądrym
człowiekiem. Pamiętam, gdy wróciłam z pierwszego obozu, na którym nastąpiła u
mnie gruntowna przemiana. Na korzyść.
Ile pani miała lat?
16. Przedtem wybuchały konflikty z moją starszą siostrą, z
innego ojca. Miała pretensje, że ojciec mnie faworyzuje, więc się buntowałam
przeciwko jego niesprawiedliwości. A jak wróciłam z tego obozu, to mama po
jakimś czasie powiedziała: Halinko jak ty się zmieniłaś. Nie kłócisz się, nie awanturujesz, robisz
wszystko, co trzeba i jesteś taka zrównoważona. Sama też zauważyłam, że jestem
spokojniejsza. Podczas wyjazdu przeżyłam rodzaj oczyszczenia, bo tam rozmawialiśmy
o cechach charakteru, postawach wobec innych ludzi, zachowaniu wobec rodziców. Dzięki
temu, poznałam odpowiedzi na pytanie, kim jestem.
Sama pani doszła do
tych odpowiedzi?
Nikt nam niczego nie narzucał. To były tylko dyskusje, ale słuchając,
wyciągałam wnioski. Znaleźli się tam mądrzy pedagodzy i niewiele starsze ode
mnie studentki, takie harcerki, choć z harcerstwa nie były.
Co pani rozumie przez
hasło „harcerki”?
Wyobrażałam sobie harcerkę na podstawie lektury Kamińskiego
„Kamienie na szaniec”. Osoba, która była w Szarych Szeregach, w Powstaniu,
walczyła z przeciwnościami, miała siłę charakteru, miłość do ojczyzny, wierność
swoim ideałom. Wszystko to, co potem jako harcerka starałam się realizować. I
co wciąż jest dla mnie ważne, choć świat dziś inaczej wygląda, wszystko się
dewaluuje. Żyję tak długo, że byłam świadkiem wielu epok. W każdej są inne
kryteria, inne oceny, inna filozofia. Ale ja się do nich nie naginam.
Kiedy pojawiła się
pasja pedagogiczna?
Na podwórku, bardzo wcześnie. Pasje, które wymagają
dojrzałości, doświadczenia i wynikają z wewnętrznej potrzeby, muszą być
wcześnie odkrywane. Miałam może 7 lat, młodsze dzieciaki 4 albo 5. Byłam
podwórkowym liderem i czułam potrzebę pracy z młodszymi koleżankami. Z
chłopakami się biłam, gdy napadali na małe dziewczynki. Starałam się być dla
nich konkurencją, do tego stopnia, że się przebierałam za chłopaka. Najpierw
się śmiali, a potem podziwiali, bo chodziłam po drzewach i po płotach. Chciałam
ich jakoś do nas przyciągnąć. Jak robiłam przedstawienia, to chciałam, żeby
wszyscy przychodzili. I dziewczynki i chłopcy.
Czy udał się projekt
zjednoczenia wszystkich przy teatrze podwórkowym?
Przychodzili, bo ja robiłam różne widowiska, jednym razem
niby film, innym razem cienie. Często występowałam sama. Miałam to po ojcu, bo
był uzdolniony aktorsko. W wojsku występował i mama poznała go jako aktora. Od
początku lubiłam teatr i lubiłam integrować ludzi. Jako nastolatka dogadałam się
z tymi chłopakami, słuchali moich pomysłów i pomagali robić teatr. Nasza
działalność na podwórzu była bardzo rozbudowana.
Dlaczego Ognisko
powstało dla nastolatków w wieku 13-18 lat?
Bo to jest wiek przewrotu, podejmowanych decyzji o przyszłości,
kiedy człowiek zaczyna myśleć kategoriami dorosłego. Przynajmniej mu się
wydaje, że tak jest. Zadaje sobie ważne i trudne pytania, kim jestem i co
będę robił w przyszłości. Wiek, kiedy
łatwo zrobić głupstwo, które może położyć kres marzeniom.
Pasja uczenia
zaprowadziła panią na studia pedagogiczne.
Studia pedagogiczne są ważne, bo ktoś bez przygotowania niech
lepiej nie uczy. Może szkodzić, nawet nie wiedząc o tym, że szkodzi.
Mam wrażenie, że
pedagog uczy się w miarę uczenia kogoś.
Ja bym powiedziała, że jak ktoś jest nastawiony na uczenie,
to chłonie z pedagogiki to, co go interesuje. Dyplom otwierał mi przestrzeń, bo
wszyscy pytali o kwalifikacje.
Ale moja teza jest
taka, że pedagogiem trzeba się urodzić. Studia mogą wspomóc, ale nie osobę,
która nie ma predyspozycji.
Tak jak do zawodu aktorskiego trzeba mieć predyspozycje.
Studia mogą tylko nauczyć
aktorskiego warsztatu.
Albo można nie mieć studiów. Tak samo z pedagogiką. To
rodzaj sztuki. Być dobrym pedagogiem, to być artystą. I takich cenię
najbardziej. Dobrych aktorów jest dużo, ale dobrych pedagogów nie tak wielu.
Czy miała pani
dylemat aktorstwo czy pedagogika?
To był dylemat. Brakowało mi pogodzenia tych dwóch dróg. Studiowałam
pedagogikę i grałam z powodzeniem w spektaklach amatorskich. Za rolę Agafii w
Ożenku dostałam jakąś nagrodę. Gdy zamknęli naszą stołówkę poszłam kilka razy
na obiad do szkoły aktorskiej, a później na egzaminy. Dostałam się i to był punkt
zwrotny.
Kiedy zdała pani
sobie sprawę, że przez teatr można uczyć?
Gdy prowadziłam drużynę harcerską ciągle organizowałam przedstawienia.
Zaczęłam w podstawówce, a w szkole średniej byłam za to ogromnie ceniona.
Zawsze robiła pani
teatr edukacyjny?
Tak, bo te dzieciaki będą cudownymi ludźmi. Będą znajdywali
środki do przekazywania swojej wiedzy o świecie, o człowieku, o tym, jak żyć.
Poprzez teatr, improwizacje zbliżamy się do pytań o sens życia. Od dziecka
szłam tą drogą i jako dorosła osoba mogłam realizować to na poważnie. Całe moje
życie o to się opiera, bo ja się rozmiłowałam w tej pracy.
Całe życie
odbyliście wspólną drogę z panem Janem Machulskim. Od czego się zaczęło?
Od tego, że zaczął mnie podrywać. Ja zaczynałam
pierwszy rok wydziału aktorskiego, a on czwarty i spotykaliśmy się na stołówce.
Widziałam, że dziewczyny go adorują, więc towarzystwo nie dla mnie. Ale on mnie
obserwował i gdy jadłam zupę wiśniową i nie miałam co zrobić z pestkami, on podsunął
popielniczkę. Potem zapytał, czy pozwolę się odprowadzić. I systematycznie zaczął
mnie odprowadzać.
Czy już
wówczas rozmawialiście o teatrze?
Oh tak! To było najważniejsze. Chłonęłam wszystko,
co mówił. Zaimponował mi swoją wizją teatru i fascynacją Juliuszem Osterwą,
nawet chyba pisał coś na ten temat. Mieliśmy mnóstwo wspólnych tematów,
czytaliśmy, wymyślaliśmy.
Jan
Machulski już jako młody człowiek chciał być kimś więcej, niż aktorem?
Wcześniej też był w harcerstwie i podobnie jak ja
miał rozbudzoną potrzebę pracy zespołowej, społecznikowskiej. Bywał na obozach,
miał masę wielbicielek i wielbicieli, ludzi, którzy chętnie z nim współpracowali.
Połączył nas Osterwa i już nie mogliśmy
się rozstać. Po studiach Janek zaangażował się do teatru w Olsztynie, a gdy
okazało się, że jestem w ciąży, to postanowiliśmy wziąć ślub.
Nieprzypadkowe
jest imię waszego syna, bo Juliusz na cześć Juliusza Osterwy. Co z idei Osterwy
było dla was najbardziej inspirujące?
Osterwa szukał kontaktu z widzem, tworzył swój
teatr o wysokim morale. Kładł silny nacisk na edukację. Uważał teatr za
miejsce, które można porównać w pewnym sensie z kościołem, bo kościół też ma
aspiracje edukacyjne. Potem w Lublinie założyliśmy teatr Reduta 61 kontynuując
przedwojenne idee Osterwy.
Skąd
energia, żeby zakładać teatr?
Od samego początku to też nas łączyło. Mieliśmy energię
do realizacji marzeń. Marzyliśmy, żeby założyć teatr i tak się stało. Ówczesny
dyrektor lubelskiego teatru pozwolił nam na 4 piętrze rozpocząć naszą
działalność. Po spektaklu rozmawialiśmy z widzami, często stawialiśmy
prowokacyjne pytania, żeby wywiązała się ciekawa dyskusja. Poprzez emocjonalne
zaangażowanie można osiągnąć lepsze wyniki edukacyjne.
Dlaczego
wybraliście sztukę Żeromskiego „Uciekła mi przepióreczka”?
Byliśmy związani z tą sztuką już od początku
znajomości, bo rozmawialiśmy o tym, że powinniśmy oboje w niej zagrać. Poprzez
role mogliśmy wypowiedzieć nasze poglądy o tworzeniu, pracy, miłości,
poświęceniu dla idei. Budujące przeżycie, bo po spektaklach odbywały się żywe
dyskusje. Było o czym rozmawiać i o co się spierać. Dużo jeździliśmy po
mniejszych miastach, gdzie nie było teatru.
Żeby jak
Osterwa nieść kaganek oświaty?
Tak. Ważne, żeby zawieźć teatr ludziom i rozmawiać
o wyborach bohaterów i konsekwencjach. Dzięki temu odbyliśmy wiele wspaniałych
spotkań. Poza dużymi ośrodkami jest głód teatru, więc później też już z Teatrem
Ochoty bardzo chętnie jeździliśmy. Żywy odbiór potwierdzał słuszność naszych
idei.
Przyglądając
się działalności Ogniska widzę bardzo silny wpływ Janusza Korczaka. Kiedy się
pani spotkała po raz pierwszy z myślą Korczaka?
Oj dowiedziałam się o nim bardzo wcześnie, mówiło
się o nim, znaliśmy jego losy, wiedzieliśmy jak zginął i jakiej się sprawie
poświęcał. W sensie duchowości to postać, która stała najwyżej z pedagogów,
których poznałam. Do tej pory czytam wszystkie książki, które dotyczą Korczaka.
Skąd myśl
Korczaka do pani trafiła?
Przed wojną słuchałam jego audycji w radio. Radio
było w naszym domu cały czas włączone, a
Korczaka mi się chciało słuchać. Musiał mówić ciekawie, skoro udało mu się
zatrzymać mnie przy odbiorniku. Potrafił rozmawiać z dziećmi.
Uczono o
Korczaku po wojnie?
Byli profesorowie, którzy doceniali wartość jego
idei.
Ale jego
idee brzmiały dość abstrakcyjnie w tamtych czasach: poszanowanie dziecka, prawa
dziecka. Świat taki nie był.
Myślę, że niestety i teraz często taki nie jest.
Ale wtedy
jeszcze bardziej nie był.
No tak, pamiętam jak były traktowane dzieci
żydowskie i moi koledzy niechętnie się z nimi bawili. Ja nie miałam żadnych
uprzedzeń, bo moi rodzice ich nie mieli. Tolerancję się wynosi z domu.
Przedwojenna Łódź była wielokulturowa. Żydów było mnóstwo i mielibyśmy trudne
życie, gdyby nie było dobrej komunikacji. Moja mama ze wszystkimi sąsiadkami
była w bardzo dobrych relacjach, pomagała im, one jej. Miała bardzo otwartą
postawę i mogła pogodzić Niemców, Żydów i Polaków. Widziałam dobry przykład.
Co przejęła
pani z myśli Korczaka?
Trudno zdefiniować jednym zdaniem, bo tam jest
tyle inspiracji, że wciąż studiuję jego program. Ogromne bogactwo mądrych
doświadczeń. Podobała mi się siła poświęcenia, bo on w ogóle nie był nastawiony
na jakieś korzyści osobiste. Wzorowy przykład na to, że praca na rzecz dzieci
jest satysfakcjonująca. Był zadowolony, kiedy mógł innym sprawić radość. Nie
oczekiwał zapłaty ani rewanżu. Robił to z potrzeby swojego emocjonalnego
nastawienia na człowieka. Ta filozofia zawsze jest mi bliska. Polska jest
miejscem gdzie się urodził, wychował i zostawił tak wiele śladów, bo nie
zajmował się tylko żydowskimi, ale wszystkimi opuszczonymi dziećmi. Z jego
pamiętników wiem, że miał niedobry kontakt z ojcem i jakoś sobie z tym radził.
Zwiększyło to jego siłę ducha. Jeśli ktoś mu dokuczał, to nie pozwalał sobie,
żeby tak samo niegodnie się zachowywać. I to było piękne.
Gdy
powstawało Ognisko przydały się też konkretne pomysły Korczaka. Dziecięca
demokracja, budowanie wspólnoty, poczucie odpowiedzialności.
Ten rodzaj aktywności Korczaka był dla mnie
najlepszym przykładem. I jego bezinteresowność, niezwykle cenna w relacjach z
dziećmi i nastolatkami. Miał ogromną ilość wychowanków i byli jego wielką
radością. I to też jest moją największą radością, o to jest Julek zazdrosny.
Że
wychowała pani tyle dzieciaków?
Że są moją radością. Przeżywam ich sukcesy i
martwię się, gdy źle się dzieje. Czuję się emocjonalnie związana. Emocjonalność
jest niezwykle cennym elementem osobowości człowieka. Trzeba ją rozwijać, rozbudzać.
Najgorzej, gdy się ją zamyka i pokazuje, że nie warto być emocjonalnym, bo się
nie opłaca. Nie bycie emocjonalnym przynosi korzyści i młody człowiek w to
brnie. Rodzice i szkoła w tym utwierdzają. Telewizja też.
Choć dziś telewizja
jest budowana głównie na emocjach, ale sztucznie wykreowanych.
Tak jak źle ukierunkowany teatr.
Ognisko
powstało, gdy była pani dojrzałą kobietą.
Miałam już sporo doświadczeń aktorskich i
reżyserskich, pedagogicznych i harcerskich na polu pracy z dziećmi. Miałam
ochotę pracować z młodzieżą, a w domu kultury było mnóstwo niewykorzystanej
przestrzeni. Na ogłoszenie stawiła się cała grupa dzieciaków z podstawówki z
kluczami na szyjach. Zrobiliśmy wspólnie jeden spektakl i nie chcieli odejść.
Zostali. Zrobiliśmy następny. Zaczęły się również regularne zajęcia. Praca w
Ognisku stała się połączeniem moich wszystkich dotychczasowych doświadczeń.
Jakim
kluczem dobierała pani instruktorów?
Moją pracę zaczęłam bardzo wcześnie i łatwo mi
było rozpoznać, czy mogę mieć do kogoś zaufanie. Intuicyjnie czułam, z kim powinnam
współpracować. Przede wszystkim musiałam tych ludzi znać z wcześniejszych ich
prac. Nie śpiewam, więc potrzebowałam kogoś od muzyki i trafiła się pani
Manczarska, która robiła to zawodowo. Profesor Gawęda znalazł się w naszym
gronie jako aktor, ale zorientowałam się, że jest niespełnionym pedagogiem.
Miał głębokie poczucie, że być pedagogiem, to coś, co warto w życiu robić i miał
dar uczenia. Ognisko mu bardzo dużo zawdzięcza.
Chcieli też
uczuć niezrealizowani aktorzy po prostu szukający pracy.
Dzieciom należy proponować instruktorów, którzy
przede wszystkim są pedagogami i ponadto mają inne talenty, muzyczne, taneczne.
Trafiały tam
różne osoby i nie zawsze się pani z nimi zgadzała.
Często się spierałam, ale to znaczyło, że możemy
prawdę trzymać na pierwszym planie. Nie mogłam udawać, że czyjeś zachowanie
jest w porządku. To byłaby obłuda.
Ale miewaliście
też różnice zdań artystyczne.
A tak! I to też trzeba uszanować. Ja nie posiadam
wszystkich umysłów, które pozwolą mi wszystko rozstrzygać. Uważałam, że
konflikt nigdy nie jest sposobem na rozwiązanie problemu. Gdy pojechałam do
Anglii i odkryłam dramę, znalazłam rewelacyjną pomoc w rozwiązywaniu problemów.
Improwizacja doskonale pokazuje jak i dlaczego problem się stworzył i jak szukać
dobrego rozwiązania. Więc szukamy, jedna scena, druga, trzecia i dopiero przy
czwartej coś się objawia. Drama to nowy etap mojego uczenia się.
Co drama
daje nastolatkom?
Nastolatki mają ogromną potrzebę robienia ze
wszystkiego konfliktów. Emocjonalna potrzeba i brak doświadczeń. Drama pomaga
przygotować się do boksowania ze światem.
Czego pani
chciała uczyć młodzież z Ogniska?
Siły charakteru, odwagi, poczucia
odpowiedzialności, prawdy w swoim przechodzeniu przez życie. Żeby przykrej
prawdy nigdy nie mówić w złości, tylko w spokoju, bez kłótni. Ale zawsze prawdę.
To od początku było dla mnie jasne.
Kształtowanie
moralnego kręgosłupa, budowanie charakteru? Jak ma się do tego sztuka?
Bardzo dobrze ma się do tego sztuka. Rozwija
wyobraźnię i kreatywność, a mądrze prowadzone zajęcia artystyczne kształtują
osobowość i charakter. Wiem, bo byłam i harcerką i aktorką.
Co daje połączenie
teatru z harcerstwem?
Wątek odpowiedzialności za swoje życie i swoje
otoczenie. Aktor jest odpowiedzialny za to, co przekazuje widzom. W naszym teatrze
temu służyły między innymi dyskusje po spektaklach. Jak się grało
hochsztaplera, to potem się mówiło, jakie skutki przynosi bycie takim
człowiekiem. To pobudza emocje i wzbudza refleksję, czy warto tak żyć, dlaczego
akurat dziś obejrzałem ten spektakl, może ja też jestem hochsztaplerem. Budzi
się autokrytyka.
W Ognisku
każdy nastolatek ma rozbudzone ego artystyczne. Wielu chciałoby być aktorami, a
nie każdy się nadaje.
Ileż osób skończyło ognisko i są wspaniałymi
ludźmi w innych zawodach! Ty się nadajesz do aktorstwa, mogłaś zdawać na
wydział aktorski, ale wybrałaś co innego.
Ale ja
nigdy nie chciałam być aktorką.
Bo coś innego było dla ciebie ważniejsze. Dla mnie
też.
Ale dzieci
rozbudzone artystycznie przeżywają ogromne frustracje. Trudno im się pogodzić z
tym, że brakuje im talentu.
Bo dzieciom, którym brakuje talentu, często
brakuje też rozumu.
Rozbudzamy
w nich potrzebę tworzenia, a potem nie mogą zrealizować swoich potrzeb.
Bo nie dostrzegają innych możliwości realizowania
siebie w świecie, w którym widzieli siebie jako artystę. W Ognisku są metody,
żeby młodym ludziom odkryć inne drogi, pomóc odkryć być może inne talenty.
Dziecko nie powinno poznawać tylko zawód aktora i tylko związane z tym
przyjemności.
Przyjemnie być
oklaskiwanym. Granie to satysfakcja i frajda.
Ogromna, sama to przeżyłam. Czasami zarabia się
też niezłe pieniądze. Pytanie, które postawiłaś, wydaje mi się najistotniejszym
pytaniem dotyczącym naszej pracy.
To są
koszty edukacji przez sztukę, które zawsze były.
Tak, dlatego jeszcze bardziej czuję, że drama oraz
improwizacja są niezwykle pomocne. Bo nastolatki obserwują mnóstwo innych
ciekawych rozwiązań, odkrywają nowe ścieżki, kształcą się w różnych kierunkach.
To pomaga przygotować ich do pracy, która im da satysfakcję i w której będą
mogli się zrealizować.
Temu
służyły warsztaty, czyli mini-spektakle samodzielnie realizowane przez młodych
ludzi?
Młody człowiek robiąc spektakl rozpoznaje w sobie
zupełnie nowe możliwości: Ojej, ja tak potrafię! To bardzo dobra droga, żeby odkryć
siebie jako kogoś, kto dobrze pisze scenariusz, albo adaptuje tekst, albo tworzy
scenografię, albo muzykę, albo choreografię, albo plakat.
Po każdym prezentowanym
warsztacie odbywa się omówienie, które bywa dość przykre. Po co takie
doświadczenie młodemu człowiekowi?
Przecież z krytyką spotykać się będzie każdy.
Warto się przygotowywać do jej odbioru. Warto też nauczyć się tak krytykować
innych, żeby nie sprawiać im wyłącznie przykrości, ale wskazać możliwość
poprawy. Zauważać błędy ale też i zalety spektaklu. W konsekwencji omówienia to
największa korzyść z warsztatów. Choć bywały czasami ostre, czasami wybuchały
kłótnie. I dobrze, bo to również uczy rozmawiania, bronienia poglądów i
formułowania argumentów w dyskusji. Nie denerwowałam się, bo mi się te kłótnie nawet
podobały, wnosiły nowe spojrzenie. A gdy pod wpływem emocji ktoś się zapędził,
to potem przepraszał. I też była nauczka.
Czego się
mógł nauczyć nastolatek, który samodzielnie zrealizował spektakl?
Po pierwsze tego, że trzeba zacząć wcześnie, bo to
trudna praca. Ale przede wszystkim pokonywania trudności, które doprowadza do
satysfakcji. Te emocje są szalenie korzystne i pozytywnie wpływają na rozwój
młodego człowieka.
W
warsztatowym doświadczeniu ważniejsze było działanie artystyczne czy kształtowanie
osobowości?
Osobowość! Artystycznie warsztaty bywały nieudane,
bo to były dzieci, osoby poszukujące. A uczyły się, że konsekwentnym drążeniem
można wydrążyć bardzo dużo. Że jak się nie zrobi prób, to się nie uda, jak się
nie wysłucha krytyki, to się nie będzie wiedziało, co było błędem i jak się
poprawić.
Warsztaty
to kuźnia charakteru. A po co zmuszać nastolatki do udziału w Konkursie Recytatorskim?
Konkurs to samodzielne zmaganie się z
najtrudniejszym rodzajem wypowiedzi pisanej. Jeżeli poprzestaniemy na czytaniu
oczami to wiersz będzie miał mniej walorów, nie odkryjemy wszystkich. Jeśli
zaczniemy się wgłębiać w refleksje, które są zapisane przez mądrego zwykle
autora, to w nas też one zaczną się rodzić. 15-latek czyta Norwida, dlaczego,
że to uznany poeta. Ale gdy próbuje na głos wypowiedzieć te zapisane myśli,
odkrywa je dla siebie, zachwyca się: jakie to mądre, jakie to ważne, też tak
uważam! To najlepszy moment na odkrycie poezji. Konkursy to cudowna sprawa,
sama przechodziłam tę drogę.
Proponowała
pani świat, którego sama doświadczyła?
Tak i miałam dobrą szkołę. Nauczyłam się, jak
uczyć, żeby to było skuteczne. Najwięcej nauczyła mnie improwizacja, bo pozwala
myśleć na różne tematy w sposób wielokierunkowy i znajdywać rozwiązania, które
są trudno widoczne. Na pierwszy rzut oka nieistniejące. A jak się wraca i jeszcze
raz wraca, próbuje z jeszcze z innej strony, to nagle pojawia się światełko, a potem
już płomień. Dlatego człowiek się nie poddaje trudnościom. Dlatego tak ważne
jest dla mnie w edukacji moje hasło: pokochaj pokonywanie trudności!
Ale trzeba
parę razy pokonać trudność, żeby zacząć z tego czerpać satysfakcję.
I pokochać. Początkowo porażka wydaje się
wyłącznie bolesna i kojarzy się źle. Ale to porażka może nas czegoś nauczyć.
Klęska jest początkiem sukcesu pod warunkiem, że wyciągniemy wnioski z własnych
błędów.
Ognisko działa na
harcerskich zwyczajach (apel, rada obozu), co pozwala trzymać artystów w pewnej
dyscyplinie. Rytuałem jest również śpiewanie hymnu. Kto i kiedy zdecydował, że
hymnem będzie tekst Szymborskiej „Gawęda o ziemi ojczystej”?
Już na pierwszym obozie był kompozytor, który napisał muzykę,
a o tekście zdecydowałam chyba ja? Ten tekst wydawał mi się tak piękny i
adekwatny do tego, co robimy.
„Bez tej miłości można
żyć, ale nie można owocować”?
Nie da się. Miłość i pasja to niezbędne składniki
twórczości. Szymborska była wówczas
popularną poetką, ale nikt nie przypuszczał, że dostanie Nobla. Może to
moja intuicja? (śmiech) Wysłałam potem do pani Szymborskiej prośbę o zgodę, by
jej tekst był naszym hymnem i taką zgodę wyraziła.
Ognisko
owocuje nowymi pomysłami, bo stworzyła pani również ważny konkurs „Szukamy
polskiego Szekspira” (w tym roku już 11 edycja). Czemu ma służyć?
Dzieci rozwijają się w różnych kierunkach, nie
zawsze tych, w których zaczęły. Trzeba im stwarzać nowe możliwości. Nikt z nich
nie wie, czy potrafi napisać sztukę dla teatru dopóki nie spróbuje. Konkurs
jest anonimowy i najlepsi jadą potem na warsztaty dramaturgiczne z Maciejem
Wojtyszko. Wcześnie zauważony talent literacki ma szansę rozkwitnąć.
Ognisko powstawało w
latach 70, w 80 nabrało wigoru. Wtedy było odskocznią, barwną enklawą, bo świat
wokół był brzydki, ponury, a szkolna edukacja nudna. Czemu miałoby dzisiaj
służyć Ognisko, gdy są już ciekawe szkoły, a świat wokół jest aż nazbyt
kolorowy?
Kolorowy to za mało. Świat kolorowy ciągnie w kierunku
łatwości i tandety. To widać i to się czuje na każdym kroku, w repertuarze
teatralnym, w programach szkół, w kolorowych pismach. Tym bardziej dzisiaj
Ognisko tworzy enklawę wyższych wartości, które mają otwierać ludzi na świat,
na życie, krótkie ale mądre. Bo życie jest krótkie, ale może być ciekawe i mądre.
Z których absolwentów
jest pani najbardziej dumna?
Z ciebie, bo prowadzisz Ognisko. Piotra Kozłowskiego, który
również świetnie uczy i reżyseruje. Z Piotra Adamczyka, Edyty Jungowskiej,
gdybym miała listę przed oczami, wymieniłabym wiele aktorek z poczuciem
godności.
Dumna jest jednak
pani głównie z aktorów.
Pamiętam nazwiska, bo są popularni, ale mogłabym wymieniać
ogromnie dużo ludzi z wielu dziedzin.
Która ze ścieżek absolwentów
przynosi pani największą satysfakcję?
Ostatnio odbyłam wiele szczerych rozmów z jedną z
absolwentek, która przeszła bardzo dużo życiowych perypetii. Cieszy mnie, jak
głęboko utkwił w niej sens edukacji Ogniska, bo ona po tych trudnych
przeżyciach wciąż jest otwarta na doskonalenie. Otwartość na doskonalenie wydaje
mi się najcenniejszą rzeczą Ogniska. Nawet jak się coś nie udaje, to zauważ to,
popraw, spróbuj jeszcze raz - będzie ci lepiej w życiu.
rozmawiała Anna Kozłowska, która prowadzi Ognisko Teatralne "U Machulskich od 2002 roku - rozmowa powstała 10 lat po objęciu przez nią funkcji dyrektora
Warszawa, maj 2012
sobota, 16 września 2017
Ogniskowiczom, którzy kiedyś BYLI w Ognisku życzę…
Co mógłbym zrobić, żeby promować idee Ogniska?
To jedno z pytań w naszej corocznej anonimowej ankiecie na zakończenie roku. Oto wybrane odpowiedzi na 5 pytań i zdjęcia oczywiście z pokazów na uroczystości zakończenia roku.
Zdjęcia wykonał tata Kamili - pan Rafał Dziorek - dziękujemy!!!

Zdjęcia wykonał tata Kamili - pan Rafał Dziorek - dziękujemy!!!

W
Ognisku czuję się jak…
Orzeł
/ Motyl / Ptak w kolorowym locie
Ptak,
który ma nieograniczone możliwości
Wolny
ptak hasający po bezkresnych polach wyobraźni.
Słowik wpuszczony do rynny z papugami
Słowik wpuszczony do rynny z papugami
Jakbym
miał ogromne skrzydła
Latawiec
który dryfuje po niebie wyobraźni
Ulotne
powietrze, mogę uciec od reszty świata, nie przejmować się tym, co ludzie o
mnie myślą
jak
w niebie
Ryba
w wodzie a czasami jak ryba w ogniu
Szczupak
(rybka w wodzie)
Ryba
w wodzie, śliwka w kompocie, krew w żyłach, włosy na głowie, woda w morzu, jak
pozytywna energia u Ogniskowiczów
Kret
w moim ogrodzie
Róża
w wazonie – ktoś dba o mnie, czasami podcina łodygę, żebym nie zwiędła zbyt
wcześnie – rozkwitam
Część
czegoś lepszego niż codzienny świat
Podpalona
pomysłami
Osoba
której zależy
Ktoś
ważny, doceniony, wartościowy
Ja
tylko taka więcej widząca, słysząca i więcej czująca
Wolna,
magiczna istota, która może spełniać marzenia
Rozżarzony
węgielek teatralny
Jakbym
płonęła energią w płomieniach ognia ogniska
W
domu w którym mogę spotkać się z ludźmi takimi jak ja
W
domu, bezpiecznie, chciana (głupie i proste, ale prawdziwe)
W
domu, ale takim, którego sam nie zbudowałem
W
domu – to oklepana odpowiedź. Ale tak jest. Ogniskowicze to rodzina, a Ognisko
to po prostu dom
W
galerii sztuki nowoczesnej, bo jest tu wiele interesujących,
niekonwencjonalnych pomysłów i idei.
W
gabinecie osobowości
Pod
teatralnym prysznicem
W
utopii rozmyślań
Na
świeżym powietrzu – w końcu można oddychać
W
miejscu gdzie mogę spełnić marzenia
W
mięciutkiej wacie cukrowej.
W swojej domowej łazience – pewniej już się nie da
W swojej domowej łazience – pewniej już się nie da
Jak
Alicja w Krainie Czarów
jak
marzyciel, ale nie jestem jedyny
Plamki
na obrazie Picassa pośród innych kolorowych plamek
Ważny
element puzzli, które w całości tworzą piękniejszy obraz codziennej rzeczywistości
W
domu, z rodziną. W końcu wszyscy jesteśmy dziećmi Haliny.
W domu ale bez kuchni, rekompensuje to inspiracja i kreatywność
W domu ale bez kuchni, rekompensuje to inspiracja i kreatywność
Picasso,
Dali, Esher, Bogusławski i James Dean w jednym, jak rozwijający się młody pąk
kwiatów
Mona
Lisa u Da Vinciego
Jak
jeden z puzzli z sali Chaplina. Wiem, że razem z resztą tworzą piękną całość.
Jak
Salvador Dali gotujący homary
Taki
pół-artysta. Dobra, ćwierć-artysta. Początkująca jedna – ósma artysty. Ale,
jakby nie patrzeć, artysty.
Czuję, że mam dużo pomysłów i mam szansę je wyrazić, w przeciwieństwie do życia
szkolnego, w którym uczę się rozumowania innych...
Mała,
kreatywna kulka pozytywnej energii
Bóg, gdyż mogę być każdym i nikim, wszystkim i niczym.
Bóg, gdyż mogę być każdym i nikim, wszystkim i niczym.
W
starym, znanym miejscu z innego życia
jak
nigdzie indziej na świecie
Ja
Co
jest najważniejsze w Ognisku?
Wspólnota!
/ Zaufanie / Tradycja / Akceptacja /
Ogień determinacji
Spotkanie.
Każde.
Wolność
(słowa i twórczości) / Wyobraźnia i
pomysły / Obecność.
Samogłoski
(a,e,i,o,u,y).
Puenty!
Puenty!
Nie
ma mówienia ”naczy”, „ten, „generalnie”
Pasja, którą się odnajduje i zaraża nią innych
Energia.
Z nią da się zrobić wszystko.
Podejście
i chęci/ Więź z innymi / Szczypta
surrealizmu
Konstruktywna
krytyka i rady dotyczące życia
Kreatywność,
pozytywne nastawienie, szczerość
Niecenzurowane
myśli wspaniałych ludzi
Spojrzenia,
którymi wszyscy się nawzajem obdarzamy
Przyjaźń
tworzona przez kulturę
Zabawa, cieszenie się każdym drobiazgiem i każdą
przeżytą tu chwilą.
Otwartość
umysłu, brak jakichkolwiek barier i ograniczeń
Rozwój
wewnętrzny / Odnoszenie się do siebie z szacunkiem
Ludzie,
którzy nas uczą i otaczają
Nieoczywistość,
bo jednostajność jest nudna
Znajomość
wszystkich „ludzi z drzwi” (nazwy sali – to dobry początek)
Praca
ze słowem, które kocham jako przyszła aktorka
Komplet
osób w grupie
Inspirować
się wszystkim
Żeby
nie siedzieć biernie na tyłku tylko działać
Myśleć
samodzielnie / nie bać się wyrażać siebie.
Pilnowanie
by ogień nie zgasł
Bycie
sobą. Definitywnie
Doskonalenie
się / Robienie „czegoś z „niczego”.
Stawanie
się lepszym człowiekiem i poszerzanie horyzontów
Pomaga
zachować w sobie cząstkę dziecięcą, a zarówno wprowadza nas w świat dorosły
Tu
nic nie jest takie, na jakie wygląda..
Chwile, momenty, sekundy, które sprawiają, że życie jest lepsze
Halinizm
W
Ognisku trwać
Dalszego
ognia i płomieni
Otwartej
głowy, nieskończonego nieba i głębokiego oceanu
Zapachu
drewnianych desek jakiegoś słynnego teatru
Życia,
w którym będą korzystali z tego, co tu zdobyli
Chęci do zarażani wiedzą zdobytą tutaj
Chęci do zarażani wiedzą zdobytą tutaj
Spełnienia
się w swoich wymarzonych dziedzinach
Dumy
ze swojego charakteru / Sławy i chwały
Pięknej
przyszłości i pysznych śliwek w czekoladzie
Aby
żyli ogniskową energią / Aby nigdy nie zgaśli
Aby
ogniskowy duch ich nigdy nie opuścił
Aby
nigdy o nim nie zapomnieli i swoje codzienne wyzwania traktowali jak warsztaty,
a sukcesy, jak fuksówkę
Żeby
mogli tu czasem wrócić
Żeby
nigdy nie zapomnieli o tym, czego tu się nauczyli
Żeby
zawsze czuli się, jak jego część
Żeby
zawsze mogli kontynuować to, co tu zaczęli
By
zawsze w torbie/plecaku nosili krzemień i drewienka
Żeby
w trudnych chwilach przypomnieli sobie Ognisko, bo na pewno im pomoże
Byli
nieustannie uprzejmi i piękni
Aby
ich życie było zawsze tak kolorowe, jak na zajęciach
Żeby znaleźli takie miejsce na ziemi jakim było dla nich Ognisko
Żeby znaleźli takie miejsce na ziemi jakim było dla nich Ognisko
Żeby
wciąż potrafili być otwarci i żeby nie stawali się cyniczni, ale patrzyli na
wszystko i cieszyli się nowością
Żeby
nie ograniczali wyobraźni, którą tu rozwinęli i korzystali z niej codziennie
Żeby
pamiętali o tym, że to oni są autorami i edytorami swojej rzeczywistości
Żeby
życie traktowali w taki sam sposób jak wyzwania w Ognisku
Znaleźli
inne miejsce, które da im to ogniskowe uczucie
Żeby
posłali tu swoje dzieci / Żeby nie „poważnieli”
By byli szczęśliwi
By byli szczęśliwi
Nie byli jak biznesmeni – zamknięci w sztywne ramy i potrafili być dziećmi.
żeby utrzymali kontakt ze swoją grupą i nie tylko. Żeby często nas odwiedzali.
Żeby zawsze je pamiętali i pozostali tacy sami, jak w dniu, gdy jako dzieci pierwszy raz przyszli na zajęcia
Żeby mimo upływu lat trzymali się razem
Żeby ktoś wynalazł machinę czasu i mogli tu wrócić
Tyle
radości z pracy, ile nauka w Ognisku dawała przyjemności
Młodzieńczego podejścia do życia i odrobiny szaleństwa
Młodzieńczego podejścia do życia i odrobiny szaleństwa
By do końca życia jedli zupę widelcem
Żeby
ich pomysły kwitły
Żeby pamiętali o Machulskich i wspierali obecnych
Ogniskowiczów
Żeby
Ono było!
Aby nakręcili się, jak chomik w kołowrotku
Aby w Ognisku nadal było tak fajnie / Żeby poczuli tę atmosferę
Żeby byli orłami niezniżającymi lotów
Aby nakręcili się, jak chomik w kołowrotku
Aby w Ognisku nadal było tak fajnie / Żeby poczuli tę atmosferę
Żeby byli orłami niezniżającymi lotów
By
w zderzeniu z Ogniskowym duchem odnaleźli własne „ja”
Żeby
zapisywali się jak najszybciej – nie ma czasu do stracenia
Żeby
uwierzyli w siebie / Aby otworzyli się na wszystkie zaskoczenia
Aby
przeżyli tu najpiękniejsze chwile w życiu tak jak ja
Poznania
szalonych ludzi – takich, jak my wszyscy
Wyobraźni / Rozwijania siebie i swoich pasji
Siły i ochoty na doskonalenie się / Wielkiej dojrzałości i poznania siebie
Wyobraźni / Rozwijania siebie i swoich pasji
Siły i ochoty na doskonalenie się / Wielkiej dojrzałości i poznania siebie
Wytrwałości,
bo często podczas prób pojawia się chęć poddania się, ale kiedy już uda się ją
przezwyciężyć – zawsze wychodzi coś wspaniałego.
Wytrwałości, bo nie każdy zostanie do końca, ale jeśli wytrwa, będzie czuł się w pełni Ogniskowiczem
Znalezienia przyjaciół na całe życie i przepięknych doświadczeń.
Dużo pozytywnego stresu.
Wytrwałości, bo nie każdy zostanie do końca, ale jeśli wytrwa, będzie czuł się w pełni Ogniskowiczem
Znalezienia przyjaciół na całe życie i przepięknych doświadczeń.
Dużo pozytywnego stresu.
Jak
najszybszego dotarcia na Lubelską
Żeby
porzucili nauki szkolne. Nie starali się zachowywać i ubierać jak rówieśnicy,
ponieważ to, co powszechne jest nudne, a Ognisko nie lubi nudy
Tego, by zostali tutaj jak najdłużej i żeby poszerzali horyzonty
Tego, by zostali tutaj jak najdłużej i żeby poszerzali horyzonty
Żeby
się nie bali i korzystali z tego, ile się da
Żeby nigdy nie wątpili w siebie i nie kierowali się schematami
Żeby nigdy nie wątpili w siebie i nie kierowali się schematami
Nie
opuszczajcie zajęć!
Aby nigdy z ich twarzy nie znikał uśmiech, który w Ognisku cały czas im będzie towarzyszył oraz by się nauczyli, że odpowiedź „nie wiem” nie istnieje
Aby nigdy z ich twarzy nie znikał uśmiech, który w Ognisku cały czas im będzie towarzyszył oraz by się nauczyli, że odpowiedź „nie wiem” nie istnieje
Żeby
wykorzystali w 100 procentach ten czas, bo jest on wyjątkowo ważny i zmienia
sposób postrzegania świata
Pewna osobą z Ogniska powiedziała mi: na początku raczej nie
będziesz miał przyjaciół, potem połowa z twoich przyjaciół to Ogniskowicze a
potem wszyscy twoi przyjaciele będą z Ogniska. I to jest piękne.
Zrobić
pokazy w różnych miejscach w Warszawie
Głosić je w szkole, niczym średniowieczni heroldowie na rynkach miast
Głosić je w szkole, niczym średniowieczni heroldowie na rynkach miast
Drzeć
się po całej Warszawie idźcie do Ogniska, bo to super przygoda coś w tym stylu
Nosić
T-shirt z logiem Ogniska
Skakać
na trampolinie na Nowym Świecie
Chodzić
z podpaloną pochodnią po mieście, a za mną orszak mimów i aktorów
Marsze
ogniskowe
Zapraszać
tutaj wiele osób zwłaszcza chłopaków bo ich brakuje
Tańczyć,
skakać i krzyczeć razem z innymi albo sama, bo warto być wariatem
Przyznawać
się i chwalić, że jesteś z Ogniska i być otwartym na innych
Nie
zniżać mojego lotu
Być,
mówić, żyć i chwalić
Patrzeć na świat w sposób nieoczywisty, cały czas siebie zaskakiwać , cały czas tworzyć, nie iść na skróty
Zamiast
się złościć nauczyć się stepować
Nigdy
nie mówić nie wiem nie umiem / Wierzyć w siebie
Inspirować
innych do nieustannego rozwoju i wiary we własne możliwości
Do
końca życia postępować zgodnie z tym, co się tutaj dowiedziałem
Nie
trzeba być aktorem, można związać swoja przyszłość z zupełnie innym zawodem i
wtedy najlepiej będą widoczne cechy, które zdobyłem w Ognisku
Eksplodować
irracjonalnymi pomysłami, być inspiracja dla innych
Przekładać
system edukacji i integracji Ogniska w życie
Założyć
w przyszłości instytucję teatralną
Starać
się samemu żyć na co dzień tak jak mówią przysięgi z fuksówki
Palić
wszystkich wokół płomieniami Ogniska
Zarażać
halinistyczną siła jak najwięcej ludzi pokazując innym ile pięknych i
wspaniałych rzeczy jest wokół
Zauważać
pięknych ludzi i przyprowadzać ich tutaj
uśmiechnąć
się do kogoś od czasu do czasu
Wypełniać
całe życie nabytą tu postawą
Pozostać
Ogniskowiczem do końca życia
Być
sobą wśród ludzi / Kochać innych
Wciąż
się starać
niedziela, 10 września 2017
Natalia Bloch - Uśmiech, proszę!
Jest wiele rzeczy, które
kojarzą mi się z Ogniskiem. Przede wszystkim okres dorastania w
"halinistycznym" duchu, obozy, których nie mogę już nawet dokładnie
policzyć, wiele radosnych twarzy, które do dziś są mi życzliwe, przyjaciele, na
których zawsze mogę polegać. Potem wspaniały czas dzielenia sie tym wszystkim z
młodszymi pokoleniami i pierwsze pedagogiczne doświadczenia. Ale jest jedna
rzecz, która spaja te wszystkie wspomnienia i towarzyszy każdemu z nich.
Śmiech. Niekończąca się seria żartów, od których nie można złapać oddechu i
boli przepona, albo zwykły, szczery lub nieśmiały uśmiech wymieniany na
korytarzu. W Ognisku nauczyłam się odróżniać słaby, płytki żart od żartobliwych
łamigłówek i gier słownych. Gdzie jak nie w Ognisku, można lepiej nabrać
dystansu do siebie, ale także ludzkiej głupoty. Myślę, że moje poczucie humoru
ukształtowało się właśnie w tym miejscu. Do dziś najcieplejszymi wspomnieniami
z obozów są nieprzespane noce, które upływały na przegadywaniu minionego dnia oraz
tworzeniu kolejnych szalonych pomysłów na nadchodzący. Wszystko w atmosferze
żartu, wzajemnej przyjacielskiej "rywalizacji" na bardziej popisowy
dowcip. Na przestrzeni wszystkich lat spędzonych pod skrzydłami Ogniska,
nauczyłam się także instynktownie lgnąć do osób szeroko uśmiechniętych, które
cechują się "ostrym" humorem. Myślę, że to dobra lekcja. Nawet po
kilku latach bez kontaktu, potrafimy przypomnieć sobie anegdoty lub sytuacje z
przeszłości, z których śmialiśmy się razem. Ten śmiech najlepiej potrafi
połączyć ludzi. Wchodząc w skład "grona pedagogicznego" szybko
nauczyłam się, że nawet najtwardsze dziecięce serduszko szybko topnieje pod
wpływem szczerego uśmiechu ze strony instruktora. I to jest jedna z rzeczy,
które najchętniej przekazuję dalej, nie tylko młodym Ogniskowiczom. Uśmiechem
możemy zawojować świat! I to dosłownie. Każdy może mieć gorszy dzień, ale jeden
uśmiech sprawi, że niemożliwe staje się możliwe. Działa - sprawdzałam! :)
piątek, 25 sierpnia 2017
Marta Przygodzka - 5 minut i ani chwili więcej
Chyba powinnam zacząć od tego, że zupełnie nie
rozumiem czasu. Tego czasu, który zajmuje centralną pozycję w naszej
egzystencji. I jeśli ty, drogi czytelniku tego wpisu, nie zgadzasz się ze mną
pod tym względem, należysz prawdopodobnie do gatunku niespóźnialskich. Z mojego
punktu widzenia każdy z nas biega bowiem za małym patyczkiem obracającym się po
okrągłej tarczy. Ten fakt, mnie wydający się zupełnie absurdalny, nie przemawia
jednak ani do moich rodziców, ani do nauczycieli, ani nawet do znajomych, a próby
usprawiedliwiania moich spóźnień przynoszą marne efekty. I żeby nie było, ja
wiem, że okropnie nieuprzejmie jest się spóźniać oraz ze to brak szacunku dla
drugiej osoby, jednak jak to pięknie ujął Tomasz Mann: „Czasu w ogóle nie ma
„właściwie”. Jeżeli komuś się dłuży, płynie wtedy powoli, jeżeli przeciwnie, to
upływa prędko, ale przecież nikt nie wie, z jaką szybkością biegnie w
rzeczywistości” . Tak więc,
biegnąc na lekcje chemii, nie mogę przewidzieć, że czas nauczycielki toczy się
leniwie podczas gdy mój pędzi jak spłoszony rumak.
Kończąc ten długi wstęp,
chciałabym podzielić się czymś cennym, czego o czasie nauczyłam się w Ognisku. Chyba
każdemu Ogniskowiczowi świetnie znany jest moment, kiedy to instruktor, podając
temat scenki, dodaje pośpiesznie „macie 5 minut”. W te 300 sekund dokonuje się
(czasami) metamorfoza ze spanikowanego „nie mamy pomysłu” do dzieła, które
możemy pokazać z dumą. Podobnie na obozach, przez całe dwa tygodnie uczymy się
sprawnej współpracy i wytężamy nasze muskuły kreatywności, aby z każdym
projektem zdążyć na czas. Ten ostatni płynie wtedy jak wartka rzeka spływająca
pędem po górskich zboczach. To właśnie wtedy tykająca wskazówka staje się nie
wrogiem, a wspólnikiem gdyż każdą minutę przeznaczam na coś co kocham, czemu
mogę poświęcać godziny z radością, a przede wszystkim z własnej woli, nie
szkolnego przymusu. Gdy wracam do Warszawy, z walizką wspomnień, przeżyć i
cennych lekcji, rzeka znowu staje się kapryśna i nieobliczalna. Ale w tych
pięciu minutach coś zostaje. Jakaś mała cząstka nieskończoności, którą odtąd
odnajduję codziennie. Bo już wiem, że niemożliwe da się zrobić i to właśnie w 5
minut.
niedziela, 13 sierpnia 2017
Alicja Wolniewicz - Zacznij słuchać
Susan Sontag w którymś z wywiadów powiedziała,
że myślenie na temat rzeczy, które już się stworzyło, może być oznaką tego, że w ogóle przestało
się myśleć. Według niej trzeba cały czas iść przed siebie i nie oglądać się nawet
na chwilę. Człowiek bezustannie się zmienia. Niewiele jednak osób zdaje sobie
sprawę z tego, jak podniebnie przyjemnym zajęciem jest wejrzenie w samego
siebie, myślenie o sobie, ale nie w kontekście – tego chcę, tego potrzebuję –
co robimy naturalnie i bezwarunkowo cały czas – ale myślenie o sobie jako o
zjawisku w świecie, a co za tym idzie – tworzenie siebie w świecie. Jest to
zjawisko w zasadzie bardzo trudne, bo większość naszych myśli i tak jest już
skupiona na nas jako na osobie. Bez ustanku każdy człowiek myśli o tym co
chciałby zrobić, co jest mu potrzebne, czego pragnie – w zasadzie większość
naszych myśli dotyczy nas samych. Trudność polega na tym, by osiągnąć
wystarczającą świadomość, by móc spojrzeć na siebie jako na człowieka umiejscowionego w świecie, czego
konsekwencją jest to, że możemy stworzyć samego siebie.
Ognisko
jest jedynym znanym mi miejscem, gdzie człowiek może nauczyć się spojrzeć na
siebie z perspektywy i nauczyć się patrzeć na świat nie tylko przez pryzmat
siebie samego. Ognisko pozwala człowiekowi po prostu stanąć obok – i obserwować
proces zmian, który odbywa się w nim samym. Pozwala zmienić myślenie z „tego
chcę” na „to mógłbym zrobić dla świata”, z „jestem niezwykłą jednostką” na
„jestem niezwykłą częścią jeszcze niezwyklejszej całości”.
W Ognisku,
przede wszystkim, uczysz się znaczenia słów – całość i część. Do tego miejsca
przychodzą indywidualiści, ludzie, którzy całe życie idą wbrew nurtom, nie boją
się iść pod prąd, są niezwykli, inni, sami dla siebie są całością. Ognisko jest
tak niesamowitym miejscem, ponieważ zbiera właśnie takich ludzi i tworzy dzięki
nim społeczność. Społeczność niezwykłości i indywidualistów.
W tym
miejscu nauczyłam się w jaki sposób obserwować siebie i pomagać sobą zmieniać
świat. Nie tylko ten wielki świat, w którym żyją miliardy ludzi – ale też ten
najbliższy nam, w którym trzymamy drugą osobę za rękę czy w którym ustępujemy
miejsca starszym osobom w pociągu. Świat, w którym dojrzewamy i w którym
zaczynamy rozumieć siebie. Moment, w którym człowiek zaczyna rozumieć i słyszeć
siebie, dla wielu osób nigdy nie nastąpi – wprawdzie wiele osób cieszy się
życiem bardzo biernym i powierzchownym, podczas gdy jego esencja znajduje się
na wyciągnięcie ręki – w nas samych. Ognisko uczy w jaki sposób rozumieć siebie
w taki sposób, by stać się pomocą i oparciem dla całego świata. W sposób,
dzięki któremu każdy słuchacz Ogniska staje się pomocną dłonią dla każdego,
kogo spotka, staje się wsparciem i otuchą – nie umniejszając przy tym swojemu
indywidualizmowi i potrzebie płynięcia zawsze pod prąd. Tego nauczyło mnie
Ognisko przez trzy lata, które w nim spędziłam – zrozumienia, że jeśli
zaczniesz słyszeć siebie, zaczniesz też słyszeć i kochać cały otaczający Cię
świat.
W Ognisku
młodzi ludzie uczą się nie tylko tego, jak prężnie się rozwijać i jak odkrywać
nowe możliwości aktorskie czy reżyserskie – w Ognisku uczymy się wrażliwości na
drugiego człowieka, leczymy się jak wyzbyć się zobojętnienia wobec bliźniego,
tak dzisiaj powszechnego i praktykowanego.
Te
niezwykłe trzy lata dały mi umiejętności, które wykreują całą moją późniejszą
pracę – nie tylko twórczą, ale każdą inną. Umiejętności, które sprawiają, że
stałam się człowiekiem, jakim zawsze chciałam być.
poniedziałek, 31 lipca 2017
Marianna Kalinowska - Charaktery
Wspomnienia są dla nas bardzo ważne. Gdy wszystko cichnie i każdy
z nas zostaje sam ze sobą mimowolnie do nich wraca. Człowiek zamyka oczy-
wszystko przypomina mu się. W chwilach, gdy inni zamykają oczy i widzą ponurą
czerń lub nijaką biel, ja widzę feerię barw i słyszę radosne głosy, zwracające
się do mnie pieszczotliwie. To dzięki Ognisku, które przede wszystkim zajmuje
się TWORZENIEM WSPOMNIEŃ.
Ogniskowe wspomnienia mają niezwykłą siłę. Siłę wielu
stojących za nimi ludzi, którzy wkładają w nie całe zaangażowanie i emocje.
Siłę ogromną i jasną, która sprawia, że złe wspomnienia uciekają przed nią w
popłochu. Siłę, która zostaje w nas na długo i pomaga iść, gdy się nie ma siły.
Ognisko daje nam szansę robienia tego co lubimy. To, na co w
codziennym życiu nie ma po prostu czasu. Czego jesteśmy pozbawiani przez natłok
zajęć i nadprogramowej nauki. My, jako młodzi artyści lubimy śmiać się,
tańczyć, słuchać pięknych słów i oglądać piękne obrazy. To wzruszające, że
Ognisko zauważa, że to co lubimy jest budujące i wspiera to.
Każdy obóz Ogniska zostaje na długo w pamięci. Każdy
zapisuje się w książce naszych myśli inną czcionką i innym językiem. Obozy Ogniska
mają to do siebie, że lubią mieć swoje CHARAKTERY. Jeden obóz jest
spokojniejszy, inny zaś bardziej szalony. Łączy je jednak jedna magia.
To był mój drugi obóz. Z obu z nich wyjechałam z tym samym
uśmiechem i wzruszeniem. Jednak każdy z nich był inny i kierował moją
wyobraźnię i myślenie w inną stronę.
Ognisko ma w sobie ogromną odwagę, powierzając nam pewną
odpowiedzialność- możliwość wyrażania własnych przemyśleń i poruszania
zajmujących nas problemów. Na każdym obozie zajmuje nas coś innego. Coś, co
zbieramy przez cały rok w naszych głowach. Mamy szansę się tym podzielić. Każdy
rok niesie coś innego. Każdy obóz przedstawia coś nowego.
Zeszłoroczny obóz był dla mnie baśniowy, bajkowy i radosny.
Beztroski i uczący myślenia o uczuciach. Pełen żartów i śmiechu. Dziecinny i
uroczy. Najwidoczniej w naszych głowach gromadziły się piękne myśli i nie
byliśmy zajęci dużymi problemami.
Ten obóz był inny. Bardziej dojrzały, jednak równie piękny.
Dyskusje, z których wynikały nasze pomysły na sztuki, były poważniejsze i
cięższe. Sytuacje, które ukształtowały nas w ciągu roku, zmusiły do refleksji
nad tematami takimi jak państwo czy społeczeństwo. Okazało się, że wspólnie
męczy nas temat zimnego systemu w szkołach, który zniża nas do równego,
beznadziejnego poziomu. Wynikły dyskusje o szkole, a co za tym idzie o
tolerancji, a raczej jej barku. O Polakach i ich mentalności, o braku
akceptacji i stereotypach, które chcielibyśmy zmienić. O ludziach, którzy
buntowali się i czasach w których bunt był potrzebny. Rozmyślaliśmy o tym,
czemu my moglibyśmy się przeciwstawić.
Owocami takich przemyśleń była na przykład niespodzianka grupy
3, poruszająca problem działania dla wspólnego celu, a także obie niespodzianki
grupy 1. Pierwsza inspirowana „Dniem Świra”, czyli o polskości, druga o
problemach edukacji, w której wykorzystano wiersz Tuwima „Szkoła” i fragmenty
„Ferdydurke” Witolda Gombrowicza. Całego obrazu naszego krytycznego myślenia
dopełnił warsztat Tomka Klochowicza, który opowiadał o Polakach i błędnym
postrzeganiu ich kraju przez nich samych oraz o polityce jako takiej. Nasze
myślenie o tolerancji i problemach społecznych napędził też pokaz
instruktorski, opowiadający o „toksycznych” ludziach, wykluczonych z życia
społeczności.
Oczywiście nie zabrakło naszych ukochanych, typowo
ogniskowych akcentów! Warto tu wspomnieć o niesamowitych debiutach
warsztatowych. O niezwykle mądrym i doskonale wyreżyserowanym warsztacie
Mikołaja Andrzejczyka oraz o spektakularnym, monodramowym debiucie Konstantego
Jasińskiego!
Na obozie byłam po prostu szczęśliwa. Szczęśliwa w
najpiękniejszy możliwy sposób. Był to rok mojej FUKSÓWKI. Jednak nie mam chyba
takich słów, żeby o niej opowiedzieć.
Chciałabym jeszcze raz podziękować wszystkim za ten
wspaniały czas!
Subskrybuj:
Posty (Atom)










